Rosjanie twierdzą, że zwolnili ofensywę z troski o cywili. Tak naprawdę stoją i się wykrwawiają

W ciągu tygodnia Rosjanie zdobyli może 10-20 kilometrów kwadratowych Ukrainy. Na dotychczas kluczowych kierunkach nie posunęli się naprzód praktycznie w ogóle. Można bezpiecznie powiedzieć, że aktualnie rosyjska inwazja na Ukrainę jest w impasie. Nie brakuje doniesień o poważnych problemach z morale wojska i nawet bratobójczych walkach.

Chodzi jednak raczej o incydenty niż powszechne zjawisko. Znaczna część rosyjskich sił prawdopodobnie nie jest zaangażowana w walkę. Tak jak wspominaliśmy wcześniej, przerzucono je na południe Ukrainy, gdzie panuje pełna napięcia względna cisza.

Presja, ale bez istotnych efektów

Pomimo tego Rosjanie niezmiennie wywierają największą presję w Donbasie. Nie przekłada się to jednak na jakieś istotne sukcesy. Najcięższe walki trwają na wschodzie w rejonie miast Siewiersk-Bachmut, gdzie Ukraińcy okopali się po wycofaniu z Lisiczańska na przełomie czerwca i lipca. W rejonie położonego na północy Siewierska walki mają mniejsze natężenie. Ukraińcy twierdzą, że rosyjskie oddziały w tym rejonie poniosły na tyle poważne straty, iż straciły zdolność do skutecznego prowadzenia ofensywy. Na przestrzeni ostatniego tygodnia nie pojawiły się wiarygodne informacje o zmianie przebiegu linii frontu.

Główny wysiłek Rosjan jest od kilku tygodni skupiony dalej na południe, w generalnym rejonie Bachmutu. Najcięższe walki toczą się głównie na obszarze o wymiarach 10x30 kilometrów na wschód od miasta. Tam mają być skupione ostatnie oddziały Rosjan dysponujące jakimś potencjałem, w tym jakoby gros sił grupy Wagnera. W teorii organizacji najemniczej, ale w praktyce coraz bardziej zrośniętej z regularnym wojskiem, bowiem ludzie werbowani i szkoleni przez wagnerowców służą praktycznie jako normalni żołnierze, używając normalnego uzbrojenia wojska, w tym ciężkich pojazdów opancerzonych. Rosnące znaczenie i specjalny status grupy Wagnera mają powodować napięcia i konflikty z resztą wojska. Ukraińcy twierdzą, że w tym rejonie doszło wręcz do bratobójczej walki z tego powodu. Istotnych sukcesów w realnych walkach z ukraińskim wojskiem nie ma. W ciągu tygodnia Rosjanie najpewniej opanowali do końca niewielką wioskę Werszyna i podeszli na obrzeża miejscowości Bachmutskie. Sukcesy z kategorii postęp o kilkaset metrów. Głównym efektem walk mają być ciężkie straty po obu stronach.

Sytuacja w Donbasie. Stan na 24 sierpnia. Najcięższe walki to wschodni skraj terenów kontrolowany przez Ukraińców. Zwłaszcza w rejonie Bachmutu, widocznego w dolnej centralnej części mapySytuacja w Donbasie. Stan na 24 sierpnia. Najcięższe walki to wschodni skraj terenów kontrolowany przez Ukraińców. Zwłaszcza w rejonie Bachmutu, widocznego w dolnej centralnej części mapy Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Ostatni rejon gdzie toczą się bardziej intensywne starcia to też niezmiennie Awdijiwka w pobliżu donieckiego lotniska. Rosjanie, czyli tutaj głównie donieccy separatyści, zdobyli około 2/3 niewielkiej wioski Piski i trochę okolicznego terenu. Po prawie miesiącu walk, które według relacji z obu stron konfliktu skutkowały setkami zabitych oraz rannych, front przesunął się w najlepszym wypadku 3-4 kilometry. Trudno to nazwać sukcesem, a raczej rekonstrukcją I wojny światowej. Walki trwają jednak nadal.

Sytuacja w rejonie Doniecka. Stan na 24 sierpnia. Wspomniana w tekście miejscowość Piski i zdobyty okoliczny teren są widoczne mniej więcej w połowie linii frontu, na północny-zachód od DonieckaSytuacja w rejonie Doniecka. Stan na 24 sierpnia. Wspomniana w tekście miejscowość Piski i zdobyty okoliczny teren są widoczne mniej więcej w połowie linii frontu, na północny-zachód od Doniecka Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Stabilnie, ale z ciosami w zaplecze

Dalej na północ w rejonie od Izium po Charków w minionym tygodniu nie wydarzyło się nic istotnego. Linia frontu nie drgnęła. Dochodziło do ograniczonych ataków ze strony Rosjan, ale prowadzonych tylko do momentu napotkania pierwszego poważnego oporu ze strony Ukraińców. Walka sprowadza się głównie do wzajemnych ostrzałów artyleryjskich wspomaganych rozpoznaniem z dronów. Do tego nękające naloty przy wykorzystaniu bezzałogowców zmodyfikowanych do zrzucania niewielkich granatów.

Podobnie wygląda sytuacja na południe i zachód od Donbasu, na Zaporożu. Seria lokalnych ataków w wykonaniu Rosjan w minionym tygodniu nie przełożyła się na sukcesy. Trwa wojna pozycyjna z naciskiem na rolę artylerii oraz dronów. Analogicznie dalej na zachód, w obwodzie Chersońskim. Z jednym wyjątkiem. Rosjanie zaatakowali i zajęli wieś Błahodatne kilkadziesiąt kilometrów na północ od Chersonia. Nie ma pewnych informacji, czy próbują kontynuować to natarcie.

Rejon Chersonia. Stan na 24 sierpnia. Świeżo zajęte przez Rosjan Błahodatne jest dokładnie na północ od Chersonia i na wschód od MikołajewaRejon Chersonia. Stan na 24 sierpnia. Świeżo zajęte przez Rosjan Błahodatne jest dokładnie na północ od Chersonia i na wschód od Mikołajewa Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

W tej okolicy rosyjskie wojsko było pasywne już od miesięcy, więc uderzenie było niespodziewane. Pokazuje to tylko tyle, że choć front jest statyczny i Rosjanie zostali powszechnie skazani na porażkę w rejonie Chersonia, to faktycznie mają tam ciągle istotne siły, choć doświadczające problemów logistycznych z powodu atakowania przez Ukraińców przepraw przez Dniepr.

Nagranie ma pokazywać nowo sformowane rosyjskie oddziały w rejonie Chersonia w marszu. Na trochę zabytkowych czołgach T-62

W tym tygodniu pojawiły się między innymi nagrania ukraińskiego ataku rakietami GMLRS systemu HIMARS na most Antonowski opodal Chersonia. Efektem był ogromny pożar i eksplozje. Według Ukraińców był to efekt trafienia przejeżdżającego przez most konwoju ciężarówek z amunicją. Co w tej relacji istotne, to że w ogóle ten konwój mógł być na moście, który podobno był wyłączony z użytku z powodu uszkodzeń od końca lipca. Najwyraźniej Rosjanie albo go połatali, albo relatywnie lekkie ciężarówki mogą z niego korzystać. Doniesienia o zawaleniu się jednego przęsła po tamtym ataku nie zostały potwierdzone zdjęciami czy nagraniami. Wręcz przeciwnie, pojawiły się takie pokazujące rosyjskie ciężarówki na moście w czwartek rano. Obok niego Rosjanie pracują nad zbudowaniem prowizorycznej przeprawy po zmodyfikowanych cywilnych barkach.

Nieustannie trwa też ostrzał drugiej kluczowej przeprawy przez Dniepr, czyli drogi biegnącej po szczycie zapory Kachowka. Ukraińcy celują rakietami GMLRS w niewielki jej odcinek będący mostem. Z najnowszych nagrań wynika, że jest on już solidnie podziurawiony, choć zdesperowani Rosjanie być może nadal będą po nim puszczać konwoje ciężarówek. Tak samo jak na moście Antonowskim.

Zdesperowani, ponieważ sytuacja zaopatrzeniowa ich oddziałów na zachodnim brzegu Dniepru musi być trudna wobec ataków na mosty. Będące w użyciu przeprawy promowe mają mniejszą przepustowość. Ukraińcy najpewniej nie mają sił na bezpośrednią ofensywę w kierunku Chersonia, albo nie chcą ich ryzykować. Wobec tego starają się ograniczyć potencjał rosyjskich sił w tym rejonie pośrednio, pozbawiając je stałego zaopatrzenia i podkopując morale.

Wielkie deklaracje, małe efekty

Generalnie sytuacja zaopatrzeniowa Rosjan na pewno jest gorsza, niż by chcieli. Ukraińcy regularnie atakują ich składy zaopatrzenia oraz amunicji przy pomocy rakiet GMLRS. Nagrania pożarów i wybuchów gdzieś daleko od linii frontu na terenach okupowanych to już codzienność. Efektem jest mniejsza intensywność ostrzału artyleryjskiego niż w szczytowym maju i czerwcu. Tak samo ogólnie intensywność walk. Trudno powiedzieć czy to efekt braku zaopatrzenia i poniesienia przez Rosjan ciężkich strat oraz bardzo niskiego morale w wielu oddziałach. Tak by sugerowały liczne rozmowy rosyjskich żołnierzy przez telefony komórkowe publikowane przez ukraińskie służby. Wyłania się z nich obraz totalnie zdemoralizowanego i przetrzebionego wojska, które myśli głównie o tym, jakby rzucić służbę i wrócić do Rosji. To jednak dowody anegdotyczne. Nie wiadomo czy to powszechna sytuacja. Zawsze jest bowiem możliwe, że obecna cisza na froncie to efekt decyzji o daniu istotnej części oddziałów czasu na odpoczynek i przygotowania się do kolejnej rundy poważniejszych walk.

Armatohaubica Krab w ukraińskiej służbieLista nowoczesnej broni przekazanej Ukrainie robi wrażenie

Pomimo zapowiedzi obu stron, Dzień Niepodległości Ukrainy minął relatywnie spokojnie. Najpoważniejszym wydarzeniem był rosyjski atak rakietowy na stację kolejową w Czaplinie na wschodzie kraju. Zginęło co najmniej 25 osób, a kilkadziesiąt jest rannych. Pociski trafiły w pociąg i okoliczne domy. Poza tym nie było żadnego zapowiadanego zmasowanego rosyjskiego ataku rakietowego na cele w całej Ukrainie, choć rakiety spadły na obiekty w miastach Zaporoże i Chmielnicki. Podobnie nie było żadnej specjalnej akcji w wykonaniu Ukraińców. Pomimo sugestii, że być może coś stanie się z mostem Krymskim. Tak jak z okazji rosyjskiego Dnia Zwycięstwa w maju. Rosjanie najpewniej zużyli już znaczną część zapasu swoich rakiet manewrujących, a jakiś zapas muszą trzymać na najczarniejszą godzinę, czyli na przykład wojnę z NATO. Do tego ukraińska obrona przeciwlotnicza oraz lotnictwo wyspecjalizowały się w strącaniu rosyjskich pocisków lecących ku miastom Ukrainy i mają odnosić istotne sukcesy, niszcząc czasem nawet większość tych wystrzelonych. Z drugiej strony Ukraińcy nie mają uzbrojenia pozwalającego sięgnąć mostu Krymskiego. Jedyna szansa to jakieś akcje dywersyjne, ale Rosjanie na pewno strzegą tego arcyważnego obiektu tak dobrze jak tylko potrafią.

W Dniu Niepodległości Ukrainy napłynęła też z Rosji wieść lepsza, niż kolejne rakiety. Otóż minister obrony Siergiej Szojgu oficjalnie oznajmił, że rosyjskie wojsko celowo "spowolniło tempo ofensywy", w celu "ograniczenia ofiar wśród ludności cywilnej". Komunikat najpewniej skierowany do krajowego odbiorcy, aby jakoś wytłumaczyć praktycznie brak postępów i mniejszą intensywność walk. Na podobnej zasadzie jak wycofanie garnizonu z wyspy Węży było "gestem dobrej woli", a wielki odwrót z północy Ukrainy efektem "osiągnięcia założonych celów pierwszej fazy operacji".

Zobacz wideo
Więcej o: