Wojna w Ukrainie. Rozminowanie lądu i wód terytorialnych zajmie co najmniej 10 lat po wojnie

Co najmniej dekadę zajmie rozminowanie lądu i wód terytorialnych po zakończeniu wojny z Rosją - ocenił Ołeksandr Chorunżyj, rzecznik prasowy Państwowej Służby Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy. Jak dodał, jest to optymistyczna liczba ze względu na trudność określenia sytuacji na terenie aktywnych działań wojennych.

"W pierwszej kolejności rozminowywana jest infrastruktura, osiedla mieszkaniowe i drogi, ale oczyszczenie lasów, rzek i linii brzegowej zajmie więcej czasu" - wyjaśnił urzędnik na konferencji prasowej.

Jak wskazał Ołeksandr Chorunżyj, do tej pory walczącej z rosyjskim najeźdźcą Ukrainie udało się oczyścić 620 kilometrów kwadratowych terenu, w tym usunięto 2000 bomb zrzuconych z powietrza. Niemal 300 tysięcy kilometrów kwadratowych jest nadal postrzeganych jako "skażone".

Więcej informacji z Ukrainy na stronie głównej Gazeta.pl

Rosjanie za wszelką cenę chcą utrzymać obwód zaporoski

Rosyjska armia nadal maksymalnie koncentruje swoje siły i środki wojskowe w obwodach donieckim i ługańskim - informuje ukraińskie Ministerstwo Obrony. Rzecznik resortu Ołeksandr Motuzianyk przedstawił na konferencji prasowej aktualną sytuację na froncie. - Na innych kierunkach i w innych regionach nieprzyjaciel prowadzi przede wszystkim działania dywersyjne i kontynuuje ostrzały artyleryjskie i rakietowe w celu zapobieżenia przemieszczenia się sił zbrojnych Ukrainy do regionów, gdzie toczą się zacięte walki. Chodzi o obwody ługański i doniecki - mówił.

Rzecznik resortu obrony dodał, że agresorzy usiłują za wszelką cenę utrzymać się na okupowanych terenach obwodu zaporoskiego i rozbudowują pozycje obronne, żeby powstrzymać kontrnatarcie ukraińskiej armii.

W obwodzie charkowskim wojska ukraińskie przebywają pod nieustającym ogniem artyleryjskim rosyjskiej armii. W ten sposób Rosjanie próbują zablokować ukraińskiej armii dostęp do granicy z Rosją i przedostanie się na tyły wojsk rosyjskich.

Zobacz wideo Poparcie USA dla Ukrainy osłabło? Pytamy eksperta
Więcej o: