Sędzia SN ws. zakazu aborcji: "Nauczcie się z tym żyć". Zapomniał, jak jego żona kwestionowała wybory?

Wiktoria Beczek
Sędzia Clarence Thomas oskarżył opinię publiczną o "bullying" Sądu Najwyższego, bo ta protestuje przeciwko planom odrzucenia wyroku Roe vs. Wade, a powinna się nauczyć "żyć z rozstrzygnięciem, które jej się nie podoba". Thomas nie dzielił się podobnymi przemyśleniami, gdy jego żona nie chciała pogodzić się z wynikiem przegranych przez Donalda Trumpa wyborów. Sędzia nie zdecydował się nawet wyłączyć z orzekania w dotyczącej wyborów sprawie.

Przed pięćdziesięcioma laty Sąd Najwyższy w USA wydał wyrok ws. Roe vs. Wade, który zalegalizował aborcję. Dziś nominaci Donalda Trumpa (a jeden z nich powołany z naruszeniem prawa) chcą unieważnić ten wyrok, tym samym wprowadzając zakaz aborcji w znacznej części kraju. Zakaz dotknie kilkadziesiąt milionów Amerykanek, dlatego w najbliższych dniach opublikujemy na ten temat serię tekstów.

Na 14 maja zaplanowano centralny protest w związku z prawdopodobną decyzją Sądu, by obalić wyrok Roe vs. Wade i tym samym zakazać aborcji w - jak się szacuje - 26 stanach. Mniejsze protesty przed budynkiem SN odbywają się od chwili, gdy wyciekł szkic opinii.

Clarence'a Thomasa, jednego z sędziów, którzy podpisali się pod unieważnieniem Roe vs. Wade, taki rozwój sytuacji oburza. - Nie możemy być instytucją, która jest dręczona, by wydawać takie orzeczenia, jakie ktoś chce - mówił i dodał, że za bardzo chcemy konkretnego rozstrzygnięcia, zamiast nauczyć się "żyć z rozstrzygnięciem, które nam się nie podoba". Thomas miał też narzekać na to, że "młodzi" nie mają szacunku do prawa.

Mówienie o szacunku do prawa, gdy bierze się udział w unieważnieniu obowiązującego od pół wieku orzeczenia, to dosyć osobliwa koncepcja, natomiast akurat w przypadku Thomasa jego słowa o "bullyingu" dodatkowo trącą hipokryzją. Żona sędziego, Virginia "Ginni" Thomas, była istotną postacią podczas próby odrzucenia wyników przegranych przez Donalda Trumpa wyborów i zamieszek wokół i wewnątrz Kapitolu 6 stycznia 2021 roku.

29 wiadomości do Marka Meadowsa. "Wypuść Krakena"

10 listopada 2020 roku, trzy dni po tym, jak media ogłosiły, że zwycięzcą wyborów jest Joe Biden, Thomas wysyłała wiadomości do Marka Meadowsa, szefa personelu Białego Domu. "Pomóż naszemu wielkiemu prezydentowi wytrwać, Mark! Większość wie, że Biden i lewica próbują dokonać największego przekrętu w historii" - pisała. Wiadomości słała też po zamieszkach na Kapitolu - krytykowała w nich wiceprezydenta Mike'a Pence'a, który wbrew żądaniom Trumpa, nie zmienił samowolnie rezultatu wyborów podczas zatwierdzania ich wyników.

"Większość z nas jest oburzona wiceprezydentem i obserwujemy, gdzie mogą walczyć nasze zespoły" - pisała, a wynik wyborów nazwała "końcem wolności".

Łącznie miała wysłać co najmniej 29 wiadomości. "Wypuść Krakena i uratuj nas od lewicy, która niszczy Amerykę" - wzywała. Powoływała się też na rozmowę z "Jaredem", prawdopodobnie Jaredem Kushnerem, czyli zięciem Donalda Trumpa, ale też doradcą w Białym Domu.

Thomas w wiadomościach do bliskiego współpracownika Trumpa szerzyła teorię spiskową (przez niektórych określaną jako sekta) QAnon, według której Donald Trump prowadzi tajną wojnę z państwem skorumpowanych elit. Aktywistka przekonywała, że w 12 stanach karty wyborcze były znaczone przez administrację Trumpa, by móc wykryć oszustwo.

"Kryminalna rodzina Bidena i ci, którzy spiskowali ws. oszustw wyborczych będą mieszkać na więziennej barce u wybrzeża Guantanamo i staną przed trybunałem wojskowym za zamach stanu" - czytamy w kolejnej wiadomości. 

"Elitarne prawicowe komando" sędziego Thomasa

Na łamach "The New Yorkera" opublikowano szeroki profil Ginni Thomas, w którym wymieniono bardzo liczne odnogi jej działalności, mogące być problemem dla jej męża, a ostatecznie "zagrożeniem dla Sądu Najwyższego". Aktywistka prowadzi firmę lobbingową, która na swojej stronie deklaruje, że "zapewnia dostęp do każdych drzwi w Waszyngtonie". Thomas wręczała również nagrody osobom "walczącym z radykalną ideologią lewicy". Wśród uhonorowanych znalazły się osoby, które mogły i mogą w niedalekiej przyszłości stawać przed Sądem Najwyższym i komitetem śledczym, który bada sprawa zamieszek 6 stycznia.

Ona sama brała udział w wiecu Trumpa, po którym wściekły tłum wdarł się na Kapitol. Opuściła wiec wcześniej, bo - jak twierdzi - zrobiło jej się zimno. Później stwierdziła, że nie popiera przemocy, do jakiej doszło na Kapitolu, ale "istnieją ważne i uzasadnione pytania dot. uczciwości wyborczej, równości rasowej czy odpowiedzialności politycznej, nad którymi trzeba debatować".

Debata z pewnością odbywała się na grupie byłych aplikantów jej męża, gdzie udostępniała posty m.in. z poparciem dla Trumpa. Jakiś czas później opublikowała tam przeprosiny za to, że narzucała członkom grupy swoje "życiowe pasje" i miała w ten sposób spowodować podziały. 

Choćby przez samą tę grupę Thomas ma bezpośredni dostęp do ok. 1200 praktykantów męża, których Artemus Ward z Uniwersytetu Północnego Illinois, autor książki o urzędnikach SN, nazwał "elitarnym prawicowym komando". 

Eksperci: Thomas powinien wyłączyć się z orzekania 

Thomasowie zarzekają się, że prowadzą całkowicie osobne życie zawodowe i Ginni nie ma wpływu na sędziego. Wydaje się to mało prawdopodobne, ale sędzia mógł przeciąć wszystkie wątpliwości, wyłączając się z orzekania w sprawach dotyczących prób zmienienia wyników wyborów. Thomas nie tylko dotychczas nie zdecydował się na taki krok, ale również był jedynym sędzią, który zagłosował przeciwko wydaniu komitetowi śledczemu dokumentacji administracji Trumpa. A powinien to zrobić, tym bardziej po tym, jak jego żona oskarżyła komitet o "jawnie stronnicze prześladowania polityczne". 

Wątpliwości co do tego nie mieli eksperci od etyki prawa, z którymi rozmawiał "The New Yorker". Wszyscy byli zgodni, że sędzia Thomas powinien był wyłączyć się z orzekania.

Taka praktyka jest rzadka, bo sędziego SN nie może zastąpić sędzia niższej instancji, ale się zdarza. Co więcej, niektórzy małżonkowie sędziów zmieniali pracę, by nie stanowić obciążenia dla ich bezstronności. Tak zrobił mąż Ruth Bader Ginsburg, który opuścił kancelarię prawniczą i rozpoczął karierę akademicką, i żona Johna Robertsa, która zrezygnowała z roli liderki w grupie przeciwniczek aborcji.

"Wysłanie tysięcy ludzi, wielu z nich wściekłych, by 'domagali się' od Kongresu tego, co chce Trump i jego zwolennicy - wbrew wszystkim powtórkom liczenia głosów i kluczowych sprawach sądowych, które Trump przegrał - sędzia Thomas powinien nazwać 'dręczeniem' instytucji, gdyby faktycznie był tym zaniepokojony. A jednak ani pisnął" - zauważa CNN.

Portal ocenia, że słowa Thomasa niszczą koncepcje wymiaru sprawiedliwości, który ma chronić obywateli i zamieniają Sąd Najwyższy w część aparatu partyjnego Partii Republikańskiej.

Czy Ginni Thomas mogła dokonać wycieku?

A może to Ginni Thomas dokonała wycieku z Sądu Najwyższego? To dosyć popularna hipoteza w amerykańskich mediach. Lifestyle'owy Gawker przypomina, że kobieta ma związki z wysokimi rangą konserwatystami i jest podatna na teorie spiskowe - oprócz tych związanych z wyborami była również członkinią kultu Lifespring.

Thomas mogłaby dzięki wyciekowi zablokować sędziom ruchy tak, by nie mogli wycofać się ze szkicu, pod którym się podpisali, i aby nie zmienili radykalnego języka, jakim posłużył się sędzia Samuel Alito. Czy to możliwe? O tym być może rozstrzygnie śledztwo, którego wszczęcie zapowiedział Sąd Najwyższy.

Więcej o: