Tajwan budzi duże emocje. Chiny ostrzegają, Pelosi leci do Azji, ale w komunikacie cisza

W niedzielę 31 lipca do Azji wyleciała delegacja amerykańskiego Kongresu z Nancy Pelosi, przewodniczącą Izby Reprezentantów na czele. Wizyta była zapowiadana od dawna, zaskoczyć mógł za to oficjalny komunikat biura Pelosi. Nie ma w nim ani słowa o Tajwanie. Dlaczego?

W informacji opublikowanej przez biuro prasowe przewodniczącej można przeczytać, że Nancy Pelosi przewodniczy delegacji Kongresu "do regionu Indo-Pacyfiku, w tym Singapuru, Malezji, Korei Południowej i Japonii". W komunikacie wyjaśniono, że "podróż będzie skoncentrowana na wzajemnym bezpieczeństwie, partnerstwie gospodarczym i demokracji: w tym regionie. 

Delegacja Kongresu USA z Nancy Pelosi leci do Azji. Tajwan nie znalazł się na oficjalnej liście

Ani słowa o Tajwanie, choć na kilka dni przed rozpoczęciem wizyty pojawiały się sugestię, że i tam delegacja Pelosi mogłaby dotrzeć. Gwoli ścisłości, komunikat nie zastrzega też, że to będą jedyne etapy podróży. 

Gdyby do odwiedzin Tajwanu jednak doszło, byłby to pierwszy taki wyjazd przewodniczącego Izby Reprezentantów USA od 1997 roku - wtedy na wyspie pojawił się Newt Gingrich. "New York Times" przywoływał wtedy jego dość zaskakująco dosadne słowa. Przewodniczący spotkanie z przywódcami Chin relacjonował tak: "Powiedziałem stanowczo: 'Chcemy, abyście zrozumieli, że będziemy bronić Tajwanu. Kropka.'''

To samo powtarzają Amerykanie ćwierć wieku później. W maju tego roku prezydent USA, przebywając w Tokio, oświadczył, że Stany Zjednoczone zainterweniowałyby militarnie w obronie Tajwanu, gdyby został zaatakowany przez Chiny. - To zobowiązanie, które podjęliśmy - zaznaczył.

Joe Biden w JaponiiBiden deklaruje pomoc w obronie Tajwanu. Chiny reagują: Zachowajcie ostrożność

Autonomiczny Tajwan nie jest uznawany przez większość państw świata, także Stany Zjednoczone nie utrzymują z Tajpej stosunków dyplomatycznych, choć uważane są jako jego sojusznik. 

Chiny ostrzegają, Xi mówił o "igraniu z ogniem" 

Agencja Reutera zauważa, że Chiny postrzegają wizyty amerykańskich polityków na Tajwanie jako wysyłanie sygnału zachęcającego do ruchów pro-niepodległościowych. Pekin chciałby przejąć kontrolę nad wyspą i tego nie ukrywa, zresztą, postrzega ją jako swoje terytorium, zgodnie z zasadą "jednych Chin". I nie wyklucza opcji użycia siły w tym celu. 

W czasie czwartkowej rozmowy telefonicznej z Joe Bidenem Xi Jinping ostrzegł go przed ingerowaniem w kwestię tajwańską. Przywódca Chin powiedział prezydentowi USA, by Waszyngton przestrzegał zasady "jednych Chin", dodając, że "ci, którzy igrają z ogniem, przepadną z tego powodu". Biden z kolei powtarzał, że Stany Zjednoczone sprzeciwiają się jednostronnym próbom zmiany status quo w Cieśninie Tajwańskiej. 

Prezydent USA Joe Biden i prezydent Chin Xi JinpingRozmowa liderów USA i Chin. Xi ostrzegł Bidena, by "nie igrał z ogniem"

Przed początkiem wizyty delegacji amerykańskiej w Azji, Chiny ogłosiły, że w rejonie Tajwanu przeprowadzą manewry z użyciem ostrej amunicji. Takie ćwiczenia odbyły się w sobotę 30 lipca, na wodach przy prowincji Fujian, położonej na południowo-wschodnim wybrzeżu Chin - zaledwie 125 kilometrów od Tajwanu. Kolejne manewry, tym razem morskie, mają się odbyć 2 i 3 sierpnia na Morzu Południowochińskim. 

Zobacz wideo Chiny zdecydują się zaatakować Tajwan? Dr Przychodniak: Nie sądzę
Więcej o: