Morawiecki: Fakt, że Rosja do tej pory nie przegrała, należy traktować jako jej częściowe zwycięstwo

Premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z niemieckim dziennikiem "FAZ" podkreślił, że sto dni bohaterskiej walki Ukraińców z agresorem to także sto dni narastającej niepewności. "Wielu europejskich polityków odwiedziło Kijów. A jednak wojna trwa nadal. Nawet jeśli Ukraina utrzymała Kijów i Charków i uniemożliwiła Putinowi osiągnięcie jego strategicznych celów: Rosji nie można uznać za przegranego" - wskazał, dodając: "Co więcej, fakt, że Rosja do tej pory nie przegrała, należy traktować jako jej częściowe zwycięstwo".

Na łamach niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" polski premier podkreślił, że wraz z zakończeniem zimnej wojny zatarła się pamięć o jej szczegółach. Nawiązał też do niedawnych słów Henry'ego Kissingera, które spotkały się z krytycznymi głosami m.in. ze strony przedstawicieli ukraińskiego rządu. "Gdy Henry Kissinger stwierdził w Davos, że Ukraina powinna oddać część swojego terytorium Rosji i przystąpić do normalizacji stosunków z Moskwą, miałem uczucie déja vu" - przyznał Morawiecki.

Zobacz wideo Czy NATO wyciągnie wnioski z wojny w Ukrainie?

Morawiecki o stu dniach od napaści Rosji na Ukrainę. "Udowodniła światu dwie rzeczy"

W tekście podsumowującym sto dni wojny w Ukrainie przyznał, że wyznawcy zachodniej myśli politycznej wygłaszają dziś dokładnie te same tezy, które w latach 70. i 80. miały wymusić akceptację prawomocności systemu Związku Sowieckiego. "Nawet jeśli określano go wtedy mianem ‘imperium zła’, to nie brakowało na Zachodzie osób, które gwoli ‘równowagi sił’ opowiadały się za jego współistnieniem" - napisał premier.

Proces rozpadu ZSRR zaskoczył tych, którzy uznawali historię za zdeterminowaną. W 1920 roku Polska zatrzymała nawałnicę bolszewicką, a 60 lat później Solidarność zainicjowała zmiany, skutkujące upadkiem komunizmu. Ci, którzy nie doceniają ‘siły bezsilnych’, nie znają historii

- dodał.

Morawiecki podkreślił także, że wojna w Ukrainie "miała trwać kilka dni".

Kiedy 24 lutego wojska rosyjskie wkroczyły na Ukrainę, mało kto wierzył, że uda się je powstrzymać. Gdyby Kijów upadł lub Ukraina przegrała wojnę, nikt nie miałby prawa mieć o to pretensji. Zaatakowało przecież imperium, które przez kilka wieków współkształtowało porządek świata

- zaznaczył, dodając, że w ciągu stu dni wojny Ukraina udowodniła światu dwie rzeczy.

Po pierwsze: że dawna potęga Rosji jest dziś znacznie mniej imponująca, niż wielu sądziło. Po drugie: że nawet mniejszy naród może stawić opór większemu, jeśli ma niezłomny charakter. Zadziwiające, że trzeba o tym przypominać Kissingerowi, który przecież z bliska obserwował wojnę w Wietnamie

- stwierdził we fragmencie cytowanym przez PAP. Dodał też:

To dni chwały Ukrainy to jednocześnie sto dni ogromnej niepewności. Każdego dnia Ukraińcy muszą zadawać sobie pytanie, czy rzeczywiście mogą liczyć na wolną i demokratyczną Europę (...)
wojna trwa nadal. Nawet jeśli Ukraina utrzymała Kijów i Charków i uniemożliwiła Putinowi osiągnięcie jego strategicznych celów: Rosji nie można uznać za przegranego. Co więcej, fakt, że Rosja do tej pory nie przegrała, należy traktować jako jej częściowe zwycięstwo.

W piątek Mateusz Morawiecki zamieścił też w mediach społecznościowych wpis odnoszący się do stu dni wojny w Ukrainie.

W ciągu 100 dni Ukraina udowodniła światu dwie rzeczy. Po pierwsze, że dawna potęga Rosji jest dziś dalece mniej imponująca, niż się wielu wydawało. Po drugie, że nawet mniejszy naród może przeciwstawić się większemu, jeśli wykaże się niezłomnością charakteru
Czas najwyższy byśmy uwierzyli w zwycięstwo tak samo mocno jak Ukraina. Bo panami historii nie zawsze są ci, którzy są najsilniejsi. Panami historii są często, ci którzy potrafią ze swej siły wyciągnąć maksimum możliwości

- napisał.

Więcej o: