Kreatywni Ukraińcy, zachodnie działa i rosyjska dominacja znika. Jak kilka kilometrów robi różnicę

Na wojnie w Ukrainie jest jeden przysłowiowy bóg. To artyleria, która odpowiada za większość strat obu stron. Rosjanie zawsze mieli jej bardzo dużo i widziano w tym jeden z ich atutów. Ukraińcy przy pomocy NATO zmieniają jednak reguły gry na swoją korzyść.

Kluczowe w tym są dwie kwestie. Po pierwsze ukraińskie umiejętności i elastyczność w działaniu. Po drugie zachodnia technologia. Ich połączenie daje istotną, choć na razie ograniczoną, przewagę nad działającymi znacznie bardziej sztampowo Rosjanami, którzy na dodatek generalnie wykorzystują radziecką technologię.

Artyleria ma natomiast ogromne znaczenie na polu bitwy. Ogólne szacunki ekspertów mówią, że artyleria odpowiada za około 60 procent strat obu stron. Nie bez powodu tradycyjnie nazywa się ją "bogiem wojny".

Najpoważniejszy podarunek

Najbardziej ewidentnym nowym atutem Ukraińców są amerykańsko-brytyjskie haubice M777. Konkretniej setka, których przekazanie zadeklarowali Amerykanie (90), Australijczycy (6) i Kanadyjczycy (4). Do tego 200 tysięcy sztuk amunicji do nich, w tym ich najnowszych wariantów, o czym jednak później. Dostawy M777 zostały nagłośnione zarówno przez Amerykanów, jak i Ukraińców. Pojawiło się wiele zdjęć i nagrań najpierw z ćwiczeń ukraińskich artylerzystów, głównie w Niemczech, a teraz już z użycia tego sprzętu w walce.

M777 może nie wyglądać imponująco, bo to artyleria holowana. Czyli tak jak od wieków: lufa, dwa koła i ciągniemy. Kiedyś końmi, dzisiaj ciężarówką. Wiele współczesnych systemów artyleryjskich to już sprzęt samobieżny, czyli zamontowane na podwoziu kołowym lub gąsienicowym. Zdolne do szybszego zajęcia stanowiska i usunięcia się z niego w celu uniknięciu ostrzału wroga. Do tego lekko opancerzone, chroniące załogę zazwyczaj przed odłamkami.

Pozorna prostota M777 ma jednak zalety i jest świadomym wyborem. Ta haubica powstała na potrzeby sił ekspedycyjnych. Miała być możliwie lekka i prosta w obsłudze. Nadająca się do łatwego transportu na przykład podwieszona pod śmigłowiec i niewymagająca dużego zaplecza logistycznego tak jak sprzęt samobieżny, potrzebujący choćby znacznych ilości paliwa. Z punktu widzenia Ukraińców, to istotne zalety, ułatwiające im wchłonięcie M777 do swoich sił zbrojnych i późniejsze korzystanie z nich.

Drobne różnice, poważny efekt

Wielką zaletą tych haubic jest to, że pomimo lekkości, prostoty i relatywnie krótkiej lufy, mają bardzo dobrą donośność. Czyli odległość, na jaką mogą wystrzelić pociski. Standardowy pocisk wystrzelony z M777 może dolecieć na prawie 25 kilometrów. Taki z pomocniczym silnikiem rakietowym na 30 kilometrów, a najbardziej wymyślny Excalibur (z napędem rakietowym i zdolnością do korygowania toru swojego lotu dzięki GPS i wewnętrznej nawigacji), na nawet 40 kilometrów. Ukraińcy dostali wszystkie.

25 kilometrów oznacza natomiast dalej, niż większość podstawowej rosyjskiej artylerii, albo tyle samo, co jej najnowsze modele. Dodatkowo Ukraińcy twierdzą, że M777 są wyraźnie celniejsze od używanych przez nich wcześniej systemów o radzieckim rodowodzie. Razem ze specjalistycznym pociskami, daje to istotną przewagę nad większością rosyjskiej artylerii i otwiera Ukraińcom możliwość polowania na nią. Czyli prowadzenie skutecznego tak zwanego ognia kontrbateryjnego. Czyli ograniczania jednego z podstawowych atutów rosyjskiego wojska. Do tego prowadzenia precyzyjnego ostrzału na dużych odległościach, co prawdopodobnie już zdążyło się istotnie przyczynić do rosyjskiej klęski podczas próby przeprawy przez rzekę Doniec, gdzie ukraińska artyleria zadała im ciężkie straty.

Według nieoficjalnych informacji w rozmowach z przedstawicielami państw zachodnich Ukraińcy wypowiadają się entuzjastycznie na temat artylerii w standardzie NATO. Jej jakość ma pod wieloma względami istotnie przewyższać poradziecki sprzęt. - To efekt wielu drobnych różnic, które razem składają się na istotną przewagę. Generalnie w rosyjskim wojsku dominuje sprzęt wprost radziecki, albo zmodernizowany radziecki. Widzimy wyraźnie, że Rosjanom nie udało się nadążyć technologicznie, a ich armia jest inna, niż by chcieli to przedstawić podczas parad na Placu Czerwonym - mówi Gazeta.pl Mariusz Cielma, redaktor naczelny miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa". Jako te drobne różnice wymienia między innymi lepszą jakość wykonania zachodniego uzbrojenia. Większą precyzję, która przekłada się między innymi na celność. Do tego stosowanie bardziej zaawansowanych materiałów wybuchowych, które przy takiej samej objętości wyzwalają większą energię. Podobnie zachodnie pociski ze wspomaganiem rakietowym wydają się być lepsze, niż te rosyjskie i w efekcie mogą polecieć dalej.

Zobacz wideo

Standardem w NATO są teraz też dłuższe lufy, o długości przekraczającej 50 kalibrów. Podaje się ją jako wielokrotność kalibru działa, czyli średnicy lufy. Na przykład polska armatohuabica samobieżna Krab ma kaliber 155mm i długość lufy 52 kalibry. Czyli nieco ponad osiem metrów. Dłuższa lufa przekłada się natomiast na dłuższy czas, w którym pocisk jest rozpędzany przez gorące gazy powstałe po eksplozji ładunku miotającego. To przekłada się natomiast na większą energię kinetyczną w momencie wylecenia z lufy i dłuższy zasięg. I tak standardem dla NATO jest teraz donośność rzędu 40 kilometrów dla nowoczesnej artylerii lufowej, podczas gdy rosyjski odpowiednik Kraba, Msta-S (o długości lufy wynoszącej 47 kalibrów) wywodząca się jeszcze z lat 80., sięgnie na 25 kilometrów. Nowszych armatohaubic samobieżnych Rosjanie nie mają. Taki sam zasięg jak Msta-S mają M777, choć mają znacznie krótszą lufę - 39 kalibrów.

- Takie różnice pokazują, że liczenie samej liczby luf nie ma sensu. Jakość ma znaczenie. Zwłaszcza że podstawą w znacznej części rosyjskich oddziałów są stare radzieckie haubice samobieżne Goździk, które mają kaliber tylko 122 mm i donośność rzędu 15 kilometrów. Kiedyś NATO miało podobną kategorię uzbrojenia, działa i haubice o kalibrze 105 mm, ale w zdecydowanej większości już dawno je wycofano - opisuje Cielma.

Dodatkowym istotnym czynnikiem z punktu widzenia Ukraińców jest amunicja. Konkretniej jej kaliber i zapasy. Wschodnim standardem w artylerii są pociski o średnicy 122 mm i 152 mm. Standardem NATO 155 mm. Zapasy amunicji we wschodnim standardzie, niegdyś ogromne, bo odziedziczone po Układzie Warszawskim, są już obecnie na wyczerpaniu wszędzie, poza może Rosją. Produkują ją już nieliczne państwa, z czego w NATO właściwie tylko Bułgaria. Większość wygasiła te zdolności jako nieperspektywiczne i niektóre teraz starają się je odbudować na potrzeby Ukrainy, ale to wymaga czasu. Podczas gdy Ukraińcy codziennie potrzebują tysięcy pocisków i nieustannie apelują o więcej. Przy pomocy USA i innych zachodnich państw ściągają je więc skąd się da. Jednak idealnym rozwiązaniem docelowym byłoby przesiąść się na zachodni standard 155 mm. Wówczas problemy z amunicją artyleryjską by zniknęły.

Rewolucji nie ma, ale zmiany owszem

Na szybkie przezbrojenie Ukraińców w zachodnią artylerię się jednak nie zanosi. Setka M777, choć to już skala zauważalna, to nadal niewiele wobec łącznie 2-3 tysięcy sztuk różnych dział o radzieckim rodowodzie w ukraińskiej służbie. O większych dostawach z zachodu na razie nie ma mowy, przynajmniej oficjalnie. Niemcy i Holendrzy zadeklarowali łącznie 12 nowoczesnych samobieżnych armatohaubic Pz2000, Francuzi 12 samobieżnych Cesarów, Włosi niesprecyzowaną liczbę ciągnionych haubic FH70, a Portugalczycy 5 starych amerykańskich haubic ciągnionych M114. Razem z dostarczonymi już M777 zapewne nawet nie 200 luf.

Rosjanie przewagi zachodniej artylerii przynajmniej oficjalnie zbywają, podkreślając, że mają systemy rakiet niekierowanych Uragan, Smercz czy Tornado o znacznie większych zasięgach. I mają ich więcej niż Ukraińcy systemów o natowskim rodowodzie. Tak naprawdę nie zmienia to jednak faktu, że zachodnie uzbrojenie to istotna pomoc, która użyta w odpowiedni sposób i w odpowiednim czasie może mieć wielkie znaczenie. Zwłaszcza że Ukraińcy są ewidentnie lepsi w używaniu artylerii. Przyznają to nawet niektórzy Rosjanie, którzy krytyczniej oceniają przebieg wojny niż oficjalna propaganda.

Ukraińcy korzystają bowiem na większą skalę z niewielkich bezzałogowców, które zapewniają im lepszą orientacją na polu walki i możliwość szybkiego korygowania ostrzału. Czyli informowania artylerzystów, gdzie upadły wystrzelone przez nich pociski i jak powinni poprawić ustawienie działa, żeby trafić idealnie w cel. Do tego używają pół amatorskiego systemu łączności i dowodzenia, którego sercem jest aplikacja GIS Arta, instalowana na tabletach i smartfonach. Umożliwia ona szybką wymianę informacji na temat zaobserwowanych pozycji wroga, zaplanowanie ich ostrzału przez dowództwo, a następnie przekazanie danych do strzelania do obsługi dział. Cały proces jest znacznie szybszy niż tradycyjne połączenie map, linijki, matematyki i radia. W rosyjskim wojsku króluje to drugie podejście, co w połączeniu ze znacznie mniejszą ilością dronów, czyni jego artylerię mniej efektywną. - Widać, że Ukraińcy są znacznie bardziej elastyczni i sprawni. Rosjanie działają artylerią klasycznie. Dowództwo mówi gdzie i kiedy strzelać, to strzelają w zadane miejsce - mówi Cielma.

Jednak żeby istotnie zmienić sytuację, Ukraińcy potrzebowaliby większych dostaw artylerii w standardzie NATO. Na razie oficjalnie nie ma informacji o kolejnych. Choć sytuację może zmienić wskrzeszenie amerykańskiej ustawy Lend-Lease i przegłosowanie przez Kongres ogromnego pakietu wsparcia militarnego dla Ukrainy wycenianego na 40 miliardów dolarów (choć nie cała ta kwota zostanie przeznaczona na dostawy broni). Ukraińcy regularnie proszą zwłaszcza o amerykańską artylerię rakietową M270, bez której jak twierdzą, nie będą w stanie przeprowadzić większych skutecznych kontrofensyw. Najnowsze wypowiedzi przedstawicieli Pentagonu sugerują, że dostawy tego sprzętu nie są wykluczone. Nawet jeśli decyzje o dalszych wydatnych dostawach zachodniej artylerii dla Ukrainy zapadną, to na efekty na polu walki trzeba będzie czekać w praktyce do lata. Ukraińcy muszą więc wytrzymać tak długo, zanim równowaga sił w sferze boga wojny ewentualnie zacznie się wyraźnie przechylać na ich korzyść.

Zobacz wideo
Więcej o: