Noc stała się "czasem HIMARSA". Po stronie Rosjan złość, bezradność i gorzkie słowa

Dzień w dzień, a właściwie noc w noc, kilkadziesiąt kilometrów w głąb kontrolowanego przez Rosjan terytorium coś wybucha. I to tak spektakularnie. Składy amunicji, punkty dowodzenia. Z każdą spektakularną eksplozją po stronie Rosjan rośnie złość na wszystkich, w tym na własne nieudolne wojsko.

Najnowsza eksplozja rosyjskiego składu amunicji miała miejsce w Nowej Kachowce w obwodzie Chersońskim. Nagrane przez okolicznych mieszkańców detonacje w poniedziałek wieczorem były wyjątkowo potężne.

Fala uderzeniowa uszkodziła domy w promieniu wielu kilometrów. Na zdjęciach satelitarnych widać, że zniknęła duża hala fabryczna, najpewniej używana do składowana amunicji w tym logistycznie dogodnym miejscu. Obok Nowej Kachowki jest tama na Dnieprze. Biegnie nią jedna z dwóch dostępnych dla Rosjan przepraw przez tę wielką rzekę, kluczowa dla zaopatrywania ich wojsk w rejonie walk w obwodzie Chersońskim.

Rosjanie dotknięci do żywego

Spektakularna eksplozja wywołała falę komentarzy rosyjskich blogerów militarnych, którym najwyraźniej trochę się już ulało, ponieważ była to kolejna z kilkunastu w okresie dwóch tygodni. Opisywany przez nas wcześniej Igor Girkin, obecnie głównie komentator, ale generalnie były oficer FSB i zbrodniarz wojenny, oskarżony przez holenderską prokuraturę o zestrzelenie lotu MH17:

Podczas gdy Kreml sennie dłubie w nosie, nasi szacowni ukraińscy partnerzy są zajęci niszczeniem wszystkiego, co mogą sięgnąć HIMARS-ami, M777 (amerykańskie haubice - red.) czy Caesarami (francuskie armatohaubice - red.), które nasze Ministerstwo Obrony reprezentowane przez generała-gadułę (Igor Koneszenkow, rzecznik prasowy - red.) i jego promienistego szefa, marszałka-dyktę (minister obrony Siergiej Szojgu - red.), rzekomo rozgniata jak orzechy. Ukry są w tym co robią bardzo konsekwentni. Ich priorytetami są składy amunicji i pozycje obrony przeciwlotniczej. Dopiero co tej nocy wywalili w kosmos kolejny skład w Nowej Kachowce.

Tak, jak pisaliśmy wcześniej, Ukraińcy od ostatniego tygodnia czerwca zaczęli intensywnie używać podarowanych przez Amerykanów wyrzutni rakietowych HIMARS z rakietami naprowadzanymi GMLRS o zasięgu 85 kilometrów. Dzień w dzień, a dokładniej noc w noc, za ich sprawą znikają kolejne rosyjskie składy amunicji, punkty dowodzenia i pozycje obrony przeciwlotniczej, które dotychczas były trudnymi celami. Ukraińcy ewidentnie prowadzą intensywną kampanię niszczenia wrażliwych celów na zapleczu Rosjan, aby jak najbardziej sparaliżować ich działania. Atakują wieczorem, w nocy i świtem, aby maksymalnie utrudnić rosyjskiemu wojsku namierzenie wyrzutni i próbę ich zniszczenia.

Razem z najbardziej medialnymi HIMARS-ami, Ukraińcy używają też swoich starszych rakiet balistycznych Toczka-U o nieco dłuższym zasięgu rzędu 120 kilometrów i silniejszej głowicy, ale mniejszej celności. Do tego łatwiejszych do przechwycenia przez rosyjską obronę przeciwrakietową. Na dystansach rzędu 40-50 kilometrów działa nowa zachodnia artyleria w rodzaju polskich Krabów, francuskich Ceasarów czy niemieckich Pz2000. Rosjanie przez słabość swojego rozpoznania oraz lotnictwa nie są w stanie ich skutecznie zwalczać bezpośrednio. Jak piszą sami rosyjscy blogerzy, trudno też zastosować drugie antidotum na tego rodzaju zagrożenie, czyli rozproszenie. Czyli zamiast jednego dużego składu amunicji czy punktów dowodzenia stworzyć 5 mniejszych, lepiej zamaskowanych.

Popularny kanał na Telegramie "Wojenny Obserwator" podsumował to tak:

Zwalczanie takich systemów jak HIMARS musi tak naprawdę zacząć się przed wojną. Teraz nie jesteśmy w stanie rozproszyć naszych centrów dowodzenia, mając jednocześnie silnie scentralizowany system dowodzenia oparty o archaiczną łączność. Rozproszenie składów amunicji teoretycznie jest możliwe, ale do tego trzeba by znacznie uprościć i zautomatyzować proces załadunku i rozładunku, o czym już mówiliśmy. Tymczasem u nas ten proces jest nadal oparty o siłę ludzkich mięśni i drewniane skrzynie. Tak jak napisałem, trzeba było przeprowadzić przygotowania wcześniej. W obecnej sytuacji zajmą lata, w najlepszym wypadku miesiące, podczas gdy już jest za późno.
Fizyczne zniszczenie tego rodzaju systemów rakietowych wymaga zaawansowanego rozpoznania, głównie lotniczego, które pozwoliłoby kontrolować obszar kilkadziesiąt kilometrów za linią frontu. To niemożliwe bez licznych samolotów rozpoznawczych, których nie mamy. W efekcie te kilka wyrzutni może swobodnie jeździć z Charkowa do Chersonia i skutecznie na nas naciskać.
Dużo by można pisać, ale w obecnej sytuacji nie znajdziemy uniwersalnego i szybkiego rozwiązania tego problemu.

Sytuację wymownie skomentował też inny popularny kanał prorosyjski na Telegramie Dimitrijew, prezentujący najczęściej punkt widzenia donbaskich separatystów.

Często słyszę zdziwienie ze strony ludzi, że rosyjskie dowództwo jest niezdolne do przystosowania się do nowych wyzwań. Czy to ze strony broni precyzyjnych, czy artylerii dalekiego zasięgu. Bo przecież wystarczy na przykład rozproszyć sprzęt po lesie, przenieść punkt dowodzenia dalej od rejonu walk, a amunicję w różne inne miejsca. A jednak jakoś to się nie dzieje. Dlaczego? Usłyszałem ostatnio od jednego z żołnierzy taką historię. Dowiedzieli się o HIMARS-ach, więc zaczęli kopać schrony. Przychodzi jakiś starszy oficer, widzi to i pyta co robią. Oni odpowiadają, że kopią, a ten kwituje: Co, strach was obleciał?

Wszystkie powyższe komentarze pochodzą ze znakomitej strony "Wartranslated", prowadzonej przez estońskiego blogera, publikującego na Twitterze jako Dmitri. Do tego rodzaju wpisów popularnych rosyjskich autorów dodał też komentarze pod nimi. Pełno w nich stwierdzeń w rodzaju: "głupie dowództwo", "niczego się nie uczą", "to na pewno gest dobrej woli" (ironiczne nawiązanie do ewakuacji Wyspy Węży - red.), "kretyni nie potrafią znaleźć 4 HIMARS-ów, co będzie, jak będą ich mieli 8? Lepiej się pakować", "wszystko zgodnie z planem, czyż nie?".

Zobacz wideo

Nieskrywana radość Ukraińców

Frustracja Rosjan najpewniej będzie narastać, ponieważ Ukraińcy w najbliższym czasie mają mieć coraz więcej wyrzutni HIMARS i pokrewnych M270 MLRS. Cztery to był początek, zapowiedziane dostawy obejmują już około 20. Jednocześnie tak jak napisał "Wojenny Obserwator", jakieś szybkie rozproszenie rosyjskich centrów dowodzenia oraz składów amunicji nie jest możliwe. Na pewno będą podejmowane próby przystosowania się, na przykład przez odsuwanie wszystkiego, co wrażliwe i cenne poza zasięg rakiet GMLRS. Jednak oznacza to spadek efektywności rosyjskiego dowodzenia i logistyki. Z większego dystansu trudniej będzie utrzymać łączność z pododdziałami w rejonie walk, bo jest oparta w większości o stary radziecki sprzęt. Trudniej będzie też dowozić zaopatrzenie, jeśli do pokonania w jedną stronę będzie nie 50 czy 70, ale 100 kilometrów i więcej. Zanim Rosjanie się jakoś przystosują, minie cenny czas, a już teraz Ukraińcy donoszą o zabiciu kolejnych generałów i pułkowników w zaatakowanych centrach dowodzenia. Takich ludzi nie da się łatwo zastąpić.

Nie należy jednak popadać w hurraoptymizm. Same HIMARS-y nie przeważą szali tej wojny. Cudowna broń nie istnieje. Jest jednak ewidentne, że precyzyjnie naprowadzane amerykańskie rakiety to dla Rosjan bolesna niespodzianka, choć o ich dostawie była mowa od miesięcy. Dla Ukraińców to natomiast powód do nieskrywanej radości. Wreszcie mogą skutecznie i wielokrotnie boleśnie uderzać Rosjan na ich zapleczu. HIMARS-y urastają do rangi kolejnej broni-legendy tej wojny. Obok systemów przeciwpancernych Javelin i NLAW. Czas po zmroku jest żartobliwie nazywany "czasem HIMARS-a", ponieważ to nocą zazwyczaj dochodzi do najbardziej spektakularnych ataków. Pojawiły się liczne memy, żarty i prześmiewcze filmiki. Na przykład taki:

 
Więcej o: