Litwa odpowiada na ultimatum Rosji. "Powinni zwrócić się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości"

Litewski minister spraw zagranicznych odpowiedział na rosyjskie ultimatum w sprawie blokady Kaliningradu. Szef dyplomacji stwierdził, że jeśli wyjaśnienie sankcji przez Komisję Europejską byłoby niewystarczające, to Rosja powinna zwrócić się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości

- Narracja Rosji jest po prostu częścią jej wojny z Zachodem, która polega na wyborze celu i próbie mobilizowania społeczeństwa - stwierdził minister spraw zagranicznych Litwy Gabrielius Landsbergis.

Zakaz tranzytu do Kaliningradu niektórych grup towarów (wybranych wyrobów z żelaza i stali wyprodukowanych w Rosji) wszedł w życie w sobotę. Jest związany z nałożeniem na Rosję europejskich sankcji. Gubernator obwodu kaliningradzkiego Anton Alichanow sytuację tę nazwał "duszeniem regionu".

W poniedziałek na temat wdrożenia sankcji wypowiedziało się również rosyjskie MSZ. Działania Litwy nazwano "wrogimi" i zażądano od Wilna natychmiastowego zniesienia restrykcji. W przeciwnym razie - jak czytamy w komunikacie resortu - "Rosja zastrzega sobie prawo do podjęcia działań w celu ochrony swoich interesów narodowych".

Więcej informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

Litewski MSZ odpowiada Rosji: Powinni zwrócić się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości

Zdaniem szefa litewskiej dyplomacji Rosja w pierwszej kolejności powinna zwrócić się do Komisji Europejskiej z prośbą o wyjaśnienie sankcji - Jeśli wyjaśnienie sankcji przez Komisję Europejską byłoby niewystarczające, to Rosja powinna zwrócić się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości - oświadczył minister spraw zagranicznych Litwy.

Gabrielius Landsbergis stwierdził także, że nie chce spekulować, o jakich środkach odwetowych mówiło rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Podkreślił, że Litwa w tym sporze jest stroną, która kieruje się zasadą praworządności, a jej decyzje opierają się na prawie i jego interpretacji.

Premier Litwy o działaniach UE ws. Rosji i Białorusi: Jesteśmy zdolni tylko do deklaracji

Unia Europejska jest zdolna tylko do deklaracji, szybko traci zainteresowanie, a dyktatorzy rosną w siłę - tak mówiła we wtorek w Parlamencie Europejskim premier Litwy. Ingrida Szimonyte połączyła się zdalnie z uczestnikami czwartej konferencji Kalinowskiego dotyczącej sytuacji na Białorusi, tym razem w kontekście wojny na Ukrainie.

Szefowa litewskiego rządu wymieniła wydarzenia ostatnich lat - wojnę Putina w Czeczenii w 1999 roku, cybernetyczny atak przeciwko Estonii w 2008, rosyjską agresję na Gruzję w 2008, nielegalną aneksję Krymu w 2014 roku. Podkreślała, że za każdym razem Unia zajmuje się kryzysami tylko na chwilę.

- Będziemy mówić - nigdy więcej, będziemy obiecywać pełne i niewzruszone poparcie dla uciskanych i podbijanych, będziemy mówić o tych uciszanych. Ale później nagłówki będą dotyczyły kolejnych tragedii, albo zwycięstwa, kolejnego bohatera, albo ofiary dnia, tygodnia, czy miesiąca. To samo dzieje się z naszą uwagą. Za każdym razem zapewniamy o naszym zaangażowaniu, ale rzadko poświęcamy wystarczająco dużo czasu i wysiłków dla sprawy, która ważna była wczoraj, przed miesiącem czy rokiem. Nie odrabiamy lekcji. Są jak martwy punkt naszej rozproszonej uwagi, a dyktatorzy rosną w siłę - mówiła premier Litwy.

Ingrida Szimonyte powiedziała, że tak było z rosyjskim atakiem na Ukrainę 24 lutego. Unia była zjednoczona i zdeterminowana, a po 100 dniach zaczęły pojawiać się sugestie o "ratowaniu twarzy Putina". Podobnie, jak mówiła szefowa litewskiego rządu, było z Białorusią - po początkowym oburzeniu Unii sfałszowanymi wyborami prezydenckimi i represjami wobec obywateli, zaczęto zastanawiać się nad łagodzeniem podejścia wobec Łukaszenki.

Zobacz wideo Grozi nam recesja techniczna i stagflacja? Kotecki: Przyjdzie silne spowolnienie gospodarcze
Więcej o: