Co łączy zakaz aborcji z procesami czarownic? Popierał je prawnik, na którego powołuje się Sąd Najwyższy

Wiktoria Beczek
Z Sądu Najwyższego USA wyciekł szkic opinii, który wskazuje, że większość sędziów chce unieważnić wyrok ws. Roe vs. Wade i tym samym zakazać aborcji. Autor draftu powołuje się w nim na prawo sprzed setek lat i opinie prawnika, który brał udział w procesach o czary i twierdził, że w małżeństwie nie może dojść do gwałtu. Jego opinia na ten ostatni temat do dziś obowiązuje w systemach prawnych niektórych stanów.

Przed pięćdziesięcioma laty Sąd Najwyższy w USA wydał wyrok ws. Roe vs. Wade, który zalegalizował aborcję. Dziś nominaci Donalda Trumpa (a jeden z nich powołany z naruszeniem prawa) chcą unieważnić ten wyrok, tym samym wprowadzając zakaz aborcji w znacznej części kraju. Zakaz dotknie kilkadziesiąt milionów Amerykanek, dlatego na Gazeta.pl publikujemy serię tekstów na ten temat.

Więcej o wycieku, sędziach SN i tym, co czeka Amerykanki, przeczytasz tu:

W poniedziałek doszło do bezprecedensowego wycieku szkicu opinii Sądu Najwyższego, z którego wynika, że większość sędziów opowiada się za unieważnieniem wyroku Roe vs. Wade, który zalegalizował w USA aborcję. Jeśli wyrok będzie zgodny z projektem, prawo do aborcji stracą najpewniej mieszkanki 26 stanów. Prezydent Joe Biden zapowiedział już kodyfikację wyroku ws. Roe vs. Wade, czyli zapisanie prawa do przerywania ciąży w ustawie.

Najnowszy sondaż "The Washington Post" i ABC News wskazuje, że 54 proc. Amerykanów opowiada się za utrzymaniem Roe vs. Wade, 28 proc. chce jego unieważnienia, a 18 proc. nie ma zdania. Ponadto dokładnie 70 proc. respondentów stwierdziło w badaniu, że decyzja o przerwaniu ciąży powinna należeć do kobiety i jej lekarza, 24 proc. uważa, że powinno to regulować prawo, a 6 proc. nie ma zdania.

Sondaż pokazuje też ogólne poparcie dla prawa do aborcji, choć jest ono zależne od przesłanki (od 48 w przypadku tzw. przesłanki socjalnej, do 82 proc., gdy zagrożone jest życie kobiety). Jedna trzecia Amerykanów uważa również, że aborcja powinna być łatwiej dostępna, nieco więcej - że powinno być tak, jak jest, a 25 proc. chciałoby, by aborcja była utrudniona. 6 proc. osób nie ma zdania na ten temat.

Wyniki badania są dowodem na to, że plany Sądu Najwyższego nijak mają się do opinii ogółu społeczeństwa. Przypomnę, że obalenie Roe vs. Wade oznacza całkowity zakaz aborcji w co najmniej 13 stanach, które już przyjęło odpowiednie prawo, a z wyliczeń ekspertów wynika, że stanów z zakazem będzie prawdopodobnie 26. 

Znaczne zaostrzanie przepisów, zwłaszcza w opozycji do woli społeczeństwa, można też uznać za dowód na wstecznictwo SN, ale w szkicu sędziego Alito znajduje się znacznie bardziej dosłowne świadectwo. \

Sąd Najwyższy powołuje się na prawo sprzed setek lat

Sędzia Alito (nominat George'a W. Busha) w swojej opinii stwierdza, że Roe vs. Wade było "skandalicznie złe od samego początku", uzasadnienie było "wyjątkowo słabe, a decyzja miała szkodliwe konsekwencje". Sędzia twierdzi też, że wyrok zaognił debatę społeczną i pogłębił podziały (co oczywiście nie wydarzy się, gdy SN zmieni prawo wbrew opinii społecznej). 

Autor szkicu stwierdza dalej, że przed wyrokiem z 1973 roku nie było w amerykańskim systemie prawnym konstytucyjnego prawa do aborcji (dlatego właśnie je wprowadzono, panie sędzio), a przerwanie ciąży było przestępstwem. Orzeczenie ws. Roe vs. Wade miało - zdaniem prawnika - przekłamywać tę historię. Alito sięga więc dalej, do "osobistości", które współtworzyły common law, porządek prawny krajów anglosaskich, który opiera się na tradycji i precedensie.

I tak sędzia w swojej stustronicowej opinii przywołuje XIII-wieczny (sic!) traktat Henry'ego de Bractona, który stwierdzał, że jeśli ktoś uderzyl kobietę w ciąży lub podał jej truciznę, a płód byl wykształcony i wyczuwalne były jego ruchy, to popełniał przestępstwo zabójstwa. Przywołuje też XVII-wieczny traktat Sir Edwarda Coke'a, które aborcję nazwał morderstwem oraz żyjącego w podobnym czasie Sir Matthew Hale'a, który pisał w tym kontekście o poważnym przestępstwie. 

Alito przywołuje również konkretne wyroki z Wielkiej Brytanii, np. przypadek kobiety, która w 1732 roku "zniszczyła płód w łonie" innej kobiety i została skazana na dwa dni pręgierza i trzy lata więzienia. Stwierdza też, że w common law nie mówi nic o tym, że aborcja może mieć jakieś pozytywne skutki.

Zatrzymajmy się w tym miejscu. Sam fakt, że w dzisiejszych czasach dowodem na cokolwiek - a już zwłaszcza na procedurę medyczną, która to medycyna dokonała niewyobrażalnego postęp - miałoby być prawo sprzed setek lat, zakrawa na absurd.

Prawnik od procesów czarownic i gwałtów małżeńskich

Ale warto sprawdzić, kim byli prawnicy, na których powołuje się Alito. W przypadku Matthew Hale'a jego ważnym dziedzictwem były rozważania na temat gwałtu i czarnej magii. Hale brał udział w procesie czarownic w Bury St Edmunds. 

Sądzono w nim dwie wdowy Rose Cullender i Amy Duny, które o czarnoksięstwo zostały oskarżone przez sąsiadów. Pierwszy oskarżyciel twierdził, że odmówił im sprzedaży śledzi, a one spowodowały wówczas, że jego córki, lat 11 i 9, wymiotowały pinezkami i gwoździami.

Miały też wywołać u kogoś wszawice, sprawić, że zawalił się komin, zapadła się furmanka, z pościeli dziecka wypadła żaba, a na dodatek w mieście umierały świnie, bydło i konie. Łącznie kobiety uznano za winne 13 przypadków użycia "złowrogiej magii" i zostały powieszone. 

Na procesach w Bury St Edmunds mieli wzorować się organizatorzy bodaj najbardziej znanych na świecie procesów w Salem w Massachusetts. Czerpali oni głównie z zapisków Hale'a.

Zapiski Matthew Hale'a nt. procesów czarownicZapiski Matthew Hale'a nt. procesów czarownic University of Glasgow Library

W XVI i XVII wieku polowania na czarownice w całej Europie zakończyło się śmiercią co najmniej kilkudziesięciu tysięcy osób. W Bury St Edmunds stracono łącznie 16 kobiet i dwóch mężczyzn. To nic w porównaniu do procesu w niemieckim Wurzberg, gdzie skazanych było 900 osób, ale był to i tak najbardziej tragiczny proces na Wyspach.

Przyczyny polowań na czarownice są złożone i mają związek z przemianami, które przechodziły wówczas społeczeństwa, w tym reformację kościoła katolickiego. Ludzie dopatrywali się obecności szatana, a rzekome czarownice służyły za kozła ofiarnego.

Na Wyspach chętnie wskazywał go Matthew Hopkins, słynny łowca czarownic, który znak diabła widział np. w pieprzykach, bliznach i innych zmianach skórnych. Niewiele więc było trzeba, by zostać oskarżonym o czarnoksięstwo. Hopkins nie był wyjątkiem, na świecie przeprowadzano absurdalne próby, które miały wykazać magiczną siłę, np. wrzucano kobietę do wody - jeśli nie szła na dno, to była czarownicą. Ale ówczesny strój niemal wykluczał pójście na dno, bo "napompowane" spódnice działały jak boje. Podczas procesów zwyczajnie stosowano też tortury, którymi zmuszano do przyznania się do winy.

Ale wbrew powszechnej opinii nie skazywano wszystkich oskarżonych, a w XVII wieku - czyli kiedy w procesach uczestniczył Hale - bardziej oświeceni ludzie podważali już istnienie czarnej magii.  

Podejście Hale'a do gwałtu małżeńskiego obowiązuje nawet po setkach lat

Znacznie dłużej żyjące dziedzictwo brytyjskiego prawnika to kwestia gwałtu małżeńskiego, którego Hale zwyczajnie nie uznawał. Twierdził bowiem, że małżeństwo to kontrakt, który zakłada automatyczną zgodę i kobieta nie ma prawa odmówić mężowi. Takie poglądy nie dziwią w XVII wieku, zwłaszcza że gwałt w małżeńskie (czy związku) to nadal statystycznie duża część wszystkich przypadków zgwałcenia. "Przełamać tabu. Raport o przemocy seksualnej STER" wskazywał przed kilkoma laty, że sprawcą gwałtu na badanych w 22 proc. był obecny partner. Jednocześnie z wypowiedzi badanych nierzadko wynikało, że stosunku bez zgody w małżeństwie nie traktowały, jak gwałtu, więc statystyka może być istotnie zaniżona. I zaniżona będzie, bo ponad 90 proc. przypadków nie jest zgłaszanych na policję, co też nie dziwi, jeśli 67 proc. zgłoszeń kończy się odmową wszczęcia postępowania lub umorzeniem. A to i tak zakładając, że ofiara nie zostanie wcześniej zniechęcona przez policję.

Usprawiedliwianie gwałtu małżeńskiego - mogłoby się wydawać - wynika raczej z uzusu, niż zapisów prawa. Tymczasem w Wielkiej Brytanii spisany przez Hale'a uniewinniający męża wyjątek od prawa został unieważniony dopiero w 1991 roku,

Zasadę sformułowaną przez Hale'a przeniesiono również do Stanów. Gwałt małżeński również tam miał inny status - był dozwolony lub traktowany łagodnej - od gwałtu popełnionego przez osobę inną niż partner. Do 1993 roku w definicji prawnej gwałtu znajdował się zapis, ze jest to czynność popełniona przez osobę inną niż małżonek.

Ale i zupełnie współcześnie zdarzały się przypadki, gdy małżonek unika odpowiedzialności. W Minnesocie jeszcze kilka lat temu obowiązywał przepis, który zakładał, że nie dochodzi do przestępstwa seksualnego jeśli ofiara jest ze sprawcą w dobrowolnej relacji seksualnej lub małżeństwie, chyba że para mieszka osobno lub wniosła o separację czy rozwód.

Jenny Teeson w 2017 roku odkryła na wspólnym laptopie jej i męża zdjęcia i nagrania gwałtów, których na niej dokonywał. Jak się okazało, mężczyzna faszerował ją lekami nasennymi i atakował, gdy była nieprzytomna. Ówczesny mąż został oskarżony o przestępstwo seksualne, ale zarzut jeszcze tego samego dnia został oddalony, bo byli małżeństwem. Ostatecznie mężczyznę oskarżono o wykroczenie związane z naruszeniem prywatności Jenny Teeson, do którego przyznał się i spędził w więzieniu 29 dni.

Śmiesznie niski wyrok sprawił, że Teeson zaczęła pracować z lokalnymi politykami i doprowadziła do unieważnienia przepisu. Problem istnieje jeszcze w kilku innych stanach, gdzie wciąż istnieją luki prawne, pozwalające uniknąć więzienia lub zamienić je na terapię, nie uznać gwałtu, jeśli sprawca nie groził bronią, lub jeśli zgłoszono przestępstwo po upływie miesiąca.

Amerykanki będące dziś w wieku reprodukcyjnym nie znają świata sprzed Roe vs. Wade. Nie znają śmierci w wyniku próby samodzielnego przerwania ciąży, mogą nawet nie wiedzieć, dlaczego symbolem protestów przeciwko zakazowi aborcji jest druciany wieszak. Ale grupa konserwatystów chce zafundować im powrót do czasów, kiedy Stany Zjednoczone nie istniały, a o prawach reprodukcyjnych decydowali mężczyźni w takich strojach:

Sir Matthew HaleSir Matthew Hale John Michael Wright, Public domain, via Wikimedia Commons

Więcej o: