Wielka Brytania. Trwa batalia o fotel premiera. W poniedziałek debata między kandydatami

W brytyjskiej Partii Konserwatywnej trwa kampania w wyborach na następcę lidera ugrupowania i premiera Borisa Johnsona. W poniedziałek wieczorem odbędzie się pierwsza debata telewizyjna pomiędzy dwójką finalistów. Zmierzą się w niej Rishi Sunak i Liz Truss.
Zobacz wideo Zanim Boris Johnson zajął się polityką, wymyślał fake newsy

Wiadomo już, że szefem lub szefową Partii Konserwatywnej, a co za tym idzie nowym premierem lub nową premierką Wielkiej Brytanii, zostanie Rishi Sunak, były minister finansów, albo Liz Truss, szefowa dyplomacji. W poniedziałek zmierzą się w debacie telewizyjnej. Dyskusja rozpocznie się o godz. 21:00. Jak podkreśla POLITICO, to godzina największej oglądalności. Organizuje ją telewizja BBC.

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

MjanmaMjanma - powrót egzekucji. Czterej działacze demokratyczni straceni

Kto zostanie nowym premierem Wielkiej Brytanii?

Debaty te nie mają takiego statusu jak na przykład w Stanach Zjednoczonych. To relatywnie nowy zwyczaj. Ważniejsze będzie kilkanaście wewnętrznych przesłuchań kandydatów, urządzanych przez lokalne organizacje partyjne w całym kraju.

Poniedziałkowe starcie pozwoli opinii publicznej przekonać się, jakie pomysły mają kandydaci. Jednak to nie widzowie będą decydować o tym, kto zostanie premierem ich kraju, a grono znacznie węższe, liczące około 160 tys. członków Partii Konserwatywnej w całym kraju.

Według sondaży na razie faworytką jest Liz Truss. Badania przeprowadzone przez YouGov dają obecnej szefowie dyplomacji 53 proc., a jej rywalowi 36 proc. Polityczka obiecała już obniżki podatków, co zadowala brytyjskie społeczeństwo. Zwycięzcę poznamy 5 września tego roku.

Strzelanina w Los AngelesUSA. Strzelanina na pokazie samochodów w Los Angeles. Nie żyją dwie osoby

Johnson podał się do dymisji

Rząd Borisa Johnsona zaczął się sypać po tym jak kilka tygodni temu media ujawniły sprawą afery obyczajowej. Chodzi o awans Chrisa Pinchera. Mimo że na członku partii konserwatywnej ciążyły zarzuty dotyczące molestowania seksualnego, premier powołał go na stanowisko zastępcy whipa, czyli osoby odpowiedzialnej za dyscyplinę w klubie poselskim. Sprawę pogorszyły mało wiarygodne i, jak wszystko wskazuje, nieprawdziwe wyjaśnienia, które przez ostatnie kilka dni składał rzecznik lidera. Upierał się, że Johnson o niczym nie wiedział.

Afera spowodowała lawinę odejść z rządu Wielkiej Brytanii. W ciągu dwóch dni opuściło go blisko 60 urzędników i współpracowników premiera - co jest rekordowym wynikiem. Jako pierwsi 5 lipca rezygnacje złożyli minister finansów Rishi Sunak i minister zdrowia Sajid Javid. Ostatni do dymisji podał się brytyjski minister do spraw Irlandii Północnej Brandon Lewis. "Jasne jest, że nasza partia, koledzy w parlamencie, wolontariusze i cały kraj zasługują na więcej" - napisał polityk w liście rezygnacyjnym. Szczerość, etyka, wzajemny szacunek - zdaniem byłego już ministra - administracja Borisa Johnsona nie reprezentowała tych wartości. "Broniłem tego rządu, zarówno prywatnie, jak i publicznie. Jesteśmy już jednak w punkcie, z którego nie ma odwrotu" - dodał Lewis.

Ostatecznie Boris Johnson podał się do dymisji 7 lipca. 

Więcej o: