Wojna w Ukrainie. Przez 30 dni ponad 350 osób żyło w piwnicy. "Jak w obozie koncentracyjnym"

Mieszkańcy wsi Jagidne w obwodzie czernihowskim przeżyli piekło. Przez miesiąc żyli bez dostępu do żywności i wody, niemal cały czas w zamknięciu, wśród ciał osób zmarłych w piwnicach miejscowej szkoły. - Psy były lepiej traktowane niż ludzie - mówi Tatiana, która wraz z rodziną przebywała w podziemiach. - Nic im nie zrobiliśmy. Nie jesteśmy dla Rosjan ludźmi - dodaje.
Zobacz wideo Płk Lewandowski: Weszliśmy w kolejną fazę wojny w Ukrainie Wybierz serwis

W ten sposób przez 30 dni żyło ponad 350 mieszkańców wsi pod Czernihowem. Jedną z nich była Tatiana, która wraz z mężem, teściową i dwojgiem dzieci w wieku dziesięciu i dwunastu lat trafiła do stworzonego przez Rosjan piekła okupacyjnego. W rozmowie z Ukraińską Niezależną Agencją Informacyjną (UNIAN) kobieta powiedziała, że ciężki ostrzał wioski rozpoczął się już na początku marca. Rodzina spędziła kilka dni w piwnicy. Potem przyszli Rosjanie, którzy kazali wszystkim wyjść. Jak mówili, przyszli, aby "ratować". Przeniesiono ich do piwnic miejscowej szkoły. Wówczas, jak podkreśliła Tatiana, żyło tam już kilkaset osób. - Kiedy wyszliśmy, widzieliśmy cały ten horror, który wydarzył się na naszej ulicy. Wykopane rowy, trzy pożary w miejscu sąsiednich domów. Nasz dom był już bez okien, ale nadal nienaruszony - powiedziała.

MariupolW Donbasie trwa intensywny ostrzał. Rozpoczął się szturm na zakłady Azowstal

Wojna w Ukrainie. Rosjanin nazwał wieś "niemieckim miastem". Winny asfalt i oświetlenie

Jak dodała, przed wejściem do piwnicy rozmawiał z nimi żołnierz, który był "bardzo nieprzyjemną osobą". Rosjanin nazwał wieś "niemieckim miastem". Tatiana stwierdziła, że to dlatego, iż miejscowość miała asfalt i oświetlenie, a każdy dom dostęp do wody. - Sami najeźdźcy żyją znacznie gorzej. Byli zszokowani poziomem życia ukraińskich mieszkańców wsi - powiedziała.

Po tym "przesłuchaniu" rodzina kobiety zeszła do piwnicy szkoły. Mieszkańcy byli w kilku salach - w największej sali przebywało 160 osób. W sumie znajdowało się tam ponad 350 mieszkańców wsi Jagidne. Najstarszy miał 93 lata. Było również sześcioro dzieci w wieku poniżej sześciu miesięcy. Tatiana w rozmowie z UNIAN podkreśla, że w dużym pokoju było nieznośnie gorąco, a na korytarzu, gdzie byli mężczyźni, było zimno. Ludziom brakowało powietrza, ich nogi były spuchnięte od ciągłego siedzenia. Trzy osoby się udusiły - początkowo ich ciała leżały wśród żywych osób.

Według Tatiany w ciągu miesiąca w podziemiach szkoły zmarło 12 mieszkańców wsi. Miejscowy ksiądz poprosił o pozwolenie na pochowanie zmarłych. Rosjanie się zgodzili, ale dali na to tylko dwie godziny. Grozili, że później będą strzelać. Kapłan nakazał mężczyznom wykopać płytkie groby. Zrobili oni notatki, aby zapamiętać, gdzie dana osoba została pochowana.

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

Zniszczona cerkiew po rosyjskim ataku, obwód kijowski Ukraina, 10 kwietnia 2022 (zdjęcie ilustracyjne)Rosja szykuje prowokacje w prawosławną Wielkanoc. Już tworzy "alibi"

Rosjanie przetrzymywali mieszkańców ukraińskiej wsi. "Jak w obozie koncentracyjnym"

Rosjanie nie dbali o to, aby ludzie mieli dostęp do wody i żywności. Czasami pozwalali mężczyznom wyjść z piwnicy na pół godziny, aby mogli przynieść jedzenie. Grożono, że w razie spóźnienia odbędzie się "egzekucja". - Mój mąż kiedyś przyszedł i powiedział, że naszego domu już nie ma - powiedziała Tatiana. "Mieszkańcom" piwnicy pozwalano chodzić do toalety raz dziennie, o 7:00 rano. Często wtedy "rozpoczynał się ostrzał, ludzie uciekali, czasami byli ranieni odłamkami". Rany się nie goiły. Rosjanie kazali śpiewać im hymn Rosji. Wszyscy odmówili.

- Warunki życia w podziemiach szkoły były zbliżone do nazistowskich obozów koncentracyjnych, które istniały podczas II wojny światowej - podkreśliła Tatiana. Kobieta dodała, że często zastanawiała się, czy uda im się przeżyć. - Psy były traktowane lepiej niż ludzie - powiedziała Ukraińskiej Niezależnej Agencji Informacyjnej.

Kiedy mieszkańcy wsi zobaczyli ukraińskich żołnierzy, ich radość była nie do opisania. - W południe mężczyźni zobaczyli pod lasem samochód z ukraińską flagą. To byli nasi żołnierze! Nasza radość nie miała granic - wspominała Tatiana.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.

"Nie jesteśmy dla nich ludźmi"

Kobieta zaznaczyła, że miesiąc spędzony w podziemiach miał tragiczne skutki dla zdrowia ludzi - w piwnicy wybuchła ospa wietrzna, wiele osób ciężko zachorowało, mieli gorączkę. Jej dzieci zachorowały już po uwolnieniu i są obecnie leczone. Wiele osób kasłało i cierpiało na alergie z powodu wszechobecnej wilgoci i zagrzybienia pomieszczeń. Wszyscy schudli - Tatiana aż osiem kilogramów w ciągu miesiąca (obecnie waży 47 kg).

Ukrainka wciąż nie może dojść do siebie. Nie może także zrozumieć przyczyn brutalnego stosunku Rosjan do jej narodu. - Nic im nie zrobiliśmy. Nie jesteśmy dla nich ludźmi - powiedziała.

MariupolRosjanie szykują ciała mieszkańców Mariupola do kremacji. "Filtracja" trwa

Śledczy odkryli 13 miejsc pochówku mieszkańców Irpienia

W Donbasie rozpoczęła się rosyjska ofensywa, agresorzy bombardują cele cywilne. Tymczasem ukraińscy śledczy w Irpieniu pod Kijowem odkryli 13 nowych miejsc pochówku mieszkańców - ofiar rosyjskiej agresji.

Państwowe Biuro Śledcze przeszukało około 700 hektarów obszaru miasta, czyli ponad 10 tys. domów i budynków. Są to głównie tereny mieszkalne, na których było niewiele obiektów infrastrukturalnych, a jedynie szkoły, szpitale i przedszkola. Jak poinformowano, w toku czynności ustalono niezbite dowody zbrodni przeciwko ludzkości popełnionych przez siły zbrojne Federacji Rosyjskiej. W szczególności chodzi o użycie broni zabronionej Konwencją Genewską, nieuzasadnione okrucieństwo i masową eksterminację ludzi. Podczas śledztwa znaleziono dużą ilość rosyjskiej broni i amunicji oraz dokumenty.

Przypomnijmy, Ukraina od 24 lutego stawia opór rosyjskiej inwazji. Rozkaz do zaatakowania Ukrainy wydał prezydent Rosji Władimir Putin

Więcej o: