Dwie dekady polowania i finał na kabulskim tarasie. Na liście FBI zostało już tylko jedno nazwisko z Al-Kaidy

Dwie amerykańskie rakiety zabiły odpoczywającego na balkonie kabulskiej willi Ajmana al-Zawahiriego. Zaufanego przyjaciela Osamy bin-Ladena i przywódcę Al-Kaidy od 2011 roku. Terroryzm z tego powodu się nie skończy, ale to symboliczny sukces USA, które zabiły lub pojmały już prawie całe przywództwo organizacji z okresu jej największej niesławy.

- To przede wszystkim zabicie symbolu, a nie kogoś, kto faktycznie zarządza siatką terrorystyczną. Niezaprzeczalnie duży sukces Amerykanów, jednak w żaden sposób nie oznacza to końca Al-Kaidy czy islamskiego terroryzmu - stwierdza w rozmowie z Gazeta.pl dr Karolina Wojtasik z Uniwersytetu Śląskiego.

- Al-Kaida, o której zazwyczaj myślimy, to ta sprzed dwóch dekad, kiedy miała faktycznie globalne wpływy i możliwości. Teraz to coś zupełnie innego. Raczej marka i parasol, pod którym działają różne lokalne organizacje terrorystyczne. Najskuteczniej w Afryce i na półwyspie Arabskim - dodaje autorka kanału "Anatomia Zamachu" na Youtube.

Za często odpoczywał na tarasie

Al-Zawahiri został zabity w niedzielę wczesnym rankiem czasu lokalnego. Dosięgły go dwie rakiety Hellfire odpalone z amerykańskiego drona krążącego nad stolicą Afganistanu, Kabulem. Terrorysta miał zginąć na tarasie willi w jednej z elitarnych dzielnic miasta, gdzie niegdyś mieściły się głównie placówki dyplomatyczne. Teraz luksusowe i dobrze zabezpieczone budynki to siedziby wielu wpływowych członków organizacji talibów i aktualnych władz Afganistanu.

Według nieoficjalnych doniesień Al-Zawahiriego zabiły rakiety AGM-114 R9X, czyli modyfikacja standardowych przeciwpancernych Hellfire. Jest pozbawiona ładunku wybuchowego, ale w zamian ma rozkładane na boki długie ostrza. Zabija i niszczy samą energią uderzenia. Brak eksplozji ogranicza zniszczenia w okolicy i ryzyko przypadkowych ofiar. R9X to specjalna broń właśnie do takich ataków.

Amerykanie twierdzą, że na trop Al-Zawahiriego wpadli w tym roku, kiedy zauważyli przeniesienie się z Pakistanu do Kabulu jego żony, córki i wnuków. Obserwując ich życie w kabulskiej willi, doszli do wniosku, że jest z nimi sam przywódca Al-Kaidy. Nigdy nie widziano, żeby opuszczał budynek. Za to systematycznie obserwowano go na tarasie willi, gdzie miał spędzać wiele czasu. Tam też dosięgły go rakiety.

- Był bliskim przyjacielem Osamy bin-Ladena. Stał w jego cieniu, bo nigdy nie miał jego charyzmy i energii, ale był kluczową postacią jeśli chodzi o wymyślanie, planowanie i organizowanie działalności Al-Kaidy. Zwłaszcza w okresie jej największej niesławy na przełomie wieków - opisuje dr Wojtasik.

Anders Breivik podczas przesłuchania w sprawie zwolnienia warunkowegoPsychiatrka: Breivik zmienia taktykę w zależności, co uważa za stosowne

Od chirurga do radykała

Al-Zawahiri był Egipcjaninem. Urodził się w 1951 roku w zamożnej rodzinie mieszkającej w Gizie, wówczas przedmieściu Kairu. Był dobrym, choć nie wybitnym uczniem. Edukację ukończył w 1974 roku i został chirurgiem. Specjalizował się w chirurgii okulistycznej. Jeszcze w liceum uległ jednak wpływom islamistycznym. Stał się bardzo pobożny i w wieku 14 lat wstąpił do Bractwa Muzułmańskiego. W 1981 roku za jego pośrednictwem wyjechał na krótko do Pakistanu, gdzie przy granicy z Afganistanem w prowizorycznych szpitalach operował mudżahedinów rannych w walkach z wojskiem ZSRR. Ich walka i postawa wywarła na nim ogromne wrażenie.

Radykalizacja Al-Zawahriego przyśpieszyła za sprawą tego, co go spotkało po powrocie do Egiptu. W 1981 roku zamachowcy związani z Bractwem Muzułmańskim zamordowali podczas defilady dyktatora, generała Anwara Sadata. W następstwie władze przeprowadziły szeroko zakrojone aresztowania. Al-Zawahiri trafił do więzienia, gdzie właściwie na pewno był torturowany. Po trzech latach wyszedł na wolność i zaangażował się mocniej w radykalną działalność terrorystyczną. Nie wiadomo wiele na temat jego aktywności, ale z czasem został jednym z liderów organizacji Egipski Islamski Dżihad i podróżował po całym Bliskim Wschodzie. W Pakistanie bliżej poznał się z Osamą bin-Ladenem, z którym łączyły go poglądy. W 1998 roku formalnie doszło do połączenia Egipskiego Islamskiego Dżihadu z Al-Kaidą, a Al-Zawahiri został numerem dwa w organizacji. Po zabiciu przez Amerykanów w 2011 roku bin-Ladena, został numerem jeden.

- Zabijając Zawahiriego Amerykanie prawie całkowicie dokonali dzieła likwidacji przywództwa Al-Kaidy z okresu jej największej niesławy na przełomie wieków - mówi dr Wojtasik. To ci ludzie zajmowali większość pozycji na liście najbardziej poszukiwanych terrorystów, opublikowanej przez FBI w 2001 roku po zamachach z 11 września tegoż roku. Formalnie za serię ataków na ambasady USA w Afryce w 1998 roku. Za informacje prowadzące do ich schwytania lub zabicia Waszyngton oferował od kilku do 25 milionów dolarów (największa kwota za bin Ladena).

Większość zginęła w kolejnych latach na terenie Afganistanu, Pakistanu i Somalii w operacjach służb USA. Jeden z nich, Ahmed Ghailani, został pojmany w 2004 roku w Pakistanie przez tamtejsze służby i wydany Amerykanom. Odsiaduje dożywocie bez możliwości przedterminowego zwolnienia. Na wolności pozostaje tylko Saif al-Adel, który według dr Wojtasik najpewniej zostanie kolejnym tytularnym liderem Al-Kaidy.

- Al-Adel jest bardzo zagadkową postacią, zwłaszcza ze względu na niejasne powiązania z Iranem - mówi ekspertka. Terrorysta uciekł tam z Afganistanu w 2001 roku, kiedy Amerykanie przystąpili do obalania rządów talibów i dokonali inwazji. Został przez Irańczyków aresztowany, trafił do więzienia, a potem aresztu domowego na wiele lat. - Jednocześnie podróżował za granicę, między innymi odwiedzając różnych pomniejszych lokalnych liderów Al-Kaidy przekonując ich do uznania przywództwa Zawahiriego. Można przypuszczać, że pomimo poważnych różnic ideologicznych Irańczycy nawiązali z nim jakąś współpracę w imię walki ze wspólnym wrogiem, USA - opisuje dr Wojtasik.

Przebywanie w Iranie i być może pod osłoną tamtejszych służb nie zapewnia jednak pełni bezpieczeństwa. W 2020 roku w Teheranie zamordowano Abullaha Ahmeda Abdullaha, innego ważnego członka przywództwa Al-Kaidy z okresu jej największych wpływów. Mieli tego dokonać ludzie izraelskich służb na zlecenie USA.

Carlos Szakal ponownie skazany. Terrorysta odsiaduje wyrok potrójnego dożywocia"Szakal" ponownie skazany. Terrorysta odsiaduje wyrok potrójnego dożywocia

Afgańskie didaskalia

Dr Wojtasik podkreśla, że zabicie Zawahiriego jest istotne dla USA nie tylko z oczywistego powodu wyeliminowania przywódcy Al-Kaidy i ważnego organizatora zamachów z 11 września 2001 roku. - Co ważne, potwierdza ich zdolność do przeprowadzania skutecznych operacji w Afganistanie, pomimo formalnego wycofania się z tego kraju - stwierdza ekspertka. W 2021 roku administracja Joe Bidena podkreślała, że wycofanie się z Afganistanu i przejęcie w nim władzy przez talibów nie uniemożliwi prowadzenia tam operacji wymierzonych w terrorystów. Pomimo formalnego braku amerykańskiego wojska i służb na miejscu. Wywołało to dyskusję i krytykę, ale jak widać, to administracja miała rację.

- Bardzo ciekawe jest też jak dalece w zabicie Zawahiriego zaangażowani byli talibowie - mówi dr Wojtasik. Terrorysta miał zginąć w domu należącym do bliskiego współpracownika Sirajuddina Hakkaniego, szefa afgańskiego MSW. To najbardziej wpływowy, lub jeden z najbardziej wpływowych członków ruchu talibów. Syn Dżalaluddiniego Hakkaniego, jednego z najpotężniejszych i najbardziej radykalnych przywódców mudżahedinów, a potem talibów w pierwszym okresie ich rządów. Namierzenie i zabicie Zawahiriego przebywającego w tak znamienitej gościnie (która w Afganistanie jest rzeczą bardzo ważną), to poważna sprawa.

- To nie mogło się stać bez wiedzy talibów. Być może dobili jakiegoś targu z USA, aby odmrozić pomoc międzynarodową, bez której Afganistan pogrąża się w katastrofalnym kryzysie - spekuluje dr Wojtasik.

Zobacz wideo
Więcej o: