Wojna w Ukrainie. Zniszczone mosty w Siewierodoniecku. Rosjanie mają teraz dwa wyjścia

Mosty zniszczone w Siewierodoniecku to nie tylko ogromny problem dla tamtejszej ludności cywilnej i ukraińskich wojsk, ale i dla Rosjan. Jak poinformowało w czwartek brytyjskie ministerstwo obrony w wywiadowczym raporcie: "Rosja będzie musiała albo przeprowadzić przeprawę przez rzekę, albo posuwać się naprzód na obecnie zablokowanych flankach, aby przekształcić zdobycze taktyczne w przewagę operacyjną".

O tym, że wszystkie mosty prowadzące do Siewierodoniecka zostały zniszczone, że miasto jest zablokowane, a kontakt z cywilami utrudniony,  Serhij Hajdaj, szef ługanskiej administracji wojskowej, informował już 13 czerwca. "Rosjanie nie przejęli miasta do końca - część jest pod kontrolą Ukrainy. Ewakuacja i transport ludzi jest niemożliwy. Mieszkańcy, którzy pozostali w mieście, przetrwają w ekstremalnie trudnych warunkach" - pisał wówczas w mediach społecznościowych.

Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Wojna w Ukrainie. Zniszczone mosty w Siewierodoniecku

W czwartek (16 czerwca) brytyjskie ministerstwo obrony w codziennym raporcie wywiadowczym potwierdziło informację o zniszczonych mostach w Siewierodoniecku. "Ukrainie prawdopodobnie udało się wycofać znaczną część wojsk bojowych, które pierwotnie zajmowały miasto. Sytuacja nadal jest niezwykle trudna dla sił ukraińskich i ludności cywilnej pozostającej na wschód od rzeki".

Brytyjski wywiad pisze też o tym, co zniszczone mosty oznaczają dla Rosjan. "Rosja będzie musiała albo przeprowadzić przeprawę przez rzekę, albo posuwać się naprzód na obecnie zablokowanych flankach, aby przekształcić zdobycze taktyczne w przewagę operacyjną" - przekazano w mediach społecznościowych.

Wojna w Ukrainie. W Donbasie siły bojowe Rosjan mają braki kadrowe

W raporcie przekazano także, że "Siły bojowe Rosji w Donbasie najprawdopodobniej operują w doraźnie tworzonych i mających poważne braki kadrowe zgrupowaniach. Jak twierdzą władze ukraińskie, niektóre rosyjskie batalionowe grupy taktyczne - zwykle liczące od 600 do 800 osób - były w stanie zebrać zaledwie 30 żołnierzy" - przekazano.

Wołodymyr ZełenskiUkraina obawia się ataku z Białorusi. Zełenski zaapelował o gotowość

"Walka na linii frontu może w coraz większym stopniu sprowadzać się do małych grup żołnierzy, zazwyczaj działających pieszo. Niektóre atuty Rosji, takie jak przewaga w liczbie czołgów, stają się w tym środowisku mniej istotne".

Zobacz wideo Dlaczego morze to dobre miejsce na budowę elektrowni wiatrowych?
Więcej o: