Kreml wykorzystał ją do propagandy, teraz udzieliła wywiadu BBC. "Grozili, że potną moje dziecko"

Zdjęcie ciężarnej Marianny Wyszemirskaji na tle zbombardowanego przez Rosjan szpitala położniczego w Mariupolu obiegło świat. Rosja wykorzystała je, stworzyła fałszywą historię i wykorzystała kobietę w swojej propagandzie. Teraz kobieta udzieliła wywiadu stacji BBC. - Niektórzy mówili, że jestem aktorką, inni, że kłamię, że nie było nalotów. (...) Otrzymałam groźby, że przyjdą i mnie znajdą, że zostanę zabita, że moje dziecko zostanie pocięte na kawałki - powiedziała. Kobieta krytykuje jednak agencję AP, która upubliczniła jej zdjęcia - i powtarza niektóre nieprawdziwe informacje.
Zobacz wideo Mariupol. Tak przebiegała ewakuacja cywilów z zakładów Azowstal

W marcu rosyjskie wojsko przeprowadziło atak na szpital położniczy w Mariupolu. Zginęły trzy osoby, w tym dziecko, a 17 zostało rannych. Media obiegło wówczas zdjęcie uciekającej ciężarnej pacjentki placówki. Ambasada Rosji w Wielkiej Brytanii rozpoznała w niej 26-letnią Mariannę Wyszemirskaję, ukraińską blogerkę, która prowadzi popularny profil dot. urody w mediach społecznościowych.

Kobieta została wykorzystana w rosyjskiej propagandzie. Najpierw Rosja stwierdziła, że atak był "zainscenizowany", a 26-latka była tylko "ucharakteryzowaną modelką". Później ukazało się propagandowe nagranie z kobietą, na którym mówiła, że żadnego nalotu na szpital nie było. Teraz Marianna Wyszemirskaja w rozmowie z BBC opowiedziała o tym, co ją spotkało.

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

Członek ukraińskich sił obrony terytorialnej. Wschodnia Ukraina, Kutuzowka (13.05.2022 r.)Ukraina zapowiedziała kontratak ukraińskiej armii. Podano datę

"Ja to wszystko przeżyłam"

26-latka opowiedziała BBC o momencie ataku na szpital położniczy. Kiedy usłyszała wybuch, naciągnęła koc na głowę. - Słyszałam, jak wszystko lata. Dzwoniło mi w uszach przez bardzo długi czas - powiedziała. Kobiety schroniły się w piwnicy wraz z innymi cywilami. Marianna miała rozcięte czoło i odłamki szkła w skórze. Wszystkie rzeczy dla dziecka zostały w zniszczonym budynku, więc poprosiła policjanta, aby pomógł jej wejść do środka i je zabrać.

Kiedy czekała swoje na rzeczy, przed budynkiem fotograf Associated Press zrobił jej słynne zdjęcie, które wkrótce później obiegła media na całym świecie. Fotografia zszokowała opinię publiczną na Zachodzie, a dla Rosji stała się idealna do głoszenia kłamstw. Kremlowska propaganda wywołała lawinę nienawistnych komentarzy i wiadomości pod adresem kobiety. - To było naprawdę obraźliwe, przecież ja to wszystko przeżyłam - podkreśliła. Jak zaznacza BBC, kobieta jednak nadal powstrzymuje się od krytyki rosyjskich władz, krytykuje za to agencję AP. - Uraziło mnie, że dziennikarze, którzy opublikowali moje zdjęcia w mediach społecznościowych, nie porozmawiali z innymi ciężarnymi kobietami, które mogłyby potwierdzić, że ten atak rzeczywiście miał miejsce - stwierdziła. BBC tłumaczy, że to nieprawda - dziennikarze rozmawiali z innymi osobami na miejscu zdarzenia i nie mieli nic wspólnego z późniejszą fałszywą narracją rozpowszechnianą przez rosyjskich urzędników.

Stany Zjednoczone kpią z porażek Rosji i publikują zdjęcia z przeprawy przez rzekęUSA kpią z porażek Rosji. Publikują zdjęcia z przeprawy przez Wisłę

"Otrzymałam groźby, że moje dziecko zostanie pocięte na kawałki"

W rozmowie z BBC Marianna potwierdziła również, że szpital, w którym przebywała, i który został zbombardowany, był cywilną placówką medyczną, wbrew twierdzeniom Rosji, iż był to obiekt wojskowy. Jak dodała, nie było tam żadnych ukraińskich żołnierzy. Widziała ich na oddziale onkologicznym w budynku naprzeciwko oddziału położniczego, ale nie wiadomo, czy mieli tam swoją kwaterę.

- Niektórzy mówili, że jestem aktorką, inni, że kłamię, że nie było nalotów. (...) Otrzymałam groźby, że przyjdą i mnie znajdą, że zostanę zabita, że moje dziecko zostanie pocięte na kawałki - podkreśliła. Zaznaczyła też, że nie wierzyli jej nawet ludzie, których wcześniej uważała za przyjaciół.

Marianna wraz z bliskimi wydostała się z Mariupola, ale dokładne miejsce jej pobytu nie jest znane. BBC poskreśla, że kobieta w rozmowie z dziennikarzami wydaje się czuć i zachowywać dość swobodnie. Towarzyszy jej jednak prorosyjski bloger.

Więcej o: