Stwórz polskiego BWP, ale skąp na przyśpieszenie prac. Odkryj, że Rosja i trzeba sprzętu na wczoraj, więc zacznij patrzeć na zagraniczne

Opracowaliśmy nasz własny bojowy wóz piechoty i to dobry? No to kupmy starszy i gorszy koreański, bo rozruszanie produkcji polskiego będzie długo trwało, a sprzęt potrzebny na wczoraj. Co z tego, że od lat sugerowano rozwiązanie tego problemu. Wtedy się nie dało, teraz jest późno.

Wielkie wojenne przyśpieszenie zakupowe w MON niesie z sobą wieści dobre (przyśpieszenie zakupów systemów przeciwlotniczych czy artylerii rakietowej), ale też takie wywołujące wielkie kontrowersje. Do tych drugich należy potencjalny zakup w Korei Południowej bojowych wozów piechoty K21 lub AS21.

Pieniędzy starczyło tylko na opcję "róbcie to powoli"

Do niedawna zakładano, że nowym podstawowym bojowym wozem piechoty (BWP, potocznie "bewup") polskiego wojska, będzie opracowany w Polsce pojazd Borsuk. Teraz są nimi antyczne radzieckie BWP-1, które w Polsce nigdy nie przechodziły modernizacji i reprezentują poziom technologiczny ZSRR lat 60. i 70. Sytuacja katastrofalna, ponieważ bewupy to podstawowy środek transportu i wsparcia na polu walki dla piechoty zmechanizowanej, czyli głównego filaru całych wojsk lądowych. O konieczności ich jak najszybszej wymiany wiadomo właściwie od lat 90., ale były inne priorytety w realiach, kiedy na wszystko brakowało pieniędzy.

Prace nad następcą BWP-1 na dobre ruszyły dopiero w 2014 roku, kiedy podpisano umowę na opracowanie takiego pojazdu przez konsorcjum polskich firm z Hutą Stalowa Wola na czele. Nazwano go Borsuk. Wcześniej było kilka prób i propozycji ze strony przemysłu (np. wóz Anders), ale nie znalazły akceptacji ze strony MON i wojska. Dopiero w ramach programu Borsuk miał zostać opracowany właściwie od podstaw pojazd zgodny z wyśrubowanymi oczekiwaniami żołnierzy i ministerstwa. Istotny był między innymi wymóg pływania pojazdu (do pokonywania rzek i jezior) przy zachowaniu wysokiej odporności pancerza (im grubszy tym cięższy, co ciężko pogodzić z pływaniem). Niemal równocześnie zaczęto pracować nad nową polską bezzałogową wieżą z uzbrojeniem - ZSSW-30.

Choć oczekiwania wojska odnośnie do Borsuka były bardzo wyśrubowane, to na cały program opracowania i przetestowania przeznaczono tylko 75 milionów złotych. To drobne w porównaniu do innych podobnych programów. Na przykład podobny kontrakt na prace nad przyszłym K21 podpisany w 2003 roku opiewał na równowartość 77 milionów dolarów. Pomimo tego w 2019 roku zaprezentowano prototyp Borsuka i zaczęły się wszechstronne testy, które trwają do dzisiaj. Nowy pojazd, wysokie wymagania, nie ma siły, żeby nie trzeba było czegoś poprawiać.

Dron NeoX2 podczas próbZakup dronów Wizjer dla polskiego wojska

Właściwe od początku prac ze strony przemysłu nieoficjalnie, jak i publicznie w mediach branżowych pojawiały się sugestie zasilenia programu dodatkowymi pieniędzmi, aby można było zbudować więcej prototypów niż jeden, a co za tym idzie przyśpieszyć cały proces testów, badań i dopracowywania konstrukcji. - O tym mówiono właściwe od momentu podpisania umowy. Było wiadomo, że taki jej kształt najpewniej doprowadzi do istotnych opóźnień w realizacji - mówi Gazeta.pl Bartłomiej Kucharski, dziennikarz miesięcznika "Wojsko i Technika". No bo przecież polscy żołnierze jeżdżą w antycznych BWP-1, więc powinno nam zależeć na czasie, a mowa o dodatkowych dziesiątkach milionów złotych, czyli jak na budżet MON żadne bajońskie kwoty. Nie dało się.

Udało się dopiero teraz, kiedy za naszą granicą wybuchła wojna na dużą skalę, zapanował strach i nastąpiło przyśpieszenie w nieruchawych procesach zakupowych. 27 kwietnia rzecznik Agencji Uzbrojenia ppłk Krzysztof Płatek ogłosił, że zamówione zostały cztery dodatkowe prototypy. Krok chwalebny, choć bardzo spóźniony. Zamówić te cztery pojazdy można było już pod koniec 2020 roku. Teraz próby mają się zakończyć w ciągu maksymalnie roku, choć kiedyś mówiono, że stanie się to już w 2021 roku. Tylko oczywiście testy i próby zajęły więcej czasu, bo jak ma się tylko jeden pojazd, to jak coś się zepsuje, coś trzeba poprawić, to wszystko stoi i rośnie opóźnienie. Dodatkowe pojazdy mają głównie posłużyć wojsku do wypracowania zasad ich użycia i obsługi. Deklarowana kiedyś gotowość do produkcji seryjnej w 2022 roku to też już bajka. Aktualnie mowa o 2024.

 

Najpierw miało być spokojnie, teraz na wczoraj

Dodatkowo pojawił się kolejny problem, czyli spodziewana skala produkcji. Do wymiany mamy około 870 BWP-1 (wynika to z liczby batalionów zmechanizowanych, z których każdy dysponuje 58 bewupami), do tego potrzeba jeszcze z pół tysiąca podwozi na różne pojazdy specjalistyczne, czyli dowodzenia, wsparcia technicznego czy wykrywania skażeń. Mowa więc o ponad tysiącu podwozi. Ogromna liczba. Tymczasem jaką skalę produkcji zakładano do niedawna? 588 samych bewupów Borsuk do 2035 roku, bez konkretnych informacji o wariantach specjalistycznych. Czyli mniej więcej 50 sztuk bewupów rocznie, zakładając start produkcji przed rokiem 2025 i początkowo jej mniejszą skalę. Tyle chciało wojsko, bo przy dotychczasowych poziomach finansowania na więcej nie było pieniędzy i nie dałoby się więcej przyjmować do służby w ciągu roku, ponieważ wymaga to przeszkolenia ludzi i stworzenia zaplecza technicznego. Tylko to oznaczało, że pozbędziemy się antycznych radzieckich BWP-1 gdzieś w połowie lat 30. XXI wieku. Delikatnie rzecz biorąc późno, ale pomimo tego przez lata taki był plan.

Dopiero teraz w atmosferze wojennej ta mała skala produkcji stała się problemem. Ze strony Polskiej Grupy Zbrojeniowej padają aktualnie deklaracje, że HSW jest w stanie w pierwszym roku produkcji dostarczyć wojsku batalion Borsuków (58 sztuk), a w kolejnym w razie potrzeby podwoić tę liczbę. Wszystko ma zależeć od oczekiwań i pieniędzy. Rozważane jest też stworzenie dodatkowej linii produkcyjnej w innych zakładach, co by mogło w przyszłości podnieść możliwości produkcji do prawie trzech batalionów rocznie (mowa o 150-160 sztuk), co oznacza przezbrojenie wszystkich obecnych batalionów zmechanizowanych (a jest bardzo prawdopodobne, że będzie ich miało być więcej wobec planów rozbudowy wojska) gdzieś do końca tej dekady. Czy wojsko będzie w stanie od razu z nich efektywnie korzystać, to już inna sprawa.

Choć o takim odległym terminie pozbycia się ze stanu antycznych BWP-1 wiadomo właściwie od początku programu Borsuk, dopiero teraz MON zaczął głośno mówić, że to problem. - Choć wcześniej ten sam MON nie zrobił absolutnie nic, aby przyśpieszyć prace - mówi Kucharski. Nie przeszkadza to teraz wojsku i ministerstwu głosić, że Borsuki oczywiście zostaną kupione i będą super, ale za późno, więc trzeba "zdolności pomostowej". To w urzędowym wojskowym języku określenie na kupienie jakiejś zapchajdziury, bo to, co mamy z czasów PRL dosłownie się rozsypuje, a na upragnionego docelowego następcę trzeba dłużej poczekać. I tutaj na scenę wkracza Korea Południowa.

MRAP Coguar 4x4 (P) i transporter opancerzony Rosomak (L) polskiego wojska podczas patrolu w AfganistaniePółdarmo z amerykańskiego demobilu. Bierzemy 300

Nagły zwrot koreański

O możliwym zakupie koreańskich "pomostowych" bewupów plotki krążą od tygodni. Zostały rozniecone przez niedwuznaczne komunikaty ze strony ministra Mariusza Błaszczaka, który udał się na wizytę do Korei Południowej. W jej trakcie oglądał między innymi koreańskie bojowe wozy piechoty K21 i AS21. Na jego profilu na Twitterze pojawił się później taki wpis: "Zamierzamy maksymalnie wykorzystać możliwości produkcyjne polskiej zbrojeniówki przy zakupach BWP Borsuk i armatohaubic Krab. Sprzęt z Korei jeszcze bardziej wzmocni nasz potencjał w tym obszarze. Musimy się szybko dozbroić i wykorzystujemy każdą możliwość zwiększenia siły WP." Konkretów nie było i żadnej umowy nie podpisano.

Koreański portal Daum napisał jednak więcej, niż chciał powiedzieć MON. Relacjonując wizytę ze swojego punktu widzenia, Koreańczycy stwierdzili, że firma Hanwha promuje kontrakt eksportowy na pojazd AS21, nazywany inaczej Redback i "wydaje się, że odbyły się na ten temat rozmowy." Taką możliwość wzmacnia wpis ppłk Płatka na Twitterze, który przyznał, że rozważana jest możliwość zakupu innych BWP niż Borsuk, ponieważ po pierwsze wojsko chciałoby cięższego i mocniej opancerzonego pojazdu, no i chciałoby ich szybciej niż HSW może produkować swoje. Podobny komunikat padł ze strony płk. Andrzeja Jośko z Dowództwa Generalnego RSZ podczas konferencji Defence24 DAY pod koniec maja.

K21 to obecnie podstawowy bewup południowokreańskiej armii. Wyprodukowano trochę ponad pół tysiąca. Konstrukcja z początku wieku, która pod pewnymi względami ma być gorsza od Borsuka. Na przykład odporności na wybuchy min czy zaawansowania systemów obserwacji i uzbrojenia. Dodatkowo może pływać tylko po nadmuchaniu dużych gumowych pontonów, które mogą być podatne na przebicie podczas ostrzału. Borsuk pływa po prostu za sprawą wyporności kadłuba. AS21 to nowoczesne daleko idące rozwinięcie K21, przygotowane głównie z myślą o Australii. Pojazd niepływający i znacznie silniej opancerzony. Nie wszedł jednak jeszcze do produkcji.

Przynajmniej oficjalnie decyzje o zakupie koreańskich bewupów jeszcze nie zapadły. Jednak można być pewnym, że jeśli rzeczywiście MON się na nie zdecyduje, to spadnie presja na jak najszybsze i na jak największą skalę wdrożenie polskiego Borsuka. Zmniejszy się też na pewno planowana liczba tych pojazdów w polskim wojsku. Czyli polskie ministerstwo aktywnie zaszkodzi bardzo perspektywicznemu uzbrojeniu made in Poland, po tym jak przez lata ignorowało sugestie poniesienia nie tak dużych wydatków, aby przyśpieszyć jego opracowanie i ewentualną produkcję. Dodatkowo skomplikuje logistykę i podniesie koszty utrzymania wojska, w którym pojawi się więcej typów pojazdów tej samej klasy. Wszystko na podstawie argumentacji, że nagle sobie zdaliśmy sprawę, jak groźna jest Rosja i jak szybko musimy wycofać BWP-1. Co więcej, nagle też chcemy mocniej opancerzonego BWP, choć od początku programu Borsuk wojsko bezwzględnie chciało pojazdu pływającego, czyli słabiej opancerzonego. Taki wymóg właśnie z tego powodu był bardzo kontrowersyjny, ale wojskowi postawili na swoim. Teraz kiedy Borsuk jest na ostatniej prostej testów, nagle okazuje się, że ciężkie bewupy jednak też są niezbędne.

Tak właśnie wygląda planowanie modernizacji naszego wojska. Najpierw długo się nie da, choć wiadomo, że jest źle, a potem trzeba łatać dziury w trybie awaryjnym, kiedy rdza przeżre się przez liczne warstwy zakrywającej ją farby. Oczywiście najłatwiej wydając bez przetargu miliardy złotych w firmach zagranicznych.

Zobacz wideo
Więcej o: