Oczekiwanie na kolejną rundę. Cisza przed burzą albo przygotowanie do gnicia [SYTUACJA NA FRONTACH]

Rosjanie i Ukraińcy wydają się czekać, aż to ci drudzy jako pierwsi wykonają ruch. W kilku miejscach nieustannie trwają walki i giną ludzie, ale nie są to starcia o intensywności z choćby czerwca. Rosjanie przerzucili pokaźną część swoich sił na południe Ukrainy, ale niewiele z nimi robią. Ukraińcy na razie tylko ich podgryzają.

Tworzenie przez obie strony warunków do nowej rundy wojny trwa już od około dwóch-trzech tygodni. Tak jak opisywaliśmy to w poprzednim podsumowaniu sytuacji. Nie sposób powiedzieć, która strona mrugnie pierwsza i wykona większy ruch. Czekanie wydaje się jednak korzystniejsze dla Ukraińców.

Na jednym kierunku Rosjanie posuwają się naprzód

Intensywne walki trwają właściwie tylko w dwóch rejonach Donbasu. To ciąg dalszy tego samego, co Rosjanie robią już od kwietnia. Wojna w stylu tej pierwszej światowej. Zmasowane użycie artylerii i ponawiane ataki na ukraińskie linie obronne, najczęściej prowadzone przez kilka czołgów i transporterów opancerzonych. Bo zwykłej piechoty Rosjanom niezmiennie brakuje. Z relacji żołnierzy po obu stronach wynika, że swoich karabinków prawie nie używają. Rany postrzałowe to wielka rzadkość. Niemal wszyscy zabici i ranni to ofiary artylerii. Najcenniejszym sprzętem obsługiwanym przez jednego człowieka stały się niewielkie cywilne drony, które służą do wyszukiwania pozycji przeciwnika i naprowadzania na nie ostrzału.

Starcia tego rodzaju toczą się obecnie głównie na wschodniej krawędzi kontrolowanego przez Ukraińców Donbasu. Na wspominanej już wielokrotnie linii Siewiersk-Bachmut, gdzie Ukraińcy wycofali się na przełomie czerwca i lipca po utracie Siewierodoniecka oraz Lisiczańska dalej na wschód. Rosjanie na razie nie są w stanie zdecydowanie przełamać ukraińskiej obrony. Jednak w wielu miejscach systematycznie spychają Ukraińców na zachód. Nie są to wielkie sukcesy, a raczej wioska/miasteczko na tydzień, ale są. Po ponad miesiącu walk Rosjanie dotarli do przedmieść Soledaru, miasta pomiędzy Siewierskiem i Bachmutem, stanowiącego ważny punkt na linii obrony. Są też zaledwie kilka kilometrów od tego drugiego. Relatywnie najgorzej idzie im na północy, w rejonie Siewierska. Na samym południ zajęli miejscowość Nowoługańskie i pobliską elektrownię.

Sytuacja w rejonie Bachmutu. Stan na 10 sierpniaSytuacja w rejonie Bachmutu. Stan na 10 sierpnia Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Choć nie da się zaprzeczyć, że widać postępy Rosjan w tym rejonie, to zawsze jest pytanie, jaką płacą za nie cenę. Kilkanaście kilometrów w tę czy w tamtą o losie wojny nie przesądzi. Wykrwawienie oddziałów i utrata przez nie zdolności bojowej to już co innego, bo ze względu na brak mobilizacji Rosjanom trudno uzupełniać straty.

Rosyjski żołnierz (zdjęcie ilustracyjne)Rosja rekrutuje więźniów do walki? "Interesują się mordercami"

Przykładem najprawdopodobniej zbyt kosztownej ofensywy jest to, co dzieje się w rejonie Awdiejewki. To południowo-zachodni odcinek frontu donbaskiego. Tam, gdzie ukraińskie pozycje są najbliższe Doniecka. Siły rosyjskie atakują tam wyjątkowo zacięcie od początku miesiąca. Głównie przy użyciu tak zwanych donieckich separatystów. Straty po obu stronach mają być bardzo poważne, jednak po pierwszym zaskoczeniu Ukraińcy mieli podciągnąć posiłki i artylerię, istotnie utrudniając działanie Rosjanom. Tym po prawie dwóch tygodniach ciężkich walk udało się zająć około połowy niewielkiej wioski Piski, położonej na południe od Awdiejewki. Wzięli też trochę terenu na północ od tej silnej ukraińskiej pozycji. Są to jednak minimalne postępy liczone w setkach metrów, za które strona rosyjska zapłaciła już co najmniej setkami zabitych oraz rannych.

Front w okolicy Doniecka. Awdiejewka jest widoczna na północ od tego dużego miastaFront w okolicy Doniecka. Awdiejewka jest widoczna na północ od tego dużego miasta Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Pokaźne straty w szeregach donbaskiej i ługańskiej milicji (formalna nazwa dla dowodzonych przez Rosjan oddziałów sformowanych z mieszkańców terenów okupowanych Donbasu) zmuszają do organizowania łapanek rekrutów. Proces ten dzieje się już od początku wojny, jednak w sierpniu zaczęła się kolejna fala tak zwanego poboru. Mężczyźni wyglądający na zdatnych do służby są łapani na ulicach, w sklepach i siłą wcielani do milicji. Separatystyczni blogerzy piszą, że do oddziałów trafiają nawet rekonwalescenci z wcześniejszych walk, którzy nadal mają opatrunki i nie są sprawni. Czasem nawet osoby z zakładów psychiatrycznych. Wyposażenie regularnie otrzymują z najgłębszych czeluści poradzieckich magazynów mobilizacyjnych, gdzie leżało od czasów Stalina. Tacy "żołnierze" po może dwóch tygodniach szkolenia są pchani na ufortyfikowane ukraińskie pozycje. Praktyka typowo radziecka. Efekty łatwe do przewidzenia. Horrendalne straty, choć czasem przekładające się na postępy wobec wyczerpania ukraińskich obrońców.

Wątek z nagraniami łapanek na ulicach tak zwanych republik separatystycznych i dyskusji lokalnych mieszkańców w sieci. Zwłaszcza kobiet, które ostrzegają się nawzajem i starają się bronić swoich mężczyzn przed brankami.

W Donbasie jest jeszcze jeden obszar, gdzie prowadzone są jakieś działania. To na południe od wiele razy wspominanego Izium, będącego dla Rosjan bramą do Donbasu od północy. Wiosną to tam było najsilniejsze zgrupowanie rosyjskiego wojska, które próbowało okrążyć całe donbaskie siły Ukraińców. Nie zdołało jednak pokonać więcej niż 10 km i ugrzęzło. Teraz Rosjanie wycofali stamtąd większość sił i skierowali na południe Ukrainy. Ukraińcy to wykorzystują i nieco poprawiają przebieg linii frontu na swoją korzyść. Zajęli kilka wiosek. Zdobywają też trochę uszkodzonego i porzuconego sprzętu, jak ten rosyjski T-72B3M.

Dalej na północ w rejonie Charkowa sytuacja zmieniła się tylko w jednym miejscu. Rosjanie podjęli próbę lokalnego uderzenia na miejscowość Husariwka. Jak twierdzą Ukraińcy, na razie bez sukcesu. Husariwka blokuje wylot z przeprawy przez rzekę Doniec i zaplecze ukraińskich oddziałów w rejonie Izium. W rejonie samego Charkowa niezmiennie mają miejsce tylko niewielkie lokalne potyczki i wzajemny ostrzał artyleryjski.

Ukraińskie systemy HIMARS w akcjiRosjanie źli, rozgoryczeni i bezradni przez ukraińskie HIMARS-y

Oczekiwanie na nie wiadomo co

Na południu Ukrainy, w obwodach chersońskim i zaporoskim, Rosjanie mają w tej chwili prawdopodobnie ponad połowę swoich dostępnych sił wojsk lądowych. To bardzo istotny potencjał, zupełnie nieadekwatny do dotychczas drugorzędnego charakteru tego rejonu. Nie wiadomo, jakie siły mają ze swojej strony Ukraińcy. Po pierwsze lepiej się kryją, po drugie tylko Rosjanom zależy na takich informacjach. Można jednak przypuszczać, że rosyjskie wojsko nie wzmocniło tego kierunku ot tak sobie.

Ta koncentracja sił nie przekłada się na razie na intensyfikację walk. Front w rejonie Zaporoża nadal jest statyczny z pojedynkami artylerii i lokalnymi potyczkami. W obwodzie chersońskim walk jest więcej, ale to również głównie artyleria i ograniczone starcia. Sytuacja nie zmieniła się istotnie od początku czerwca, kiedy Ukraińcy zaczęli głośno mówić o ofensywie na Chersoń i zaczęli wywierać mocniejszą presję na Rosjan.

To, co najważniejsze w tym rejonie, to systematyczne ukraińskie ataki na rosyjskie zaplecze. Opisywaliśmy już szczegółowo w minionym tygodniu kampanię uderzeń na kluczowe przeprawy na Dnieprze. Wówczas ostatnią względnie nienaruszoną pozostającą w dyspozycji Rosjan była droga i linia kolejowa przez zaporę Kachowka. Jej zniszczenie jest dla Ukraińców o tyle trudne, że nie chcą przy okazji zniszczyć samej zapory, co mogłoby mieć katastrofalne skutki. Niezależnie od tego ryzyka próbują. Ze szczegółowych nagrań opublikowanych przez samych Rosjan wyraźnie wynika, że linia kolejowa została poważnie uszkodzona. Droga w kilku miejscach też, ale pozostaje przejezdna.

Z położonej obok zapory miejscowości Nowa Kachowka regularnie napływają jednak informacje o kolejnych ostrzałach i pożarach. Droga po zaporze może długo nie wytrzymać. Wówczas Rosjanie zostaną z dużym zgrupowaniem na zachód od Dniepru, liczącym kilkanaście tysięcy ludzi, a może i więcej, zaopatrywanym tylko promami, które mają znacznie niższą przepustowość niż mosty. Może to oznaczać poważne problemy logistyczne dla Rosjan i brak możliwości szybkiego manewru, czyli albo dosłania posiłków, albo zarządzenia odwrotu, w przypadku większego ukraińskiego uderzenia. Warto pamiętać, że powierzchnia obwodu Chersońskiego kontrolowanego przez Rosjan to około 28 tysięcy km2. W Polsce byłoby to jedno z trzech największych województw.

Sytuacja w rejonie Chersonia. Całe duże rosyjskie zgrupowanie na zachodnim (lewym na mapie) brzegu Dniepru, zależy od przepraw na rzece, z których stała została tylko jedna po zaporze Kachowka, widocznej w centrumSytuacja w rejonie Chersonia. Całe duże rosyjskie zgrupowanie na zachodnim (lewym na mapie) brzegu Dniepru, zależy od przepraw na rzece, z których stała została tylko jedna po zaporze Kachowka, widocznej w centrum Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Oczywiście nie wiemy, jaki jest generalny zamiar ukraińskiego dowództwa. Mogło z rozmysłem wciągnąć Rosjan w pułapkę, skłaniając ich do rozmieszczenia w rejonie Chersonia dodatkowych sił, które teraz dość skutecznie są odcinane od zaplecza. Rosyjskie wojsko nie będzie chciało się wycofać na drugi brzeg Dniepru tak długo, jak to nie będzie absolutnie koniecznie. Utrata Chersonia byłaby poważną klęską. Jednak jeśli będą zwlekać zbyt długo, to może się okazać, iż zorganizowane wycofanie nie będzie już możliwe. To optymistyczny wariant. Jest możliwe, że po prostu Ukraińcy będą zadowoleni z tego, iż mogą podduszać znaczne rosyjskie siły po jednej stronie Dniepru, a po drugiej trzymać uwiązane równie duże rezerwy, czekające na tyle razy zapowiadaną ukraińską ofensywę. Te siły nie szturmują w tej chwili ukraińskich pozycji w Donbasie.

Nie wiadomo, jak długo będzie trwał taki stan zawieszenia. Ukraińcy niezmiennie twierdzą, że Rosjanie gromadzą siły do próby ofensywy po zachodnim brzegu Dniepru w kierunku na Krzywy Róg, a potem być może na Mikołajów, spod którego zostali odparci wiosną. Zorganizowanie takiej dużej operacji bez stabilnej sytuacji zaopatrzeniowej może być jednak ryzykowne.

Można przy tym zaryzykować stwierdzenie, że czas gra tutaj na korzyść Ukraińców. Metodycznie i przy dużym wsparciu państw NATO tworzą nowe rezerwowe brygady oparte na ochotnikach, a Rosjanie braki w ludziach łatają najemnikami i pośpiesznie tworzonymi regionalnymi batalionami. Ukraińcy co i rusz otrzymują jakieś nowe zachodnie systemy uzbrojenia, które ułatwiają im walkę. Tak jak ostatnio ujawnione rakiety HARM. Być może mają już jakieś nieujawnione pociski o zasięgu przekraczającym 200 kilometrów, co by tłumaczyło wielkie eksplozje w bazie lotniczej Saki na Krymie. Rosjanie raczej nie mają już żadnych asów do wyciągnięcia z rękawa. Sytuację drastycznie na ich korzyść zmieniłaby totalna mobilizacja kraju, ale skoro jeszcze jej nie zarządzono, to Kreml ewidentnie uznaje ją za coś bardzo, ale to bardzo ryzykownego i kosztownego politycznie.

Zobacz wideo
Więcej o: