Biden przysyła nam mózg, a nie dodatkowe mięśnie. Dowództwo V. Korpusu to 650 ludzi

Stała siedziba dowództwa V. Korpusu US Army znajdzie się w Poznaniu. Oznacza to przysłanie do Polski kilkuset dodatkowych żołnierzy USA, ale takich od organizowania i planowania, nie od strzelania. W tej rundzie deklaracji o wsparciu dla NATO ze strony USA nie dostaliśmy nic przełomowego.

Mówienie o "nowej amerykańskiej bazie w Polsce" jest w kontekście dzisiejszego oświadczenia określeniem na wyrost. Nie chodzi o całość jednego z korpusów US Army, czyli potężnych zgrupowań liczących po kilka dywizji, ale samo dowództwo jednego z nich. I to takie specyficzne, które nie ma na stałe podporządkowanych żadnych dywizji. Celem jego istnienia jest elastyczne zarządzenie tym, co USA przysyłają na wschodnią flankę NATO i dobre przygotowanie organizacyjne na wypadek poważnego kryzysu lub konfliktu z Rosją.

Organizatorzy na najwyższym szczeblu

Joe Biden zapowiedział przeniesienie dowództwa V. Korpusu na stałe do Polski, konkretniej Poznania, podczas rundy pierwszych wystąpień przywódców NATO na szczycie Sojuszu w Lizbonie. To jedyna deklaracja odnosząca się konkretnie do Polski. Prezydent USA nie podał szczegółów. W praktyce musi to jednak oznaczać przesunięcie do Polski około 400 dodatkowych żołnierzy. Głównie oficerów sztabowych i wspierających ich specjalistów od organizacji oraz łączności, którzy razem tworzą batalion dowodzenia. Dołączą do około 200, którzy już rotacyjnie stacjonują w Poznaniu od 2020 roku, w ramach tak zwanej wysuniętej obecności.

Dowództwo V. Korpusu swoją stałą siedzibę ma na razie w Fort Knox w USA. Tam zostało ono odtworzone na mocy rozkazu z 2020 roku. Siedem lat wcześniej zostało rozwiązanie, ponieważ stało się niepotrzebne po wycofaniu większości sił US Army z Afganistanu i Iraku, które działały pod ogólnym dowództwem V. Korpusu. To pokazuje dobrze jaka jest misja takiej jednostki. Istnieje, kiedy potrzeba zapewnić na wysokim szczeblu strukturę do zarządzania znacznymi siłami rozrzuconymi na dużym obszarze. Kiedy taka potrzeba znika, to dowództwo można bez większego problemu rozwiązać, a podległe mu jednostki wycofać do stałych baz w USA, gdzie trafią pod kontrolę innego dowództwa korpusu.

Joe Biden i Andrzej DudaAndrzej Duda rozmawiał z Joe Bidenem o sytuacji w Ukrainie

W teorii dowództwu korpusu US Army powinny podlegać bezpośrednio dywizje i brygady wsparcia działające w jego obszarze odpowiedzialności. Czyli dziesiątki tysięcy, a nawet setki tysięcy ludzi i masy ciężkiego sprzętu. W praktyce bywa różnie, zwłaszcza w Europie, gdzie ze względu na współdziałanie z sojusznikami i mozaikę przysyłanych tymczasowo z USA sił amerykańskich, trudno o jakiekolwiek stałe, sztywne struktury dowodzenia.

Dowództwo V. Korpusu ma więc za zadanie zapanować nad tym chaosem, kontrolować siły USA w regionie, przygotować wszystko na wypadek konieczności nagłego przerzucenia znacznych dodatkowych sił, być gotowym do szybkiego przejęcia nad nimi kontroli i wypracować skuteczne mechanizmy współdziałania z sojusznikami. Wszystko głównie z myślą o poprawieniu wydajności i czasu reakcji sił US Army na ewentualne sytuacje kryzysowe w naszym regionie. Sprawa o niebagatelnym znaczeniu, choć na papierze samo dowództwo może nie wydawać się imponujące.

Teorię zaczęto sprawdzać w praktyce kilka miesięcy temu. W reakcji na rosyjską agresję na Ukrainę dowództwo V. Korpusu, dokładniej część stacjonująca w Fort Knox, została tymczasowo przesunięta do Niemiec. We współpracy ze swoim tak zwanym wysuniętym elementem w Poznaniu, odpowiada do teraz za dowodzenie siłami wojsk lądowych USA na wschodniej flance NATO, w tym oddziałami przerzuconymi tu w trybie nadzwyczajnymi. Najwyraźniej po tym doświadczeniu uznano, że lepiej będzie, jak całe dowództwo na stałe trafi do Europy. Konkretniej do Polski.

Prezydent Joe BidenJoe Biden ogłasza kolejny pakiet pomocy militarnej dla Ukrainy. Jest wart miliard dolarów

Zamiast Fort Trump, więcej rotacji

Poza deklaracją dotyczącą dowództwa V. Korpusu US Army Biden w Lizbonie złożył też kilka innych dotyczących sił amerykańskich w Europie. Bardziej konkretnych z czysto bojowego punktu widzenia. Do Europy ma trafić na zasadach rotacyjnych kolejna brygada US Army. Jej dowództwo zostanie rozlokowane w Rumunii, czyli jej zadaniem będzie wzmocnienie południowej flanki NATO. Druga brygada na takich zasadach jest już od lat rozmieszczona głównie w Polsce.

Biden zadeklarował też niesprecyzowane wzmocnienie obecności wojsk USA w krajach bałtyckich. Również na zasadach rotacyjnych. Dodatkowo dwa niszczyciele US Navy z systemami obrony przeciwrakietowej mają zostać przebazowane do Hiszpanii, z której będą przeprowadzać patrole głównie na wodach europejskich. Dwie dodatkowe eskadry maszyn wielozadaniowych F-35 mają trafić do baz w Wielkiej Brytanii. W Niemczech i Włoszech ma się natomiast pojawić niesprecyzowane wzmocnienie obrony przeciwlotniczej.

Brak deklaracji odnośnie przenoszenia dużych jednostek na stałe do Europy nie może dziwić. Amerykanie już wiele lat temu uznali, że wolą przysyłać oddziały w nasz rejon na zasadach tymczasowych, zamiast budować nowe wojskowe miasta i garnizony w stylu tych z czasów zimnej wojny. Tak jest dla nich wygodniej, bo mogą elastyczniej reagować na zmieniającą się rzeczywistość i wychodzi im to taniej. Choć pojawiają się głosy, że takie dziewięciomiesięczne tury w Europie, z dala od rodzin żołnierzy i zaplecza w USA, to na dłuższą metę zbyt duże obciążenie dla oddziałów. Nic nie wskazuje jednak na zmianę tej polityki. Przysłowiowego Fort Trump nie będzie.

Zobacz wideo
Więcej o: