USA. Myśleli, że znaleźli małego pieska. Wkrótce zorientowali się, że popełnili błąd

Rodzina z Massachusetts sądziła, że podczas samochodowej wyprawy znalazła małego pieska. Wkrótce jednak nabrali wątpliwości. Przygarnięta przez nich, czworonożna, puszysta kuleczka okazała się malutkim samcem kojota. Zwierzę jest już w dobrych rękach.

Pewna rodzina z Massachusetts w USA przeżyła na początku maja niezwykłą przygodę. Wszystko zaczęło się, gdy podczas podróży samochodem dostrzegli na poboczu - jak sądzili - przestraszonego małego pieska. Obawiając się o bezpieczeństwo malucha, jak informuje CNN, postanowili złapać go i zabrać ze sobą. Miłośnicy czworonogów szybko nabrali jednak podejrzeń, że mogli popełnić błąd.

"Kiedy zdali sobie sprawę ze swojej pomyłki, zgłosili się do nas po pomoc" – pisze na Facebooku Cape Wildlife Center, ośrodek zajmujący się ochroną dzikiej przyrody (część New England Wildlife Center, organizacji non-profit, która zapewnia bezpłatną opiekę weterynaryjną około pięciu tysiącom dzikich zwierząt rocznie). Okazało się, że puszysty szczeniaczek nie jest psem, a malutkim samcem kojota.

Więcej wiadomości z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

Jak informuje ośrodek, szczenię zostało przetestowane pod kątem wścieklizny i obecnie "wraca do zdrowia na jednym z oddziałów izolacyjnych, ale długo nie będzie sam! Przybrane rodzeństwo właśnie przybyło i wkrótce zostaną sobie przedstawione". W poście organizacji czytamy również, że "kiedy obydwa szczenięta otrzymają szczepienia, zostaną razem wychowane i będą miały szansę dorosnąć i nauczyć się naturalnych zachowań w dużej klatce na zewnątrz. Ciężko pracujemy, aby zapewnić im jak najwięcej naturalnego wychowania i będziemy pracować nad odtworzeniem podstawowych zachowań i umiejętności, których uczą się od mamy i taty".

Zobacz wideo Jak się zachować, gdy spotka się dzikie zwierzę?

USA. Rodzina znalazła kojota. Sprawa mogła mieć inne zakończenie. Ośrodek ostrzega

Zack Mertz, dyrektor wykonawczy Cape Wildlife Center w Barnstable, powiedział CNN, że o tej porze nierzadko można zobaczyć kojoty i lisy błąkające się po okolicy. Szczeniaki właśnie wkraczają w wiek, w którym zaczynają eksplorować świat z dala od swoich rodzin. Nie jest jasne, czy ten szczeniak zawędrował zbyt daleko od swojej rodziny, czy też jego matka została ranna lub zabita.

Cape Wildlife Cente podkreśla jednak, że całe zdarzenie mogło nie mieć szczęśliwego zakończenia. "Kojoty są uważane za wektory wścieklizny i są podatne na zarażenie wirusem, który jest śmiertelny dla wszystkich ssaków, w tym ludzi. Gdyby znalazcy zostali ugryzieni, podrapani lub mieli dłuższy kontakt z zakażonym zwierzęciem, zostalibyśmy zmuszeni do eutanazji szczenięcia i przetestowania pod kątem wścieklizny. Jesteśmy wdzięczni każdej osobie, która poświęca swój czas na pomoc dzikim zwierzętom, kiedy jest taka potrzeba, ale zawsze zachęcamy do kontaktu z odpowiednimi służbami. Może to pomóc w zapewnieniu bezpieczeństwa wszystkim zaangażowanym!" - czytamy we wpisie na Facebooku.

Więcej o: