Wypadek Polaków w Chorwacji. Ksiądz wspomina chwile przed tragedią. "Zaraz będziemy fruwać"

Ks. Rafał Działak z Konina jest jednym z ponad 30 rannych, którzy ucierpieli w sobotnim wypadku polskiego autokaru w Chorwacji. W rozmowie z PAP duchowny opowiedział, jak zapamiętał moment, w którym doszło do tego tragicznego zdarzenia. - Powiedziałem sobie: Boże drogi, jedziemy w pole, zaraz będziemy fruwać! Okazało się, że trafiliśmy prosto w wybetonowany rów - zrelacjonował.

W sobotę (6 sierpnia) około godz. 5:30 na autostradzie A4 w Chorwacji doszło do tragicznego wypadku z udziałem polskiego autokaru. Podróżowało nim 42 pielgrzymów i dwóch kierowców. Zginęło 12 osób. Ranni trafili do pięciu szpitali - w Zagrzebiu, Varażdinie i Czakowcu. Cztery najlżej poszkodowane osoby wróciły już do Polski.

Wypadek autokaru w ChorwacjiChorwacja - wypadek pielgrzymów. "Nie może powiedzieć kim jest"

Wypadek polskich pielgrzymów w Chorwacji. "Jakby wystrzał koła"

Dziennikarze Polskiej Agencji Prasowej rozmawiali z poszkodowanym ks. Rafałem Działakiem z parafii w Koninie. Duchowny leży w chorwackim szpitalu na obserwacji. Opowiedział PAP, jak zapamiętał moment wypadku. Według jego relacji, którą przytacza Onet.pl, kierowcy zmienili się za przejściem granicznym, tuż po wjeździe do Chorwacji. Ksiądz Działak przytacza też to, co usłyszał od innego z pasażerów autokaru, pana Pawła, z którym jest teraz w jednym pokoju w szpitalu. 

Więcej wiadomości ze świata znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

Zobacz wideo Śmiertelne wypadki drogowe od lat mają tę samą przyczynę

- Pan Paweł mówił mi, że w pewnym momencie usłyszał coś jakby wystrzał koła. Powiedział: jakby autobus złapał kapcia. Dla mnie to byłoby jakieś wyjaśnienie tego, dlaczego autobus nagle zjechał z prostej drogi. Pamiętam, że powiedziałem sobie: Boże drogi, jedziemy w pole, zaraz będziemy fruwać! Okazało się, że trafiliśmy prosto w wybetonowany rów. Autokar wbił się przodem, jego góra się przełamała - zrelacjonował.

- W autokarze w momencie wypadku wyrwane zostały wszystkie siedzenia. Wszystkie przedmioty, telefony, torebki, które każdy gdzieś miał, poleciały, zaginęły. To dlatego nie wiadomo było, kto zginął, kto jest nieprzytomny i trafił na intensywną terapię - podkreślił ksiądz. Dodał, że czuje się dobrze, ale nie może jeszcze wstawać z łóżka. Do kraju wróci, gdy lekarze uznają, że podróż nie zagrozi jego zdrowiu.

Wypadek polskiego autobusu w ChorwacjiPolka po wypadku w Chorwacji: Mam tylko przebłyski, jakieś krzyki

Wypadek w Chorwacji. Trwa identyfikacja poszkodowanych

Polska ambasada w Zagrzebiu odniosła się do zarzutów, że identyfikacja ofiar i rannych w wypadku trwa długo. "Nikt z podróżnych (podobnie jak prawie wszyscy z nas) nie nosi na szyi nieśmiertelnika z danymi osobowymi. Nikt też nie podróżuje z dokumentami w kieszeni. Te z reguły są w bagażu podręcznym (torebka, plecak, itp.) i znajdują się blisko właściciela. W momencie wypadku siła uderzenia sprawia, że bagaż podręczny przemieszcza się i to nawet wiele metrów" - czytamy w oświadczeniu.

"Same przypuszczenia to za mało, żeby przekazać komukolwiek informację o śmierci danej osoby. Z osobami nieprzytomnymi jest podobnie. Nie możemy popełnić błędu" - podkreśla placówka dyplomatyczna. Więcej szczegółów w poniższym artykule:

Wypadek autokaru w ChorwacjiWypadek autokaru w Chorwacji. Ambasada o identyfikacji poszkodowanych

Polska ambasada w Zagrzebiu uruchomiła infolinię + 385 148 99 414, pod którą członkowie rodzin ofiar wypadku autobusu w Chorwacji mogą uzyskać informacje.

***
Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina >>>

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Wypadek Polaków w Chorwacji. Ksiądz wspomina chwile przed tragedią. "Zaraz będziemy fruwać"
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl