"Do uciekinierów strzelać". BBC ujawnia instrukcje policji z chińskich obozów koncentracyjnych

Pomimo zapewnień o zakończeniu praktyk stosowanych wobec muzułmańskich mniejszości, Chiny dalej masowo przetrzymują w obozach Ujgurów - wynika ze śledztwa BBC. W reportażu stacji ujawniono dane pokazujące tysiące więźniów poddanych "reedukacji" oraz brutalne praktyki służb. Chińskie władze odcinają się od oskarżeń i przekonują, że ich "walka z ekstremizmem" jest skuteczna.
Zobacz wideo Jakie mamy narzędzia, aby ukarać ludzi, którzy łamią prawo w rezerwatach?

Wielki zbiór dokumentów, do których dotarli dziennikarze BBC, pokazuje drastyczne, groźne dla zdrowia i życia metody, które są stosowane w chińskich obozach internowania. Na podstawie tych i innych informacji dziennikarze brytyjskiej stacji zrekonstruowali praktyki stosowane w jednym z obozów.

BBC ujawnia nowe informacje o torturowaniu Ujgurów w Chinach

Przedstawiciele muzułmańskiej mniejszości - Ujgurzy - są przetrzymywani w obozach w autonomicznym regionie Sinciang na północnym zachodzie Chin (na świecie jest 13,5 mln Ujgurów, większość z nich mieszka właśnie w liczącej 1,6 mln kilometrów kwadratowych chińskiej prowincji). Kiedyś stanowili ponad 70 procent ludności regionu, potem jednak nastąpił napływ chińskich osadników, którzy stali się większością Sinciang.

Chiny są oskarżane o łamanie praw człowieka względem ujgurskiej mniejszości, o przemoc, gwałty i przymusową pracę. M.in. rząd Stanów Zjednoczonych określił działania Chin wobec Ujgurów jako ludobójstwo, a ośrodki są nazywane obozami koncentracyjnymi. Pekin utrzymuje, że sieć ośrodków internowania to "szkoły", których celem jest "reedukacja" i "walka z ekstremizmem". Ich "uczniowie" mają zapisywać się z własnej woli. Jednak treść akt policyjnych, które wyciekły i zostały opisane przez BBC, pokazują co innego. 

Zestaw dokumentów zawiera m.in. treść tajnych przemówień wysokich rangą urzędników, tysiące zdjęć ujgurskich więźniów, arkusze kalkulacyjne szczegółowo opisujące ich status internowanych oraz dane osobowe setek policjantów. Dziennikarze dostali je z anonimowego źródła, które twierdzi, że zhakowało policyjne komputery. Dokumenty zostały zweryfikowane.

Kajdanki dla chorych, strzał z broni dla uciekinierów 

W opisywanym przez BBC obozie w Shufu w Sinciang przetrzymywanych jest 3722 "uczniów", których pilnuje 366 policjantów. Cześć z nich jest uzbrojona w broń palną. Obserwują wejścia i mury, pilnują korytarzy i dziedzińców. Wyposażeni w pałki i tarcze policjanci pilnują też "uczniów" w czasie lekcji. 

Dokumenty opisują m.in. zasady użycia broni wobec więźniów. Policjanci mają rozkaz strzelania w przypadku ucieczki. Po oddaniu strzałów ostrzegawczych, jeśli "student" nadal będzie próbował uciekać, rozkaz jest jasny: "zastrzelić go". Po próbach ucieczki należy podjąć działania w celu "ustabilizowania myśli i emocji pozostałych uczniów".

Kolejna instrukcja dotyczy przewożenia między ośrodkami. Osoby przenoszone powinny mieć zawiązane oczy, ręce i stopy skute kajdankami. Nie ma wyjątków dla chorych więźniów. Na to, że instrukcje są prawdziwe, wskazują m.in. nagrania z ośrodków, które wyciekły w ostatnich latach. 

Chiny przekonują, że w obozach są oferowane "wdzięcznym i chętnym" Ujgurom i innym mniejszościom lekcje, które uchronią ich przed "zagrożeniem terroryzmem i ekstremizmem". I rzeczywiście - jak podaje BBC - pewne elementy systemu przypominają szkołę, w której więźniowie uczą się języka chińskiego i recytowania z pamięci propagandowych sloganów. Jednak - jak podkreśla brytyjska stacja - obozy mają przymusowy i surowy charakter, a ich celem jest "zlikwidowanie niemal każdego aspektu ujgurskiej tożsamości i zastąpienie go wymuszoną lojalnością wobec partii komunistycznej".

Portrety z obozów

Wśród danych pozyskanych przez BBC są tysiące zdjęć osób, które zostały uwięzione - są wśród nich i osoby starsze, i nastolatkowie. U wielu z nich widać ślady stosowania przemocy. Na niektórych - poza uwięzionymi - w tle stoją funkcjonariusze z pałkami. 

Niektóre z osób zidentyfikowano jako zaginionych krewnych Ujgurów mieszkających poza Chinami, z którymi skontaktowała się BBC. Dziennikarze zadzwonili też na numery telefonów policjantów i w niektórych przypadkach ci potwierdzili, gdzie i w jakim charakterze pracują. 

Od 2019 roku Chiny zaczęły mówić, że kolejne obozy reedukacyjne są zamykane, a "uczniowie" ukończyli "naukę". Ale zebrane przez dziennikarzy dowody pokazują, że wiele z ośrodków dalej funkcjonuje. Czasem przemianowane na "więzienie" lub "centrum zatrzymań".

ONZ ma "obawy"

Krótko przed ujawnieniem wyników śledztwa BBC, Michelle Bachelet, pełniąca funkcję Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka, odbyła sześciodniową wizytę w Chinach.

W jej trakcie planowane było odwiedzenie regionu Sinciang. Michele Bachelet odbyła wirtualne spotkanie z szefami około 70 misji dyplomatycznych działających w Chinach. Wysoka Komisarz otrzymała zapewnienie władz, że będzie mogła odwiedzić obozy, w których przetrzymywani są muzułmanie z Sinciangu, a także spotkać się z obrońcami praw człowieka.

Po wizycie podkreśliła, że jej celem nie było prowadzenie śledztwa, tylko dialog z różnymi aktorami życia społecznego i politycznego, na wiele tematów.  - Podzielam obawy wielu agend ONZ zajmujących się prawami człowieka, dotyczące przepisów i polityki przeciwdziałania terroryzmowi i radykalizmowi oraz ich stosowania - powiedziała Bachelet. - W Regionie Autonomicznym Sinciang zgłaszałam pytania i obawy dotyczące stosowania środków walki z terroryzmem i deradykalizacji oraz ich szerokiego zastosowania - zwłaszcza ich wpływu na prawa Ujgurów i innych mniejszości muzułmańskich - stwierdziła. 

Powiedziała, że "nie jest w stanie" ocenić skali represji wobec Ujgurów, a chińskie władze zapewniły, że system reedukacji przestał funkcjonować.

"Chińskie władze nie chcą zrozumieć, że w XXI wieku nie ma miejsca na obozy koncentracyjne i pracę przymusową"

Nowe informacje z chińskich obozów, w których przetrzymywani są Ujgurzy, pojawiają się co jakiś czas - wcześniej BBC ujawniło m.in., że dochodzi w nich do przymusowej sterylizacji ujgurskich kobiet. W 2019 informacje o warunkach w obozach opisywał "The New York Times", z przeprowadzonych rok później szacunków wynikało, że w Sinciangu może istnieć ponad 380 obozów. - Chińskie władze nie chcą zrozumieć, że w XXI wieku nie ma miejsca na obozy koncentracyjne i pracę przymusową, więc jedynym wyjściem jest podnoszenie dla nich kosztów kontynuowania tej polityki - mówił  w rozmowie z PAP ekspert ds. chińskich z OSW, dr Michał Bogusz.

Więcej o: