Putin zrobił nam prezent. "Bałtyk będzie teraz zdominowany przez NATO"

Bałtyk zamienia się w strefę zdominowaną przez NATO. Finlandia i Szwecja, składając wnioski o przyłączenie się do Sojuszu, znacznie wzmocniły nasze bezpieczeństwo. Możemy za to dziękować głównie jednemu człowiekowi - Władimirowi Putinowi.

- To istotne wzmocnienie bezpieczeństwa naszego państwa. Absolutnie. Zwłaszcza wobec daleko idącej słabości naszej Marynarki Wojennej - mówi Gazeta.pl generał Mieczysław Gocuł, były szef Sztabu Generalnego RP. Finlandia i Szwecja może na papierze nie mają potężnych sił zbrojnych, ale są one w przemyślany sposób skrojone pod możliwości obu państw oraz warunki, w jakich może przyjść im walczyć.

- To nie są kraje, które chcą wejść do NATO na kredyt. Oba dysponują istotnym potencjałem, który wzmocni sojusz - uważa gen. Gocuł.

Zobacz wideo

Od przyjaźni do sojuszu

Jeszcze pół roku temu trudno było sobie wyobrazić taki rozwój sytuacji. Finowie i Szwedzi owszem utrzymywali dobre i bliskie relacje z NATO, ale nie mieli planów wstępowania do Sojuszu. Oba państwa ceniły sobie swoją neutralność i pozostawanie na uboczu sporów NATO-Rosja. Poparcie społeczne dla ewentualnej akcesji oscylowało w Finlandii od lat w rejonie 20-30 procent. W Szwecji było nieco wyższe, ale nadal w rejonie 30-40 procent. Tyle pozwalało na utrzymywanie partnerstwa z NATO, ale nie na dążenie do formalnego wstąpienia do układu.

- Od wielu lat przy tworzeniu sojuszniczych planów działania w obszarze Morza Bałtyckiego traktowano Finlandię i Szwecję jako państwa partnerskie, współdziałające. Nawet przy założeniu ich formalnej neutralności. Bo będąc neutralnym można być obojętnym albo pomocnym. I zakładano to ostatnie, pewnego rodzaju wsparcie dla NATO - mówi gen. Gocuł. W ostatnich latach coraz częściej wojska Finlandii i Szwecji wspólnie ćwiczyły z siłami Sojuszu. Zwłaszcza jeśli chodzi o działania w powietrzu.

- Jako kraje partnerskie brali też udział od lat w ćwiczeniach zarządzania kryzysowego. Ich oficerowie regularnie pojawiali się na różnych spotkaniach. Zapamiętałem ich jako zawsze bardzo dobrze wyszkolonych, z dużą wiedzą, rzeczowych i asertywnych - mówi były szef Sztabu Generalnego.

Finowie i Szwedzi zakładali, że zagrożenie dla nich ze strony Rosji jest na tyle małe, że wstąpienie do NATO i uwikłanie się w rywalizację obu potęg tylko zwiększy szanse uwikłania się w prawdziwy konflikt. Woleli więc budować swoje specyficzne siły zbrojne, zaprojektowane tak, aby maksymalnie zniechęcić Moskwę do myślenia o użyciu siły do wywarcia presji na swoje państwa. Finowie opierają się na małej armii zawodowej, ale wspartej w wypadku konfliktu przez rzesze dobrze przeszkolonych rezerwistów, którzy razem mogliby się skutecznie bronić, wykorzystując bardzo sprzyjający teren: czyli mnóstwo lasów, jezior i terenów podmokłych. Szwedzi natomiast na również niewielkiej armii zawodowej, ale z relatywnie silnym lotnictwem i flotą, które miałyby utrudnić Rosjanom dotarcie do szwedzkiego terytorium.

Szwecja i Finlandia wręczyły listy aplikacyjneSzwecja i Finlandia złożyły w Brukseli wnioski o przyjęcie do NATO

Wysoka jakość na północy

Sytuacja wyglądała tak od dekad i pewnie nadal by wyglądała, gdyby nie najlepszy akwizytor NATO, czyli Putin. Podejmując decyzję o niesprowokowanej agresji na pełną skalę na Ukrainę, rosyjski przywódca ostatecznie zmienił postrzeganie rzeczywistości przez Finów i Szwedów. Bycie neutralnym, poza NATO i utrzymywanie przynajmniej poprawnych stosunków z Rosją przestało dawać poczucie bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie, patrząc na to co rosyjskie wojsko wyprawia w formalnie neutralnej Ukrainie. Poparcie dla akcesji do NATO w obu państwach poszybowało do górę i w ciągu miesiąca przebiło 50 procent. 17 maja 2022 roku, w mniej niż trzy miesiące od rosyjskiej agresji, Finlandia i Szwecja formalnie złożyły wnioski o akcesję do NATO.

Pomimo faktycznych bliskich związków obu państw z Sojuszem, ich formalne wstąpienie do niego i tak dużo zmieni. - Ich potencjał będzie można wpisać już wprost do tak zwanej tabeli sił. To zbiór możliwości Sojuszu, na podstawie którego określa się, jakie ambicje można realizować, czyli na przykład takie to a takie operacje na wybranym teatrze - tłumaczy gen. Gocuł. Żadnych niejasności, żadnych domysłów, pełne zaangażowanie w postaci na przykład 120 nowoczesnych samolotów wielozadaniowych, które mają być w najbliższej dekadzie wymieniane na nowsze. Do tego Finowie zamówili 70 odpalanych z powietrza rakiet dalekiego zasięgu JASSM-ER, Szwedzi budują jedne z najnowocześniejszych małych okrętów podwodnych A26, Finowie szykują się do zamówienia nowych fregat. Przykłady można mnożyć, zwłaszcza wobec decyzji obu państw o zwiększaniu wydatków na obronność.

Zdaniem byłego szefa Sztabu Generalnego niebagatelne znaczenie będzie miał też czynnik świeżej krwi w Sojuszu. - Tak jak mówiłem, to naprawdę wartościowi żołnierze ze swoimi nowymi dla NATO pomysłami, ideami i spojrzeniem - uważa gen. Gocuł. Znikną też dotychczasowe ograniczenia we wspólnych ćwiczeniach, czy wymianie informacji. Do tej pory przedstawiciele Finlandii i Szwecji musieli na przykład wychodzić ze spotkań i narad, kiedy poruszano tematy uznawane przez NATO za niejawne. - To ma w praktyce ogromne znaczenie dla tak zwanej interoperacyjności, czyli zdolności do wspólnego prowadzenia działań - mówi generał.

Wielkim wkładem obu państw w NATO będzie ich terytorium, a zwłaszcza przestrzeń powietrzna nad nim. Nieskrępowany dostęp do niej znacznie upraszcza działanie sił powietrznych Sojuszu w całej Skandynawii, czy na przykład loty transportowe z USA do państw bałtyckich. Ogólnie pozycja Sojuszu na północ od Polski znacząco się umocni. - To sytuacja o podobnym znaczeniu, jak kiedyś wstąpienie Turcji do NATO. Ogromna wartość dodana - podkreśla gen. Gocuł.

Nie zmienia tego fakt, że Turcja obecnie w sposób bardzo głośny wyraziła sprzeciw wobec akcesji Finlandii i Szwecji. Chodzi głównie o wcześniejszą, zwłaszcza szwedzką, krytykę postępowania Turcji wobec Kurdów i opozycji politycznej oraz udzielanie schronienia przedstawicielom organizacji, które państwo tureckie oficjalnie uznaje za terrorystyczne. Do tego nałożenie ograniczeń na eksport broni i technologii militarnych. Jest jednak właściwie pewne, że to nie jest twarde i ostateczne "NIE", ale negocjacje. Turcja próbuje jak najwięcej zyskać na tej sytuacji, wobec ochłodzenia się jej relacji w ostatnich latach zwłaszcza z USA. Nie wydaje się prawdopodobne, aby ostatecznie nie doszło do rozszerzenia NATO. Proces wstąpienia Finlandii i Szwecji w szeregi Sojuszu ma potrwać około roku.

Prezydent Rosji Władimir PutinFinlandia, Szwecja i NATO. Putin został carem od przegranych spraw

Mówią jedno, doprowadzają do drugiego

Doprowadzenie do takiej sytuacji świadczy o tym, jak bardzo błędnie ocenia rzeczywistość Putin i jego otoczenie. Od lat deklarują, że zbliżanie się NATO do granic Rosji to dla niej śmiertelne zagrożenie. Jeszcze pod koniec 2021 roku Rosjanie głosili, że odsunięcie się Sojuszu to jedno z ich podstawowych żądań wobec Zachodu. Po czym zrobili coś, co wręcz wepchnęło dwa strategicznie ulokowane w ich pobliżu państwa w ramiona NATO. Tym samym dwukrotnie wydłużyli granicę Rosji z Sojuszem. Do niecałego tysiąca kilometrów doszło tysiąc kilometrów granicy z Finlandią. Drugie największe miasto Rosji, Sankt Petersburg, sąsiaduje z NATO już z dwóch stron w odległości 100-150 kilometrów. Kaliningrad jest właściwie otoczony przez państwa NATO już z każdej strony. Zatoka Fińska staje się nie do przebycia przez okręty i samoloty rosyjskie w wypadku konfliktu. Zamiast się martwić o Daleką Północ i kraje bałtyckie, rosyjskie dowództwo musi teraz się głowić, co zrobić z całym obszarem na północ od Białorusi. Jakby na to nie patrzeć, to jest to ogromny problem.

Choć Rosja w oficjalnych komunikatach go bagatelizuje, twierdząc, że wstąpienie obu państw do NATO wiele nie zmienia i Rosja nie czuje się z tego kierunku zagrożona. Z drugiej strony politycy mówią o konieczności rozmieszczenia dodatkowych sił na granicy z Finlandią, a w rosyjskiej telewizji państwowej padają standardowe groźby pod adresem Finów i Szwedów, że oto uczynią z siebie cele dla rosyjskiej broni jądrowej. - Obszar Morza Bałtyckiego będzie teraz zdominowany przez NATO, co z perspektywy Rosjan w sposób oczywisty jest poważnym problemem - mówi gen. Gocuł.

Jest przy tym oczywiście możliwe, że cała narracja Kremla o zagrożeniu ze strony NATO i chęć odsuwania go od granic Rosji, to jedynie retoryka na potrzeby wewnętrzne, czyli umacnianie przekonania obywateli o zagrożeniu i jednocześnie wywieranie presji na Zachód. Jak widzimy bowiem w praktyce, inwazja na Ukrainę w żaden sposób nie przybliża Rosji do deklarowanego celu odsunięcia NATO od swoich granic. Zwłaszcza że ukraińskie wstąpienie do Sojuszu nie było nigdy realną perspektywą, ze względu na pewny opór wielu państw członkowskich.

Inwazja wzmocniła jednak NATO, a co za tym idzie w pewnym zakresie nasze bezpieczeństwo. - Nie zmieni to jednak faktu, że w Obwodzie Kaliningradzkim rosyjskie wojsko ma istotne siły, znacznie wykraczające ponad to, co konieczne do obrony. Tak długo jak one tam będą, tak długo NATO będzie podkreślać swoją siłę na Bałtyku - stwierdza gen. Gocuł. - Trzeba pamiętać, że wroga nie można lekceważyć. Rosja zostanie tam, gdzie jest. Niezależnie od tego, jak się skończy ta wojna - dodaje.

Zobacz wideo
Więcej o: