Obrończyni praw człowieka Olha Skrypnyk uważa, że to typowa praktyka stosowana przez Rosjan. - W okolicy Chersonia, Zaporoża i innych regionach rosyjska armia i funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa porywają wpływowych ludzi - merów, zastępców merów, aktywistów, dziennikarzy. Mamy setki takich przypadków. Prowadzimy bazę danych zaginionych lub porwanych, część z nich została uwolniona, część nie. Bardzo często porywają przedstawicieli lokalnych władz, i torturami zmuszają ich do współpracy - powiedziała.
Więcej informacji na temat wojny w Ukrainie na stronie głównej Gazeta.pl
Rosyjskie służby nadal porywają ludzi na tymczasowo okupowanych przez siebie terytoriach. Jak poinformowała doradczyni mera Hałyna Laszewska cytowana przez agencję Unian uprowadzenie Kołyczajewa ma związek z odmową jego współpracy z okupantami. Mimo rosyjskiej okupacji Chersonia Ihor Kołychajew pozostał w mieście
- Dziś rano mer Chersonia Ihor Kołychajew przybył do jednego z zakładów, w którym byli pracownicy miejskiego komitetu wykonawczego. Gdy wysiadł z samochodu, został natychmiast zatrzymany przez funkcjonariuszy Rosgwardii (największej struktury bezpieczeństwa wewnętrznego Rosji - red.) oraz najprawdopodobniej służbę bezpieczeństwa Rosji - powiedziała Laszewska.
Według doradczyni rosyjskie zakuły mera w kajdanki, a po przeszukaniu jego biura uprowadzili go pojazdem z namalowaną literą "Z". Nie wiadomo gdzie teraz przebywa polityk. Laszewska nie podała również informacji czy mer Chersonia przebywa dalej na terenie Ukrainy.
Porwanie Ihora Kołychajewa to nie pierwszy przypadek uprowadzenia ukraińskiego polityka od początku wojny. W połowie marca informowaliśmy o uprowadzeniu mera południowoukraińskiego miasta Melitopol - Iwana Fedorowa. Rosjanie zatrzymali go w miejskim centrum kryzysowym. Iwan Fedorow również wtedy odmawiał współpracy z okupantem. Po pięciu dniach uwolniono go, wymieniając za dziewięciu rosyjskich jeńców wojennych, którzy wcześniej trafili do ukraińskiej niewoli.