Się sypało, ale się nie posypało. Ukraińcom do przegrywania daleko [SYTUACJA NA FRONTACH]

Szybkie postępy rosyjskiego wojska w Donbasie okazały się krótkotrwałe. Ukraińcom udało się ustabilizować sytuację w rejonie Popasnej, choć nadal generalnie się cofają. Znów robią to jednak powoli i raczej planowo. W rejonie Chersonia rozpoczęli natomiast kolejny kontratak.

W porównaniu do podsumowania sytuacji tydzień temu teraz można mówić o względnym sukcesie Ukraińców. W Donbasie Rosjanie nadal atakują i posuwają się naprzód, ale ponownie w powolnym tempie, przebijając się przez ukraińskie pozycje dużym kosztem. Bez ryzyka spektakularnych postępów i rozbijania czy okrążania oddziałów Ukraińców.

Sytuacja się ustabilizowała

Kluczowe w opanowaniu sytuacji było to co się stało pomiędzy miejscowościami Popasna i Bachmut. Tę pierwszą, silnie umocnioną i bronioną przez Ukraińców zażarcie właściwie od początku wojny, Rosjanie zdobyli na początku maja. Następnie w ten osłabiony punkt ukraińskiej obrony rzucili znaczne siły trzymane w rezerwie, między innymi doborowe oddziały wojsk powietrznodesantowych, piechoty morskiej i najemników. Efektem było przełamanie ukraińskiej obrony i szybkie postępy w tempie niewidzianym właściwie od początku ofensywy w Donbasie.

Do dzisiaj jest jednak ewidentne, że po pokonaniu maksymalnie około 15 kilometrów w linii prostej, rosyjskie uderzenie straciło impet. Ukraińcy zdołali wykrwawić i zatrzymać atakujących, choć według szczątkowych doniesień sami też ponieśli poważne straty. Już od kilku dni nie ma informacji o kolejnych zajętych miejscowościach w tym rejonie, choć zacięte walki trwają. Wręcz przeciwnie, Ukraińcy mieli trochę odrzucić Rosjan od kluczowej drogi z Bachmutu do Siewierodoniecka, która, choć ostrzeliwana artylerią, nadal jest przejezdna. Czy taka sytuacja utrzyma się dłużej, nie ma pewności.

Sytuacja w Donbasie. Stan na 30 majaSytuacja w Donbasie. Stan na 30 maja Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Efekt jest jednak taki, że nie wygląda na to, aby Ukraińcy musieli się pośpiesznie wycofywać ze wschodniego Donbasu. Ryzyko zamknięcia broniących się tam sił w okrążeniu stało się bardziej odległe. Nie oznacza to jednak, że nierealne. W Siewierodoniecku, najdalej na wschód wysuniętym punkcie oporu Ukraińców, Rosjanie odnotowują istotne postępy. Wkroczyli już do mniej więcej połowy miasta, choć nie jest pewne czy tę połowę miasta już faktycznie kontrolują. Mają trwać walki, jednak wygląda na to, że wbrew przypuszczeniom Ukraińcy nie zdecydowali się bronić w Siewierodoniecku do upadłego. Możliwe, że będą woleli cofnąć się za rzekę Doniec płynącą obok miasta, gdzie na drugim brzegu są wzgórza i kolejne miasto, Lisyczańsk.

Ostrzał ukraińskich pozycji przez Rosjan przy pomocy amunicji zapalającej

Istotny sukces Rosjanie odnieśli natomiast dalej na Zachód, w Łymaniu. To ostatnie większe miasto i niegdyś ważny węzeł komunikacyjny, które było pod kontrolą Ukraińców i znajduje się na północnym brzegu Dońca. Rosjanie już tydzień temu praktycznie otoczyli miejscowość z trzech stron. Za plecami obrońców zostały jedynie lasy i Doniec ze zniszczonymi mostami. Po ciężkim ostrzale artyleryjskim Rosjanie zdołali w dwie doby zająć miasto. Ukraińcy wycofali się bez stawiania poważnego oporu. Wszystko wskazuje na to, że mają zamiar schować się za Doniec i bronić się wykorzystując rzekę, gdzie tylko się da.

Gdzie indziej w Donbasie Rosjanie nie mogą mieć powodów do zadowolenia. Choćby w rejonie Izium jedno z ważnych miasteczek rzekomo zajęte przez nich już dwa tygodnie temu, okazało się być jednak nadal w ukraińskich rękach. Dodatkowo Ukraińcy kontratakowali i odbili inną ważną miejscowość w tym rejonie, Wełyką Komyszuwachę. Po drugiej stronie terenów kontrolowanych przez ukraińskie wojsko, w pobliżu Doniecka, wyglądające przez chwilę groźnie uderzenie w rejonie Awdijiwki zostało zatrzymane po pierwszych sukcesach. Walki w tym rejonie ciągle trwają, ale tak samo jak właściwie od początku wojny. Bardzo ograniczone postępy w terenie, które kosztują Rosjan proporcjonalnie ogromne straty.

Zdobyty przez Ukraińców rosyjski T-80, holujący zdobytego rosyjskiego T-64

Gdzie indziej Ukraińcy próbują

Na drugim kluczowym obszarze działań, w rejonie Charkowa, ukraińska kontrofensywa ewidentnie wytraciła impet po sukcesach na początku maja. Rosjanie ciągle trzymają się szerokiego na kilkanaście kilometrów pasa przy granicy. Przez cały ubiegły tydzień toczyły się w tym rejonie walki, głównie w rejonie miejscowości Ternowa, którą obecnie mają kontrolować Ukraińcy. Jednak generalnie sytuacja się ustabilizowała. Nie ma jasności, czy z powodu rosyjskiego oporu wzmocnionego posiłkami, czy po prostu ograniczonych ukraińskich sił. Być może z połączenia obu tych czynników. Według części źródeł Ukraińcy mają jednak utrzymywać wywalczony początkowo przyczółek na wschodnim, "rosyjskim" brzegu Dońca w rejonie Starego Sałtiwa. To cenna dla nich rzecz, bo istotnie ułatwiająca ewentualny atak dalej na wschód na zaplecze rosyjskich oddziałów walczących w Donbasie.

Sytuacja w rejonie Charkowa. Stan na 30 majaSytuacja w rejonie Charkowa. Stan na 30 maja Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Na znaczeniu w ostatnich dniach zyskała natomiast sytuacja w rejonie Chersonia. Od właściwie dwóch miesięcy stan posiadania obu stron się tam nie zmieniał, nie licząc ograniczonych starć o kilka wsi. Główną formą walki były wzajemne ostrzały artyleryjskie. W ostatnich dniach Ukraińcy zaczęli jednak długo przepowiadaną ofensywę, do której gromadzono siły w rejonie Krzywego Rogu. Uderzyli mniej więcej w połowie obszaru kontrolowanego przez Rosjan na północnym brzegu Dniepru. Przekroczyli jedyną większą przeszkodę terenową w postaci rzeki Ingulec i zdołali posunąć się o nawet kilkanaście kilometrów naprzód w jednym miejscu, do rejonu wsi Kostromka. Na tym szybkie postępy chyba się jednak skończyły.

Rosyjskie źródła twierdzą, że kiedy tylko ukraińskie natarcie zostało dość dobrze zlokalizowane i rozpoznane, to zostało zatrzymane głównie przez uderzenia z powietrza i przy pomocy artylerii. Atakując, Ukraińcy mieli wysunąć się spod swojego parasola przeciwlotniczego, czyli rozstawionych dalej od frontu stanowisk wyrzutni rakiet, przez co rosyjskie samoloty i śmigłowce mogły swobodniej ich atakować. Poruszając się po płaskim i słabo zadrzewionym stepie byli natomiast dość dobrze widoczni, przez co ściągnęli na siebie artylerię. Rosjanie mieli użyć odwodów i zatrzymać Ukraińców, przynajmniej na razie. Nie ma jasności, jakie siły ci zaangażowali do tego ataku i czy to było coś ograniczonego, czy dopiero wstęp.

Sytuacja w rejonie Chersonia. Stan na 30 maja. Ukraiński kontratak to niebieskie strzałki w środkowej częściSytuacja w rejonie Chersonia. Stan na 30 maja. Ukraiński kontratak to niebieskie strzałki w środkowej części Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Jeśli to, co twierdzą Rosjanie, choć częściowo jest prawdą, to dobrze pokazuje o ile trudniejsze dla Ukraińców będzie odbijanie swojego terytorium, w porównaniu do jego obrony. Ofensywa zawsze jest trudniejsza. Zwłaszcza kiedy by chcieć przeprowadzać ją szybko, uderzając głęboko w zaplecze przeciwnika i wykonując szeroko zakrojone manewry. Trzeba jednak jeszcze poczekać, żeby móc ocenić czy na tym niewielkim sukcesie się skończyło. Uderzając w tym regonie, Ukraińcy najpewniej chcieliby dotrzeć do Dniepru i tamy w Nowej Kachowce, przez którą biegnie droga będąca podstawowym szlakiem zaopatrzeniowym Rosjan w tym regionie.

Ukraińska artyleria polująca na Rosjan w rejonie Zaporoża

Ostatni rejon walk to front ciągnący się od Zaporoża do Doniecka. Tutaj sytuacja pozostaje generalnie niezmienna od dwóch miesięcy. Toczone są walki o ograniczonej skali, które nie prowadzą jednak do istotnych zmian w kontrolowanym terenie. Większość czasu obie strony skupiają się na wzajemnym ostrzale artylerią. Z rosyjskich źródeł wynika, że większość frontu jest tu obsadzona niskiej jakości oddziałami złożonymi z rezerwistów i przymusowych poborowych z republik separatystycznych. Ukraińcy mają ich nieustannie ostrzeliwać, powodując istotne straty.

Zaporoże, stan na 30 majaZaporoże, stan na 30 maja Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Nikt nie wygrał, nikt nie przegrał

Generalnie sytuacja na początku czerwca wydaje się być bardziej stabilna niż jeszcze tydzień wcześniej. Rosjanie nadal posuwają się naprzód w Donbasie, ale ponownie na zasadzie powolnego spychania Ukraińców przy użyciu przytłaczającego ognia artylerii i koncentrowania na wybranych odcinkach przeważających sił. Nie widać już ryzyka jakiegoś szybkiego rozsypania się ukraińskiej obrony i pośpiesznego odwrotu. Ponownie mamy do czynienia ze zdeterminowanym oporem, choć nie straceńczym, bo z kiepskich pozycji obronnych Ukraińcy raz po razie się wycofują.

Nie zmienia to faktu, że ukraińskie wojsko ponosi w tego rodzaju walkach poważne straty. Głównie od ognia artylerii. Sam prezydent Wołodymir Zełeński przyznał, że każdego dnia w Donbasie ginie od 60 do 100 ukraińskich żołnierzy, a około 500 zostaje rannych.  Regularnie pojawiają się nagrania wystąpień pododdziałów, które narzekają na złe zaopatrzenie, braki w uzbrojeniu i konieczność toczenia zaciętych walk z przeciwnikiem dysponującym znaczną przewagą w ciężkim sprzęcie. Na szczęście z drugiej strony napływa również wiele tego rodzaju sygnałów. Rosyjskie oddziały mają być mocno wykrwawione ponawianymi raz po razie od ponad miesiąca atakami na umocnionych Ukraińców.

Ciągle to jest ten sam wyścig na to, kto szybciej poniesie poważniejsze straty. Takie, które będą stanowiły na tyle poważną część ogólnych sił, że uniemożliwią w praktyce dalszy atak lub obronę. To, że Rosjanie nieustannie posuwają się naprzód, wolniej lub szybciej, nie czyni ich jeszcze zwycięzcami. To, że Ukraińcy ponoszą poważne straty, wiele ich miast w Donbasie obróciło się w gruzy i ciągle oddają teren, nie czyni ich jeszcze przegranymi. Jeśli Rosjanie swoje postępy okupią taką daniną krwi i sprzętu, że stracą zdolność do dalszej ofensywy i nie osiągną deklarowanego początkowo celu w postaci zajęcia całego Donbasu, to im bliżej będzie do przegranej. Zwłaszcza że wykrwawiając się teraz tam, czynią się podatniejszymi na kontrataki w rejonie Chersonia, Zaporoża czy Charkowa. Generalnie patrząc, to po ponad trzech miesiącach wojny, która miała się skończyć upadkiem Ukrainy w ciągu kilku dni, powolne i kosztowne zajmowanie części Donbasu oraz pat na innych odcinkach frontu trudno nazwać rosyjskim wygrywaniem. Choć i do ukraińskiego zwycięstwa daleko.

Zobacz wideo
Więcej o: