18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę

Syria: Zabroniono mu używać imienia, stał się numerem 5. "Śmiejąc się, oblali ich zwłoki benzyną i podpalili"

Zabrano więc go do szpitala. Miał zawiązane oczy, robiono mu zdjęcia. Zabroniono mu używania imienia. Za to nadano numer. Stał się numerem 5, jego wspólnik - numerem 12. W placówce przebywali też inni torturowani. Był m.in. mężczyzna z raną postrzałową - bito go w to miejsce, dopóki nie stracił przytomności. Opaski, które więźniowie mieli na oczach pozwalano im podnieść, kiedy przynoszono jedzenie. Ale tylko tyle, żeby widzieć posiłek. Nic więcej. Syryjczyk, numer 5, zeznał, że raz "w toalecie nadepnął na trupa".

- Ludzie w Europie już zapomnieli, czym jest wojna. To ogromne zagrożenie, bo możemy docenić pokój tylko wtedy, kiedy pamiętamy wojnę - powiedział kilka lat temu Paolo Rumiz, włoski reporter i były korespondent wojenny. Słowa te okazały się trafną diagnozą - dlatego na Gazeta.pl przypominamy o wojnach i ludobójstwach, które miały się nigdy nie zdarzyć - o Rwandzie, Bośni, Czeczenii - w myśl słów: "trzeba pamiętać, żeby się nie powtórzyło".

***

W zeszłym tygodniu pisałam już na temat Syrii i wojny domowej, która wybuchła tam w 2011 roku. Jednak temat jest na tyle obszerny, że postanowiłam poświęcić mu jeszcze jeden tekst. Tym bardziej, że we wtorek w Teheranie Władimir Putin spotykał się z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem. Tematem rozmów była m.in. sytuacja w Syrii. Putin bowiem przez wojnę w Ukrainie nie może pozwolić sobie na utrzymanie tam swoich wojsk, a - przypomnijmy - do tej pory był najważniejszym sojusznikiem reżimu Baszara al-Asada. To stwarza okazję dla tureckiego prezydenta, który może znacznie rozszerzyć wpływy w regionie i stać się tam głównym graczem.

Z początkiem czerwca Turcja rozpoczęła inwazję w Syrii. Erdogan zapowiadał, że jej celem jest utworzenie bezpiecznej strefy wzdłuż tureckiej granicy z Syrią i Irakiem. Podkreślał również, że chce oczyścić te tereny z "terrorystów", czyli kurdyjskich bojowników, i odepchnąć ich na 30 kilometrów w głąb sąsiednich krajów. W strefie buforowej ma być ulokowana część uchodźców, którzy w ostatnich latach zbiegli z Syrii do Turcji.

Jeśli Ankara zdecyduje się na nową ofensywę, może to wywołać konflikt w ramach NATO. Tym bardziej, że kurdyjska milicja YPG była najważniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w walce z terrorystycznymi bojówkami Państwa Islamskiego - podkreśla niemiecki dziennik "Die Welt".

Pierwszą część tej "syryjskiej opowieści" można przeczytać tutaj:

Wojna w Syrii (zdjęcie ilustracyjne)Syria: Ludzie po prostu znikali. "20 przerażających metod tortur"

Uwaga, materiał zawiera drastyczne opisy tortur, może więc być nieodpowiedni dla niektórych osób.

***

W lipcu bieżącego roku Organizacja Narodów Zjednoczonych podała, że w wojnie w Syrii zginęło łącznie 306 887 cywilów, co stanowi 1,5 proc. przedwojennej populacji kraju. Jak wynika z raportu opublikowanego przez Radę Praw Człowieka ONZ, oznacza to, że przez 10 lat konfliktu - do 2021 roku - każdego dnia ginęły 83 osoby, w tym dziewięć kobiet i 18 dzieci. - Podane w raporcie dane nie są po prostu zbiorem abstrakcyjnych liczb, ale reprezentują ludzi. Wpływ zabicia każdego z tych 306 887 cywilów miał głęboki wpływ na rodzinę i społeczność, do której należeli - powiedziała Michelle Bachelet, Wysoka Komisarz ds. Praw Człowieka. - Są to ludzie zabici w bezpośrednim wyniku działań wojennych. Nie obejmuje to wielu, wielu innych cywilów, którzy zmarli z powodu utraty dostępu do opieki zdrowotnej, żywności, czystej wody - dodała.

Michelle Bachelet zaznaczyła, że dane te zwiększają obawy związane z "nieprzestrzeganiem przez strony konfliktu norm międzynarodowego prawa humanitarnego dotyczących ochrony ludności cywilnej".

W raporcie nie uwzględniono cywilów, którzy zginęli, ale ich rodziny nie powiadomiły o tym oficjalnych organów, a także żołnierzy i bojowników. Uważa się jednak, że ich liczba wynosi dziesiątki tysięcy.

Co najmniej 100 tys. ludzi zaginęło

Innym aspektem wojny syryjskiej są zaginięcia. "Szacuje się, że po ponad dziesięciu latach konfliktu co najmniej 100 tys. osób zaginęło lub zostało zmuszonych do zniknięcia przez strony konfliktu - siły rządowe i niepaństwowe grupy zbrojne. Ich miejsce pobytu i los pozostają nieznane do tej pory" - zaznacza ONZ.

- Poszukiwania bliskich w Syrii obarczone są ryzykiem aresztowania i wykorzystywania. W zeszłym miesiącu [w maju - red.] tysiące ludzi na próżno czekało na ulicach Damaszku z nadzieją, że po ogłoszeniu ostatniej amnestii znajdą swoich bliskich żywych. Inni, po udostępnieniu nagrania, które miało przedstawiać egzekucje cywilów w Tadamon w 2013 rok, oglądali je, aby dowiedzieć się czy ich bliscy zostali zabici - mówiła komisarz Lynn Welchman w czerwcu tego roku.

Oblali zwłoki benzyną i podpalili je

Chodzi o nagranie, na którym widać śmierć co najmniej 41 osób. "The Guardian" opisywał, że przypadkiem w posiadanie filmu wszedł nowy członek syryjskiej milicji - dano mu do naprawy laptopa, należącego do jednego z ludzi Baszara al-Asada, na którym zapisane było wideo. Zobaczył na nim prowadzonego za łokieć mężczyznę z zawiązanymi oczami. W pewnym momencie kazano mu biec w kierunku ogromnego dołu. Mężczyzna nie miał pojęcia, że przed nim znajduje się masowy grób. Spadł na stos ciał. Kolejni niczego nie podejrzewający więźniowie robili to samo. Niektórym powiedziano, że uciekają przed snajperem, innych wyśmiewano i maltretowano. Jak podkreśla dziennik, wielu wydawało się wierzyć, że mimo wszystko oprawcy prowadzą ich w bezpieczne miejsce.

Ci jednak zastrzelili więźniów. Potem, "śmiejąc się, oblali ich zwłoki benzyną i podpalili".

Funkcjonariusz milicji postanowił pokazać to nagranie światu. Uciekł do Europy, gdzie razem z dwoma naukowcami identyfikował sprawców tej zbrodni.

Poniżej kilka kadrów z nagrania (źródło: "The Guardian"):

Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian')Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian') screen: 'The Guardian'

Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian')Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian') screen: 'The Guardian'

Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian')Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian') screen: 'The Guardian'

Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian')Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian') screen: 'The Guardian'

Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian')Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian') screen: 'The Guardian'

Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian')Masakra w Tadamon w 2013 rok (screen: 'The Guardian') screen: 'The Guardian'

"Dzieci poniżej 12. roku życia, które od trzech lat mieszkają w namiotach"

Organizacja Narodów Zjednoczonych podkreśla, że w ciągu ostatnich 18 miesięcy w obozie Al-Hol w północno-wschodniej części Syrii zamordowano ponad 100 osób, w tym wiele kobiet. Imran Riza, koordynator ONZ ds. Syrii, zaznaczył, że obóz staje się coraz bardziej niebezpieczny, a przebywające tam dzieci są skazane na "życie bez przyszłości".

Al-Hol miał być tymczasowym aresztem, ale wciąż przetrzymywanych w nim jest około 56 tys. osób. Większość stanowią Syryjczycy i Irakijczycy – część z nich jest powiązana z Państwem Islamskim, reszta to obywatele innych państw, w tym rodziny i dzieci bojowników ISIS. Imran Riza powiedział, że Al-Hol "przepełnione jest przemocą".

W styczniu Czerwony Krzyż wezwał wspólnotę międzynarodową do interwencji humanitarnej w obozach w północno-wschodniej Syrii. - Za warunki, w jakich żyją dzieci i kobiety w obozach dla uchodźców Al-Hol i Al-Roj powinna odpowiadać cała społeczność międzynarodowa. Oczywiście jest to trudne. (…) W obozie Al-Hol przebywa 60 tys. osób, z czego 40 tys. to dzieci poniżej 12. roku życia, które od trzech lat mieszkają w namiotach, nie wiedząc, co się z nimi stanie jutro - mówił wówczas Fabrizio Carboni z Czerwonego Krzyża. - W tych dniach w tym rejonie są burze śnieżne, nasi pracownicy są zdesperowani, śnieg dostał się do namiotów. Rozwiązanie dla tych ludzi musi zostać znalezione na szczeblu międzynarodowym. Nie wolno nam nigdy zapomnieć, że te dzieci są ofiarami, to musi być jasne dla wszystkich - dodał.

Stał się numerem 5, jego wspólnik - numerem 12

W 2020 roku w Koblencji w Niemczech rozpoczął się przełomowy ws. syryjskiej wojny proces. Zeznawało w nim ponad 80 ofiar tortur oraz świadków. Głównym oskarżonym był Syryjczyk Anwar Raslan, który m.in. pilnował i przesłuchiwał przetrzymywanych w Al-Khatib, cieszącym się złą sławą więzieniu, do którego trafiali przeciwnicy reżimu Baszara al-Asada. Niemieccy prokuratorzy oskarżyli go o popełnienie 58 morderstw, a także o ponad 4 tys. przypadków tortur.

Jedna z zeznających przeciwko Raslanowi osób - 40-letni mężczyzna, który z obawy przed zemstą chciał pozostać anonimowy - powiedział, że on i jego wspólnik zostali aresztowani w prowadzonym przez nich sklepie. Przyjechało wówczas pięć pojazdów i 20 uzbrojonych osób. Przykładali im do głów broń, naciągali na twarz koszulki i wsadzili do samochodów. Bili ich kolbami karabinów po głowach. - Wtedy rozpoczęła się moja podróż pełna cierpienia - stwierdził Syryjczyk. Zabrano ich do więzienia. Tam zostali porażeni prądem i pobici, również w nerki. Mężczyzna zeznał, że w pewnym momencie poczuł, jak "wypływa z niego coś ciepłego". To była krew.

Zabrano więc go do szpitala. Miał zawiązane oczy, robiono mu zdjęcia. Zabroniono mu używania imienia. Za to nadano numer. Stał się numerem 5, jego wspólnik - numerem 12. W placówce przebywali też inni torturowani. Był m.in. mężczyzna z raną postrzałową - bito go w to miejsce, dopóki nie stracił przytomności. Opaski, które więźniowie mieli na oczach pozwalano im podnieść, kiedy przynoszono jedzenie. Ale tylko tyle, żeby widzieć posiłek. Nic więcej. Syryjczyk, numer 5, zeznał, że raz "w toalecie nadepnął na trupa".

"Pewnego dnia zabrano go z celi i nigdy nie wrócił"

Mężczyzna został przewieziony do pomieszczenia, w którym przebywało około 200 osób - niektórzy musieli spać przy toalecie. Jak dodał, "zapach był okropny". Więźniowie słyszeli krzyki torturowanych. 40-latek cierpiał na zapalenie nerek, prosił o leki, ale ich nie dostał. Dwa lub trzy dni później został zabrany na przesłuchanie. Oskarżono go o założenie gangu, który miał porywać funkcjonariuszy bezpieczeństwa. Kiedy zaprzeczył, zaczęto go bić. Później związano mu ręce z tyłu i powieszono na nich. Wisiał tak cztery godziny. Każdy, kto obok przechodził, pluł na niego i nazywał zdrajcą.

Tydzień później odbyło się drugie przesłuchanie. Wówczas zarzucono mu, że należał do opozycyjnej Wolnej Armii Syrii. Mężczyzna przyznał, że brał udział w antyrządowych demonstracjach, ale stawiane mu zarzuty są nieprawdziwe. Strażnik, który odprowadzał go do celi, bił go tak, że połamał mu zęby. Syryjczyk zeznał później w niemieckim sądzie, że razem z nim w celi przebywali m.in. lekarz, prawnik czy 80-latek, którego również poddawano przeróżnym torturom. - Starsi ludzie musieli oddawać mocz dokładnie tam, gdzie stali. (...) Innego zatrzymanego (...) pewnego dnia zabrano z celi i nigdy nie wrócił - mówił.

Sale tortur, gwałty, morderstwa - tak wygląda dzisiejsza Ukraina

To tylko część zeznań, które Syryjczyk przedstawił w sądzie. Ale takich historii jest znacznie więcej. I będzie jeszcze więcej. Nie tylko z Syrii, ale też z Ukrainy. W kwietniu ówczesna ukraińska Rzeczniczka Praw Obywatelskich Ludmyła Denisowa przekazała, że żołnierze Ramzana Kadyrowa, walczący po stronie Rosji, urządzili w Buczy "salę tortur". "Strzelali ludziom w twarz, wypalali oczy, odcinali części ciała, torturowali na śmierć nie tylko dorosłych, ale i dzieci" - podała.

W raporcie OBWE odnotowano, że 25 dziewcząt w wieku od 14 do 24 lat było przetrzymywanych w piwnicy w Buczy i zbiorowo gwałconych przez rosyjskich żołnierzy, w wyniku czego dziewięć z nich zaszło w ciążę. Również roczny chłopiec został napadnięty seksualnie, a 78-letnia kobieta została zgwałcona przez rosyjskich żołnierzy.

W Irpieniu znaleziono zwłoki dzieci poniżej 10. roku życia ze śladami gwałtu i tortur. W piwnicy jednego z budynków natrafiono z kolei na zwłoki pięciu mężczyzn z rękami związanymi za plecami. "Byli torturowani, a następnie zabijani z zimną krwią. Jedna z ofiar miała zmiażdżoną czaszkę" - podkreśliła Ludmyła Denisowa. Pozostałym osobom strzelono w tył głowy lub klatkę piersiową.

W połowie czerwca we wsi Myrocke koło Buczy Ukraińcy znaleźli kolejny zbiorowy grób, a w nim siedem ciał cywilów ze związanymi rękami i przestrzelonymi kolanami.

Takich relacji jest więcej. Odnotowują je ukraińskie władze, międzynarodowe organizacje oraz media. I będzie jeszcze więcej, bo nic nie wskazuje na to, żeby wojna w Ukrainie się szybko skończyła. I wojna w Syrii. I niewinni ludzie będą dalej cierpieć.

***

Całą relację z procesu Anwara Raslana można przeczytać TUTAJ

Raporty ONZ na temat wojny w Syrii dostępne TUTAJ

Nagranie z Tadamon można zobaczyć na stronie internetowej dziennika "The Guardian" - TUTAJ

***

Pozostałe teksty z cyklu:

Więcej o: