Rosyjski garnizon na Wyspie Węży też "poszedł na ...". Ukraińcy zmusili ich od odwrotu

Rosyjskie wojsko porzuciło ideę okupowania słynnej Wyspy Węży na Morzu Czarnym. Ukraińcy urządzili im tam w ostatnich tygodniach piekło ciągłymi ostrzałami i odcięciem zaopatrzenia. Wyspa najpewniej pozostanie ziemią niczyją, ponieważ jej kontrolowanie będzie trudne dla obu stron.

Doniesienia o rosyjskiej ewakuacji pojawiły się najpierw w czwartek przed południem na rosyjskich kanałach na Telegramie. Miało do niej dojść jeszcze w nocy ze środy na czwartek.

Po około godzinie ukraińskie Dowództwo Operacyjne Południe oficjalnie potwierdziło, że Rosjanie się wycofali. Nie potwierdzono natomiast informacji o wysadzeniu na wyspie ukraińskich żołnierzy. Rosjanie mieli opuścić ją w nocy na dwóch małych szybkich kutrach desantowych, po tym jak w środę Ukraińcy przeprowadzili kolejny ciężki ostrzał. W czwartek na wyspie nadal mają szaleć pożary i trwać eksplozje amunicji.

Kilkanaście minut później wycofanie sił z Wyspy Węży potwierdziło rosyjskie Ministerstwo Obrony, cytowane przez rosyjskie media. Nazwano to "zaprzestaniem wykonywania zadań na wyspie" i "gestem dobrej woli" w celu pokazania, że Rosja nie ma zamiaru utrudniać działań na rzecz eksportu ukraińskiego zboża przez Odessę.

Zobacz wideo

Wystawieni na ciosy

Tak naprawdę utrzymanie Wyspy Węży stało się dla Rosjan po prostu praktycznie niemożliwe. To mały skrawek terenu około 35 kilometrów od ukraińskiego brzegu. Przed wojną mieściła się tam niewielka placówka straży granicznej, która szybko została zajęta pierwszego dnia konfliktu. Rosjanie umieścili tam większe siły, jednak ze względu na niewielkie rozmiary wyspy nie dało się tam zbudować poważniejszego systemu obrony czy rozproszyć sił i odpowiednio ich zabezpieczyć przed ostrzałem.

Generalnie obronę dla wyspy powinny zapewniać okręty Floty Czarnomorskiej krążące w pobliżu. Ukraińcy zdołali jednak zmusić je do porzucenia tego zadania. Najbardziej przyczyniło się do tego głośne zatopienie krążownika Moskwa w kwietniu, który właśnie dyżurował w rejonie Wyspy Węży. Ukraińskie nabrzeżne zestawy rakietowe Neptun, wsparte do dzisiaj przez dostarczone przez NATO systemy Harpoon, skutecznie wypchnęły większe rosyjskie okręty nawodne z obszaru do około stu kilometrów od wybrzeża. Tym samym Wyspa Węży została odsłonięta na ciosy.

Ukraińcy atakowali ją na różne sposoby już od początku maja. Najpierw przy pomocy dronów i lotnictwa, a po postawieniu przez Rosjan na wyspie tylu systemów przeciwlotniczych ile się dało, też z pomocą artylerii ustawionej gdzieś na wybrzeżu odległym o 35 kilometrów. Atakowali również okręty próbujące zaopatrywać garnizon, zatapiając w czerwcu jednostkę pomocniczą, holownik Wasilij Biech. Na dłuższą metę sytuacja Rosjan na wyspie była nie do wytrzymania. Wyspa jest na tyle mała, że Ukraińcy strzelając w nią, mieli zawsze spore szanse w coś trafić. Ponoszący straty i pozbawiony wsparcia oraz zaopatrzenia garnizon trzeba było wycofać.

Rosjanie właściwie zrobili więc coś racjonalnego. Trwanie na wyspie przynosiłoby im tylko straty. Teraz będą musieli jednak przełknąć porażkę wizerunkową, ponieważ Wyspa Węży urosła w tym konflikcie do rangi symbolu. Znacznie militarne ma natomiast w praktyce ograniczone. Gdyby Ukraińcy chcieli ją teraz kontrolować, to też będzie to dla nich bardzo trudne, albo wręcz beznadziejne zadanie. Bez floty i silnego lotnictwa nie zapewnią garnizonowi skutecznej ochrony.

Zobacz wideo
Więcej o: