"Po wsiach pełno bzu...", a polskie Kraby strzelają do Rosjan. Ukraińcy pokazują film i dziękują

- Wczoraj ostrzelaliśmy 13... 14 celów - mówi Artem, ukraiński artylerzysta dowodzący podarowanymi przez Polskę armatohaubicami Krab. Ukraińcy postanowili za ten dar podziękować. Opublikowali nagranie pokazujące użycie polskiej broni w walce przy dźwiękach wymownej muzyki.

Filmik jest najlepszym materiałem promocyjnym polskich armatohaubic Krab w ich krótkiej historii. Nie wiadomo gdzie i kiedy go wykonano, ale według szczątkowych doniesień byłe polskie działa są wykorzystywane głównie w Donbasie.

Zobacz wideo

Podkładem muzycznym do nagrania jest bardzo dobrze znany w Polsce i wymowny zmiksowany utwór "Ballada o pancernych", który rozbrzmiewał w czołówce serialu "Czterej pancerni i pies". Ukraińskie wideo kończy się słowami:

Siły zbrojne Ukrainy są szczerze wdzięczne Polakom za skuteczną pomoc oraz wsparcie. Dziękujemy za wasze solidne ramię, na którym możemy się oprzeć! Wspólnie do zwycięstwa!

Polski skorupiak szczypie Rosjan

Polska podarowała Ukrainie na razie 18 armatohaubic i niesprecyzowaną liczbę wozów dowodzenia oraz łączności. Ukraińcy dodatkowo złożyli zamówienie na 50 kolejnych dział na zasadach komercyjnych. Kontrakt opiewa na prawie trzy miliardy złotych. Do Ukrainy mogą w jego ramach trafić niebawem te pojazdy, które miały być przeznaczone dla polskiego wojska w ramach seryjnej produkcji prowadzonej w zakładach Huta Stalowa Wola.

Na nagraniu widać dwa główne elementy polskiego podarku, samą armatohaubicę samobieżną Krab, oraz wóz dowodzenia. Początkowo kamera pokazuje wnętrze tego drugiego, przy czym istotne elementy elektroniki służącej do łączności oraz dowodzenia są zasłonięte. Dodatkowo w środku został tylko jeden żołnierz, podczas gdy normalnie powinno ich tam być 3-4.

Większość czasu widzimy jednak wnętrze armatohaubicy. Po prawej siedzi z przodu celowniczy, za nim wyżej dowódca, a po lewej stoi dwóch ładowniczych. Niewidoczny z przodu jest jeszcze kierowca. Ładowanie działa jest półałtomatycznie, co dobrze widać. Ludzie muszą ręcznie umieścić pocisk na specjalnym podajniku, który potem sam wsuwa go do lufy. Ładowniczy musi potem jeszcze wsunąć za nim znacznie lżejsze worki z ładunkiem miotającym i wkręcić w zamek spłonkę, która finalnie inicjuje wystrzał. Wszystko to widać wyraźnie na wideo, choć widoczna na nim ukraińska załoga jakoś specjalnie się nie śpieszy.

Ukraiński T-64BM w starszej wersji gdzieś w Donbasie. Podstawowy czołg ukraińskiego wojskaRecenzja polskiego czołgu przez Ukraińców

Takie rozwiązanie jest obecnie powszechnym na zachodzie standardem. W praktyce daje to możliwość oddawania dwóch strzałów na minutę, choć teoretycznie przy świetnym wyszkoleniu można uzyskać do sześciu strzałów na minutę przez trzy minuty. W zależności od użytego pocisku Krab może sięgnąć na nawet około 40 kilometrów. To obecnie jeden z najlepszych systemów artyleryjskich w ukraińskiej armii, obok również podarowanych niemieckich/holenderskich/włoskich armatohaubic Pz2000 i francuskich Caesar. Teoretycznie dodatkową zaletą Kraba jest zamontowanie w nim polskiego systemu łączności i dowodzenia Topaz. W Polsce standardowo jest on sprzęgnięty z dronami rozpoznawczymi Flyeye, które Ukraińcy już od lat wykorzystują. Powinno to dać byłym naszym działom dodatkową przewagę w szybkości reakcji, o ile przed przekazaniem Ukrainie wyposażenie nie zostało zubożone ze względów bezpieczeństwa.

Dla Ukraińców podstawowymi zaletami sprzętu w rodzaju Kraba, Pz2000 i Caesar jest ich większy zasięg maksymalny niż w przypadku całej rosyjskiej artylerii lufowej. Dodatkowo wykorzystywanie amunicji w natowskim standardzie 155mm, której państwa NATO mogą dostarczyć Ukrainie w bród. W przeciwieństwie do dotychczas standardowych radzieckich 122mm i 152mm.

Więcej o: