Rosyjskie "bez strat" oznacza "chyba coś zostało z eskadry". Na zdjęciach widać skalę katastrofy w Saki

Tuż po wielkich eksplozjach w bazie na Krymie Rosjanie tradycyjnie zapewniali, że nic się nie stało. Uspokajali chyba tylko samych siebie, bo nie ulegało wątpliwości, że niedługo pojawią się zdjęcia satelitarne zniszczeń. No i się pojawiły. Można bez problemu policzyć rosyjskie straty, które są bardzo poważne.

Eksplozje w bazie Saki miały miejsce we wtorkowe południe. Do teraz tak naprawdę nie wiadomo, co je zapoczątkowało. Wersje wahają się od wypadku, przez ukraińskich dywersantów po jakieś rakiety, którymi Ukraina publicznie się nie chwaliła.

Nie ulega wątpliwości to, że eksplozje były bardzo silne i musiały być w istotnej części spowodowane przez amunicję oraz paliwo. Same ich nagrania wykonywane z okolic bazy nie pozostawiały wątpliwości, że nie może się obyć bez strat w sprzęcie i ludziach. Pomimo wstępnych twierdzeń Moskwy.

Wypalone i rozbite maszyny

Potwierdzeniem są zdjęcia bazy wykonane po fakcie przez cywilne satelity. Można na nich bez problemu policzyć zniszczone samoloty i takie, które wyglądają na całe, ale stały bardzo blisko silnych eksplozji oraz pożaru, co nie wróży dobrze ich przyszłości.

Największe zniszczenia widać w rejonie obwałowanych ziemią stanowisk postojowych na północ od pasa startowego. Pojawiły się tam trzy pokaźne kratery o średnicy rzędu 20-25 metrów, co wskazuje na bardzo silne eksplozje. Kilka stojących w okolicy budynków, czy też szop, zniknęło. Najważniejsze jednak jest to, co stało się samolotami, teoretycznie trochę chronionymi wałami z ziemi, ale nie przed takimi eksplozjami.

Rejon największych zniszczeń. Wyraźnie odcinające się jasne samoloty, to dwa Su-24 nadal będące w jednym kawałkuRejon największych zniszczeń. Wyraźnie odcinające się jasne samoloty, to dwa Su-24 nadal będące w jednym kawałku Fot. AP

Dla porównania stan przed eksplozjami.

Baza Saki na Krymie niedługo przed eksplozjamiBaza Saki na Krymie niedługo przed eksplozjami Fot. Planet Labs PCB/AP/Gazeta.pl

Spośród sześciu bombowców taktycznych/samolotów rozpoznawczych Su-24 sfotografowanych w tym miejscu przed atakiem, cztery zostały kompletnie zniszczone. Dwa są w całości, ale biorąc pod uwagę, jak blisko nich nastąpiły silne eksplozje, z dużym prawdopodobieństwem są mocno uszkodzone przez falę uderzeniową oraz odłamki. Najpewniej będą wymagały poważnych remontów, o ile się do nich nadają.

Spośród czterech wielozadaniowych Su-30, trzy są całkowicie zniszczone. Jeden wygląda na będący w jednym kawałku, ale stoi około 50 metrów od wielkiego krateru i to nie oddzielony od niego żadnym wałem. Z dużym prawdopodobieństwem jest ciężko uszkodzony, być może w stopniu nie do naprawy.

Szersze ujęcie obszaru eksplozjiSzersze ujęcie obszaru eksplozji Fot. Maxar/AP

Dodatkowo uszkodzeniu lub zniszczeniu mógł ulec jeszcze jeden widoczny Su-30. Porównują zdjęcia sprzed i po ataku widać, że Rosjanie ewakuowali samoloty z płyt postojowych nieco oddalonych od rejonu głównych eksplozji. Nie widać choćby śladu po trzech Su-30 i trzech Su-24 stojących na południe od obwałowanych stanowisk. Zostały tylko ciemne plamy na betonie po wyciekach paliwa oraz smarów. Nie widać wraków, choć jest możliwe, że zdążono je uprzątnąć. Na nagraniu wrzuconym do sieci tuż po ataku było widać wrak spalonego Su-24, który najprawdopodobniej stał właśnie w tym miejscu.

Podobnie stało się z maszynami stojącymi dalej na wschód. Przed atakiem były tam trzy Su-30. Po ataku zniknęły dwa, ale jeden pozostał. Jakość zdjęcia nie pozwala ocenić jego stanu.

Eskadra bez połowy stanu

Na podstawie fotografii dostępnych publicznie można więc być właściwie pewnym zniszczenia czterech Su-24 i trzech Su-30. Do tego być może zniszczenia Su-24, którego wrak zniknął. Nadto poważnego uszkodzenia, w stopniu być może przekraczającym możliwości naprawy, kolejnych dwóch Su-24 i jednego Su-30. Razem 11 maszyn. To bardzo pokaźna liczba. Na zdjęciach całej bazy przed atakiem można naliczyć łącznie 12 Su-24 i 10 Su-30, co by mniej więcej odpowiadało pełnemu składowi stacjonującej tam 43 Samodzielnej Eskadry Szturmowej Lotnictwa Morskiego.

Wtorkowe wydarzenia pozbawiły więc eskadrę dokładnie połowy maszyn. Być może więcej, biorąc pod uwagę, że większość samolotów na lotnisku stała w promieniu pół kilometra od miejsca eksplozji, czyli swobodnie w zasięgu odłamków. Na nagraniach widać, że nawet bardzo duże stalowe elementy konstrukcyjne pokonywały w powietrzu kilkaset metrów, wbijając się w samochody. Nie ma jednak publicznie dostępnych zdjęć całego terenu bazy po ataku, które pozwoliłyby to lepiej ocenić.

Niewidoczną na zdjęciach kwestią jest to, ilu ludzi zginęło w eksplozjach oraz pożarach. Rosjanie oficjalnie najpierw mówili o braku ofiar, potem o jednej i mniej niż dziesięciu rannych. Ukraińcy twierdzą, że zabitych są dziesiątki, a rannych dobrze ponad setka. Nie sposób tego ocenić niezależnie, jednak warto pamiętać, że zniszczeniu uległa istotny fragment centralnej części bazy. Bazy, z której prowadzono operacje bojowe przeciw Ukrainie. W rejonie eksplozji i pożarów musiało być sporo ludzi obsługujących maszyny. Znacznych rozmiarów odłamki pokonujące w powietrzu nawet kilkaset metrów mogły z łatwością zabić nawet w bardziej odległych częściach bazy.

Z tego wszystkiego wyłania się obraz bardzo poważnie przetrzebionej eskadry. Strata połowy stanu maszyn i nieznanej liczby personelu to dotkliwy cios, który na pewno na długo zdezorganizuje jej działania. W jeden dzień liczba strat rosyjskiego lotnictwa w tym konflikcie podskoczyła z niecałych 40 do prawie 50.

Zobacz wideo
Więcej o: