W Donbasie Rosjanie idą naprzód. Powoli i krwawiąc na tyle, że mogą nie dojść do celu [SYTUACJA NA FRONCIE]

Rosyjskie wojsko powoli, ale jednak zajmuje miejscowość za miejscowością. Od kilku dni widać postępy ich ofensywy w Donbasie. Ukraińcy walczą jednak zażarcie i nic nie jest jeszcze przesądzone. To krwawa walka na wyczerpanie i to, komu szybciej skończą się żołnierze.

Rosyjska ofensywa w Donbasie rozpoczęła się już półtora tygodnia temu. Tak opisywaliśmy wówczas sytuację. Jeśli spojrzeć na ogólną mapę Ukrainy, widać, że do dzisiaj postępy Rosjan są bardzo małe. Wręcz trudne do zauważenia. Mowa o 15-30 kilometrach w linii prostej na kluczowych osiach natarcia.

Można to sobie porównać na dwóch mapach. Jednej pokazujących sytuację 20 kwietnia, w drugiej dobie rosyjskiej ofensywy, kiedy zaczęły być zauważalne ruchy Rosjan.

Bitwa w Donbasie. Stan na 20 kwietnia, początek rosyjskiej ofensywyBitwa w Donbasie. Stan na 20 kwietnia, początek rosyjskiej ofensywy Fot. Militaryland.net

Link do mapy w większej rozdzielczości.

A drugiej pokazującej stan na 28 kwietnia. Osiem dni później. Zauważalne postępy właściwie tylko na północy. Poszerzenie włamania na południe od Izium, czyli w lewym górnym rogu mapki, oraz dalej na wschód (prawo), w kierunku na miasto Łyman. Do tego drobny postęp najdalej na wschodzie, czyli w rejonie miejscowości Nowotoszkiwskie.

Bitwa w Donbasie. Stan na 28 kwietniaBitwa w Donbasie. Stan na 28 kwietnia Fot. Militaryland.net

Link do mapki w większej rozdzielczości.

Żadnej finezji, po prostu pałka

Nie ma więc wątpliwości, że postępy Rosjan niestety są, ale z drugiej strony - są bardzo powolne. Pomimo rzucenia do ataku znacznych sił i okładania ukraińskich pozycji nawałami artyleryjskimi nie ma żadnych przełamań frontu. Rosyjskie czołgi nie pędzą po stepie, nie zamykają kilkudziesięciu tysięcy Ukraińców w okrążeniu w Donbasie. Nie ma żadnych wielkich manewrów, finezyjnych okrążeń. Jest mozolne przebijanie się przez zdeterminowaną i zażartą obronę Ukraińców. Kilometr po kilometrze. Nawała ogniowa za nawałą ogniową, atak za atakiem. Przebijanie muru pałką i głową. Tak jak można było się spodziewać. Ukraińcy mieli dużo czasu, żeby się przygotować, i pokazali, że potrafią umiejętnie się bronić, a ich morale jest bardzo wysokie.

Rosyjskie czołgi pod ostrzałem ukraińskiej artylerii w rejonie Izium. Jeden ewidentnie zostaje zniszczony. Po licznych lejach widać, że to rejon ciężkich walk i częstego ostrzału artyleryjskiego.

Co więcej, na południowym odcinku frontu, tam, gdzie przez lata była linia zawieszenia broni, postępy Rosjan i separatystów są prawie żadne. Pomimo ponawianych ataków i zmasowanego ostrzału. Zwłaszcza w rejonie miejscowości Awidijwka i Marinka w rejonie Doniecka, skąd Rosjanie chyba chcieli wyprowadzić południowe uderzenie mające doprowadzić do okrążenia sił ukraińskich w Donbasie. Momentami udało im się nawet posunąć naprzód, zwłaszcza w rejonie Marinki, ale zostali potem odrzuceni przez kontratakujących Ukraińców.

Na wschodzie ukraińskiego zgrupowania, w rejonie Siewierodoniecka, postępy agresorów też są symboliczne. Miejscowość Rubiżne jest już morzem ruin, ale pomimo trwających tam od ponad miesiąca zażartych walk Ukraińcy oddali tylko północną część miasta. Dalej na południe podobną areną zaciętych starć właściwie od początku wojny jest Popasna, a właściwie to, co z niej zostało. Sami separatyści relacjonują, że doszło tam do hekatomby ich sił. Ukraińcy stracili kontrolę nad większością miasta, ale nadal trzymają się kurczowo jego zachodniej części.

Rosyjskie czołgi T-80 i bojowe wozy piechoty BMP-3 w rejonie Popasnej.

Bitwa o Donbas jest bitwą na wyniszczenie. Krwawą i mozolną. Ukraińcy nie mają tutaj możliwości wpuszczania Rosjan w głąb swojego terytorium i późniejszego kąsania ich od boków, tak jak w pierwszej fazie wojny na północy Ukrainy. Nie mają tak zwanej głębokości, a Rosjanie ewidentnie nie mają zamiaru powtarzać tamtych błędów i działają bardziej metodycznie. Ukraińcom zostaje zażarte stawianie oporu, a gdy już nie da się go dłużej stawiać, to cofanie się o kilka kilometrów w rejon nowej miejscowości i nowych przygotowanych pozycji. I od początku.

Z każdą kolejną miejscowością siły obu stron są jednak coraz bardziej przetrzebione. I tu jest kluczowa kwestia - kto szybciej straci siły. Atakujący zawsze ponosi cięższe straty niż broniący. Nawet trzykrotnie. Taka jest natura wojny. Nie sposób jednak wiarygodnie ocenić, dla kogo ponoszone obecnie straty wieszczą porażkę. Na jak długo Rosjanom starczy zasobów na mozolne parcie naprzód, a na jak długo Ukraińcom na zażartą obronę pod ogniem rosyjskiej artylerii. Ci drudzy twierdzą, że agresor ponosi katastrofalne straty, ale niezależna weryfikacja takich twierdzeń jest niemożliwa. Jest mało nagrań i zdjęć z rejonu walk, gdzie już od dawna nie ma cywili, a żołnierze dbają o zachowywanie tajemnicy. Okazjonalnie pojawiają się relacje jakoby od żołnierzy, którzy opisują zaciętość walk i poważne straty po obu stronach. Jest ewidentne, że Rosjanie tracą wiele pojazdów opancerzonych, ale nie brakuje też ujęć ukraińskich okopów zasłanych ciałami żołnierzy.

Jeśli wierzyć Rosjaninowi Igorowi Girkinowi, najprawdopodobniej byłemu oficerowi FSB, który z ramienia Rosji wszczynał wojnę w Donbasie 2014 i do dzisiaj ma tam bardzo dobre kontakty, sytuacja wygląda gorzej dla rosyjskiego wojska. Opisywaliśmy szczegółowo jego ogląd sytuacji. Po prostu Rosjanie mają mieć za mało sił, żeby przy takim ukraińskim oporze osiągnąć cel strategiczny w postaci zajęcia całego Donbasu. Najpewniej zdołają się posunąć jeszcze do przodu, ale nie odnieść upragnione zwycięstwo. W podobnym tonie wypowiada się więcej osób związanych z rosyjskim wojskiem i propagandą. Na przykład korespondent Aleksandr Sładkow, działający obecnie w Donbasie. Na swoim profilu na Telegramie w wisielczym tonie napisał 29 kwietnia, że podczas walk rosyjskie i separatystyczne oddziały wykazują "nadmierny heroizm". - Jak mówi stare powiedzenie, czyjś heroizm to efekt błędnych kalkulacji kogoś innego - napisał Sładkow. I dodał, że choć oddziały atakujące Ukraińców (według jego słów "nazistów") od południa z rejonu Doniecka robią, co mogą, wykazując się "heroizmem", to nie mają szans się przebić. Ironizuje też, że wydawało mu się, iż podczas ofensyw nie próbuje się pokonać umocnionego przeciwnika, mając do dyspozycji takie same siły jak on.

Zobacz wideo

Kierunki drugorzędne

Poza Donbasem walki toczą się jeszcze w czterech miejscach. Po pierwsze w rejonie Charkowa, na północ od Donbasu. Tutaj Rosjanie starają się trwać na zajętych uprzednio pozycjach, ostrzeliwują regularnie sam Charków i przede wszystkim bronią od zachodu linii zaopatrzeniowych dla zgrupowań atakujących Donbas z północy. Ukraińcy systematycznie przeprowadzają tutaj małe kontrataki i zajmują kolejne miejscowości, odpychając Rosjan od Charkowa. Zazwyczaj z powodzeniem. Na razie nie widać jakiejś większej próby uderzenia Ukraińców na wschód, w celu zagrożenia kluczowym rosyjskim szlakom zaopatrzeniowym. Lokalna ukraińska ofensywa w rejonie Czuhujiwa zamarła po początkowych sukcesach około tygodnia temu.

Sytuacja w rejonie Charkowa. Stan na 28 kwietniaSytuacja w rejonie Charkowa. Stan na 28 kwietnia Fot. Militaryland.net

Link do mapy w większej rozdzielczości

Po drugie walki toczą się na froncie zaporoskim, biegnącym od rejonu miasta Zaporoże na Dnieprze, po Donieck. Sytuacja była tam stabilna przez właściwie miesiąc. Dopiero w ciągu ostatniego tygodnia Rosjanie zaczęli przeprowadzać poważniejsze ataki. Najpierw w rejonie miejscowości Huliaipole, ale zostali tam szybko zablokowani. Teraz próbują nieco dalej na wschód w rejonie Wielkiej Nowosilki, ale po początkowych postępach i zajęciu kilku miejscowości też zostali przyblokowani. Najpewniej to żadne próby poważnej ofensywy, ale uderzenia mające na celu przynajmniej częściowo rozproszyć uwagę Ukraińców i zmusić ich do trzymania w tym rejonie istotnych sił, a nie odesłania ich do Donbasu.

Sytuacja na froncie zaporoskim. Stan na 28 kwietniaSytuacja na froncie zaporoskim. Stan na 28 kwietnia Fot. Militaryland.net

Link do mapy w większej rozdzielczości.

Kolejne miejsce, gdzie toczą się walki, to niezmiennie Mariupol. Ukraińscy obrońcy już ponad tydzień temu zostali zepchnięci na teren zakładów Azowstal, gdzie bronią się do dzisiaj. Rosjanie deklarują, że nie będą próbowali ich szturmować, ale będą je oblegać i czekać, aż obrońcy sami się poddadzą. Dlaczego tak robią, opisywaliśmy w oddzielnym tekście. W zakładach broni się około tysiąca Ukraińców, do tego mają 600 rannych i około tysiąca cywilów. Rosjanie regularnie przeprowadzają ostrzały i naloty, ale bez większych ataków. Nie wiadomo, jak długo mogą trwać obrońcy. Już od pewnego czasu twierdzą, że ich zapasy są na wykończeniu i apelują o jakąś międzynarodową operację ewakuacji morzem, ale na nic takiego się nie zanosi. Rosjanie mieli wycofać z miasta istotną część użytych do jego zdobywania sił i wysłali je na północ na front zaporoski.

Ostatni rejon walk to obwód chersoński. Na przestrzeni ostatniego tygodnia Ukraińcy w kilku miejscach dokonali powolnych postępów, zbliżając się nawet na kilkanaście kilometrów do przedmieść samego Chersonia. Odbili też kilka miejscowości, które Rosjanie zajęli tygodnie temu, gdy próbowali ataku na północ, w kierunku Krzywego Rogu. W ciągu ostatnich dwóch dób rosyjskie wojsko po długim okresie cofania się przeszło jednak w tym rejonie do lokalnych kontrataków. Zwłaszcza w rejonie samego Chersonia. Ukraińcy twierdzą, że po początkowym zaskoczeniu zatrzymali wroga.

Ukraiński system przeciwlotniczy krótkiego zasięgu Osa w akcji w rejonie Chersonia. Celem miał być rosyjski śmigłowiec, ale efekt odpalenia nieznany.

Pojawiły się też twierdzenia o jakimś nowym rosyjskim zgrupowaniu szykującym się do wznowienia ofensywy w kierunku Krzywego Rogu, ale na razie Ukraińcy donoszą tylko o wzmożeniu ostrzału artyleryjskiego i zatrzymanych próbach ataku w tym rejonie. Ewidentnie dla obu stron to front o drugorzędnym znaczeniu wobec walk w Donbasie i nie są tam kierowane istotne nowe siły, które umożliwiłyby większe uderzenia.

Rejon Chersonia. Stan na 28 kwietniaRejon Chersonia. Stan na 28 kwietnia Fot. Militaryland.net

Link do mapki w większej rozdzielczości.

Aktualną sytuację można też prześledzić na interaktywnej mapie przygotowywanej przez Jarosława Wolskiego, dziennikarza miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa" i autora kanału na YouTubie "Wolski o Wojnie".

Jest trudniej, ale Rosjanie są dalecy od zwycięstwa

Jest ewidentne, że w Donbasie mamy do czynienia z inną wojną niż uprzednio na północy Ukrainy, gdzie Rosjanie ponieśli kosztowną porażkę. Teraz rosyjskie wojsko nie gra już do ukraińskiej bramki poprzez popełnianie kardynalnych błędów wynikających z niedocenienia przeciwnika, przecenienia swoich sił i narzucenie przez polityków nierealnych celów. Niestety jest rozsądniej i metodyczniej, choć jeśli wierzyć Girkinowi, to nadal bez dostatecznego docenienia przeciwnika i bez zaangażowania odpowiednich sił. Tych Rosjanie po prostu mogą już nie mieć, do wojny zaangażowali bowiem właściwie całe regularne wojska lądowe, a mobilizacji nie prowadzą. Ich zdolność do uzupełniania strat jest więc bardzo ograniczona, a odwody małe.

Ukraińcy z drugiej strony od początku wojny prowadzą szeroko zakrojoną mobilizację i pracują nad wystawieniem nowych oddziałów. Dostawy ciężkiego uzbrojenia z NATO trwają już na dobre. Mowa choćby o około 200 czołgach i stu transporterach opancerzonych z Polski, plus artyleria. Sprzęt wystarczający dla mniej więcej dwóch ukraińskich brygad pancernych. Do tego istotne ilości zachodniej artylerii. Wystawienie oddziałów uzbrojonych w ten sprzęt musi jednak potrwać zapewne kilka tygodni, żeby nie rzucać do walki oddziałów bez rozsądnego minimum przeszkolenia i zgrania. Choć być może w realiach wojennych Ukraińcy zrobią to szybciej, niż nam myślącym jeszcze kategoriami czasu pokoju może się wydawać. Pomimo tego może to być za późno, aby nowe oddziały istotnie wpłynęły na przebieg obecnych walk w Donbasie.

Ukraińcy używają już zdobycznych rosyjskich pojazdów. Tutaj zmodernizowany czołg T-80 zamaskowany w lesie.

Ukraińcy starają się też prowadzić operacje wymierzone w rosyjskie zaplecze. Od początku rosyjskiej ofensywy w Donbasie zaczęły coraz częściej wybuchać pożary w składach amunicji i paliw na terytorium Rosji. Wiele wskazuje na to, że dzieje się to za sprawą ukraińskich dronów i być może dywersantów. Zdarzają się też eksplozje mostów, jak choćby ta na bardzo ważnej linii kolejowej z Krymu do Melitopola, która służy do zaopatrywania oddziałów na froncie zaporoskim i w rejonie Mariupola. Na pewno są to wydarzenia problematyczne dla Rosjan, ale nie na skalę zatrzymania ofensywy w Donbasie.

Ta może potrwać jeszcze kilka tygodni. Na razie nic nie wskazuje na to, aby rosyjskie wojsko miało dość sił na zdecydowane rozstrzygnięcie tej bitwy. Choć na pewno nie rzucili jeszcze do walki wszystkich zgromadzonych oddziałów. Jednak patrząc na dotychczasowy bardzo silny opór Ukraińców, trudno się spodziewać załamania ich obrony. Co najważniejsze, nawet gdyby ukraińskie wojsko wyczerpane ponawianymi atakami Rosjan musiało zdecydowanie się cofnąć, to ostatecznie mogą się oprzeć na dużych położonych tuż obok siebie miastach Sławiańsk i Kramatorsk. Ich zdobycie byłoby dla napastników koszmarem. Ta wojna dobitnie pokazuje, jak trudne i kosztowne jest zdobywanie terenu zurbanizowanego, zwłaszcza kiedy nie ma się zdecydowanej przewagi sił, a Rosjanie jej nie mają. To ich podstawowy błąd tej wojny. Rzucenie się na Ukrainę bez mobilizacji, ze zbyt skromnymi siłami. Danie przez to Ukraińcom czasu na okrzepnięcie, a Zachodowi na zorganizowanie się i rozpoczęcie poważnych dostaw broni. Jeśli Rosjanie nie rozpoczną zmasowanej mobilizacji, to z czasem ich pozycja będzie coraz słabsza i trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób mieliby doprowadzić do zakończenia tej wojny na korzystnych dla siebie warunkach.

Zobacz wideo
Więcej o: