Formalnie nielegalni, ale stają się ważni dla rosyjskiego wojska. Zdjęcie z wizyty ich szefa na froncie ściągnęło ukraińskie rakiety

Teoretycznie nie istnieje, a bliski współpracownik Władimira Putina w ogóle nie jest jej właścicielem. Faktycznie grupa Wagner odgrywa bardzo ważną rolę w wojnie w Ukrainie, a Jewgienij Prigożyn odwiedził Donbas i dał się sfotografować przed punktem dowodzenia najemników. Wrzucone do sieci zdjęcia Ukraińcy natychmiast wykorzystali do zadania im ciężkich strat.

Blok w zdobytej w maju Popasnej został trafiony przez artylerię. Według Rosjan przez rakiety systemu HIMARS. Ukraińcy mogli je wycelować w konkretną klatkę, dzięki zdjęciom wrzuconym do sieci dziewiątego sierpnia przez Siergieja Sredę, jednego z rosyjskich korespondentów wojennych. Widać na nich kilku zamaskowanych najemników i mężczyznę, który bardzo przypomina Prigożyna (z charakterystycznym złotym zegarkiem wystającym spod munduru).

Za nimi na ścianie wisi między innymi tabliczka z adresem. Widać też wiele cech szczególnych budynku i otoczenia. Ukraińcy nie mieli problemu z ustaleniem, gdzie zrobiono zdjęcia. Reszta była formalnością.

Poniższy wątek na TT zawiera wiele zdjęć pokazujących opisywane sytuacje.

Jaki konkretnie był efekt ataku, nie wiadomo. Rosyjskie kanały na Telegramie relacjonujące wojnę z perspektywy wagnerowców donoszą o trafieniu "punktu dowodzenia" i niesprecyzowanych stratach. Pojawiły się zdjęcia wynoszenia z ruin pojedynczych rannych albo zabitych. Trafienia były w parter, albo wystającą nad ziemię część piwniczną. Miejscami widać, że eksplozje zdewastowały piwnice budynku, gdzie rzeczywiście mógł zostać ukryty punkt dowodzenia. Sam blok nadal stoi. Ukraiński gubernator obwodu Ługańskiego Sierhij Haidai twierdzi, że zabitych najemników było ponad sto.

Wśród ofiar na pewno jest anonimowa osoba prowadząca bardzo popularny kanał na Telegramie "Szara Strefa", który śledziło 250 tysięcy osób. Służył on do relacjonowania wojny z perspektywy najemników grupy Wagner i szerzenia ich propagandy. Ostatni wpis został zamieszczony 13 sierpnia z Popasnej. Kilkanaście godzin później miał miejsce ukraiński atak. Śmierć autora kanału potwierdzili inni propagandziści powiązani z wagnerowcami.

Ogólna sytuacja w Donbasie. Stan na 10 sierpniaOczekiwanie na kolejną rundę. Podsumowanie wydarzeń na froncie

Duma z bycia szefem najemników

Początkowo pojawiły się też plotki, że zabity został sam Prigożyn. Miały one wywołać panikę w całej strukturze grupy Wagnera i wśród jego współpracowników w legalnych biznesach. Plotki zostały jednak szybko zdementowane. Pojawiły się zdjęcia Prigożyna w towarzystwie znanego najemnika z grupy Wagnera, Andrieja Bogatowa, dokonujących oględzin na miejscu ataku. Warto przy tym pamiętać, że Prigożyn przez lata oficjalnie odcinał się od jakichkolwiek powiązań z grupą Wagnera. Choć powszechnie zakładano, że jest jej faktycznym nadzorcą z ramienia Kremla.

Na stronie działu PR grupy Konkord należącej do oligarchy, pojawiło się nawet kuriozalne oświadczenie, dotyczące jego obecności w Popasnej. Jego pierwsza część to zacytowane pytanie rosyjskiej dziennikarki, która docieka, dlaczego Prigożyn jest widoczny na rzeczonych zdjęciach, choć przez lata zaprzeczał związkom z grupą Wagnera. Taka była odpowiedź samego oligarchy:

Prosta sprawa. Poszedłem sobie na spacer i spacerowałem. Szedłem, szedłem i las robił się coraz bardziej ciemny i ciemny, a domy mniejsze i mniejsze. Nagle widzę stojących wagnerowców, a z nimi korespondenta Sredę. No to mówię: "O, super, Wagnerowcy!". Oni mi odpowiedzieli: "O, super, Prigożyn!" I oto całe wyjaśnienie tej sytuacji.

Chyba trudno o bardziej wymowne przyznanie się do związków z grupą Wagnera. Prigożynowi może już nie zależeć na utrzymywaniu pozorów. On sam jak i większość jego biznesów jest obłożonych zachodnimi sankcjami. Było tak nawet jeszcze przed obecną wojną z Ukrainą, ponieważ grupa Wagnera była i jest zaangażowana w wojnę w Syrii, w Libii, w konflikty lokalne w szeregu państw afrykańskich, oraz w agresję na Ukrainę od 2014 roku. Właściwie gdzie się nie pojawią jej najemnicy, to są szybko oskarżani o zbrodnie wojenne. W sieci nie brakuje nagrań bestialskich mordów dokonywanych przez wagnerowców. Z tego powodu od początku są na celowniku państw zachodnich.

Po drugie szerokie rozpropagowanie wiedzy o tym, że Prigożyn jest szefem grupy Wagnera, stało się dla niego korzystne. Jego najemnicy stali się bardzo ważnym elementem rosyjskiej wojny z Ukrainą. Ich znaczenie rośnie relatywnie do skali problemów regularnego rosyjskiego wojska, które okazało się znacznie mniej efektywne, niż mogło się wydawać. To najemnicy z grupy Wagnera stali się teraz najlepszą piechotą Rosji i odegrali dużą rolę w kilku największych sukcesach w Donbasie. Mieli mieć kluczowe znaczenie w zdobyciu silnie ufortyfikowanej Popasnej, gdzie Ukraińcy opierali się silnym rosyjskim atakom od początku wojny do końca maja. Mieli też odegrać dużą rolę w późniejszych walkach w Siewierodoniecku, a teraz rzekomo są na czele natarcia na Bachmut i Soledar.

Ogólna sytuacja w Donbasie na początku sierpniaWielkie napięcie na południu Ukrainy. Obie strony coś szykują

Państwo przestępczo-najmenicze

Renoma wagnerowców nieustannie rośnie i w Rosji osiąga już mityczne rozmiary. Nawet za granicą najemnicy Prigożyna są często opisywani jako jakaś superspecjalna formacja elitarnych ekskomandosów. Faktycznie daleko im do tego. Na początku, w latach 2013-14 rzeczywiście była to stosunkowo nieduża grupa składająca się w znacznej mierze z byłych członków rosyjskich służb i sił specjalnych. Zazwyczaj w wieku 35-55 lat z dużym doświadczeniem. Ludzie silnie zmotywowani, nie tylko bardzo dobrym żołdem (jak na Rosję) rzędu 0,5-2,5 tysiąca dolarów miesięcznie, ale też często ideologicznie. W szeregach grupy nigdy nie brakowało różnego rodzaju skrajnych nacjonalistów. Jej formalny założyciel Dmitrij Utkin, były podpułkownik specnazu podlegającego wywiadowi wojskowemu GRU, ma nawet wytatuowane na ciele symbole nazistowskiego Waffen-SS.

Jednak do dzisiaj liczebność wagnerowców znacznie się zwiększyła. Ponieważ okazali się przydatnym narzędziem, wzrosło na nich zapotrzebowanie. Tak jak początkowo było ich kilkuset, tak teraz ma ich być blisko 10 tysięcy. Standardy musiały zostać adekwatnie obniżone, żeby znaleźć tylu chętnych. Co więcej, walka z regularnym ukraińskim wojskiem to co innego niż z różnej maści nieregularnymi bojówkami na Bliskim Wschodzie czy w Afryce. Znacznie wzrosły straty, które mocno przetrzebiły szeregi najstarszych i najbardziej doświadczonych wagnerowców. Jednak i tak najemnicy reprezentują wyraźnie wyższy poziom niż przeciętny rosyjski żołnierz, który jest pchany do ataku na ukraińskie pozycje. Przechodzą lepsze przeszkolenie, mają lepsze wyposażenie osobiste i przynajmniej częściowo kompetentnych dowódców.

Jednak grupa Wagnera oficjalnie nie istnieje, ponieważ najemnictwo jest w Rosji zakazane. Formalnie jej założycielem jest Utkin, ale faktycznie pomysł i rozkaz pochodził z najwyższych pięter Kremla i Sztabu Generalnego. Do realizacji prawdopodobnie wybrano Prigożina, ponieważ miał dobre relacje z Putinem i doświadczenie w szemranych interesach. Obaj znali się jeszcze z lat 90., kiedy obecny prezydent pracował w lokalnej administracji Sankt Petersburga. W momencie rozpadu ZSRR Prigożin był drobnym przestępcą z wieloma latami odsiadki na karku, ale świetnie odnalazł się z brutalnej rzeczywistości Rosji lat 90. Działając na pograniczu legalnego biznesu i świata przestępczego, zaczął zarabiać krocie najpierw na sprzedaży hot-dogów. Potem zakładał, albo przejmował coraz poważniejsze biznesy w branży gastronomicznej, aż stał się jednym z najpoważniejszych restauratorów w mieście. Dzięki temu dobrze poznał samego Putina i wielu ludzi z jego najbliższego otoczenia, którzy potem przenieśli się z nim na Kreml. Prigożin i jego firmy zaczęły zdobywać ogromne zamówienia na dostarczanie cateringu do szkół, urzędów i różnych instytucji państwowych. W 2012 roku zdobył ogromny kontrakt na żywienie rosyjskiego wojska. I to z pieniędzy za ten kontrakt, o celowo "lekko" zawyżonej wartości, miał sfinansować początek działania grupy Wagnera.

Prigożyn (P) oprowadzający wówczas premiera Putina po jednej ze swoich fabryk spożywczychPrigożyn (P) oprowadzający wówczas premiera Putina po jednej ze swoich fabryk spożywczych Fot. Kremlin.ru

Organizacja powstała i teoretycznie nadal jest bytem zupełnie niezależnym od państwa. Jednak według rosyjskich dziennikarzy śledczych, faktycznie jest podporządkowana Sztabowi Generalnemu i pośrednio Kremlowi. Grupa Wagnera ma szeroko korzystać z infrastruktury rosyjskiego wojska. Po wybuchu wojny Moskwa miała mocniej ściągnąć wodze i zaczęło się niemal ręczne sterowanie. Wojsko miało między innymi bezpośrednio przejąć dobrze działającą siatkę rekrutacyjną wagnerowców. Pod ich szyldem, mającym znacznie lepszą renomę niż Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej, trwa poszukiwanie chętnych na zapełnienie strat poniesionych w Ukrainie.

Ze względu na sukcesy najemników na polu walki i istotną rolę ich siatki rekrutacyjnej w łataniu dziur w stanach osobowych wojska, Prigożin miał istotnie awansować w ramach otoczenia Putina. Najpewniej dlatego osobiście dogląda sytuacji w rejonie walk, na zdjęciach wygląda na zadowolonego z siebie, a dziennikarzom na pytania odpowiada tak, jak odpowiada. Jego formalnie nielegalna organizacja najemnicza zrasta się natomiast z państwem i jego siłami zbrojnymi. To dobry przykład na to, jakim państwem jest współczesna Rosja, gdzie państwo, służby bezpieczeństwa i świat przestępczy się przenikają. Doszło do tego, że teoretycznie drugie siły zbrojne świata wymagają tego rodzaju konszachtów z formacją najemniczą.

Zobacz wideo
Więcej o: