Nawała ogniowa na całym froncie. Rosjanie próbują ruszyć w duchu marszałka Żukowa

Rozpoczęła się runda druga wojny w Ukrainie. Zgodnie z rosyjską doktryną jako pierwszy był zmasowany ostrzał artylerii, potem ruszyły czołgi. W Donbasie na wielu odcinkach trwają ciężkie walki. Nie ma jeszcze jasności, jakie są efekty zmasowanego rosyjskiego uderzenia. Ukraińcy twierdzą, że w wielu miejscach wytrzymali.

Tak naprawdę jest jednak jeszcze za wcześnie na ocenę powodzenia rosyjskich uderzeń. Ostrzał artyleryjski rozpoczął się w poniedziałek godzinę przed północą. Nie minęła więc jeszcze doba od początku ofensywy. Można jednak wskazać wyraźne kierunki uderzeń i wyłaniający się ogólny zamysł Rosjan.

Zobacz wideo

Uderzenie zgodnie z podręcznikami

Ostatni raz szerzej sytuację na fontach wojny w Ukrainie opisywaliśmy dwa tygodnie temu. Od tego czasu właściwie nie było większych zmian, poza stopniowymi postępami agresorów w Mariupolu (co opisaliśmy szczegółowo w innym tekście) i bardzo ograniczonymi, lokalnymi ofensywami oraz kontrofensywami obu stron. Po prostu Rosjanie i Ukraińcy korzystali z pauzy operacyjnej. Po pierwszym miesiącu walk przegrupowywali się, zbierali siły i starali się zająć jak najlepsze pozycje wyjściowe do rundy drugiej. Zajęło to im niemal dokładnie trzy tygodnie. Teraz będziemy mieli do czynienia z kolejną odsłoną krwawej wojny w klasycznym XX-wiecznym stylu.

Rosjanie ofensywę rozpoczęli zgodnie ze swoimi podręcznikami sięgającymi korzeniami II wojny światowej. Nawała ogniowa na pozycje obronne przeciwnika. Jak coś takiego wygląda w praktyce, można zobaczyć na tym nagraniu. Tu akurat salwa rakiet niekierowanych. Dokładna lokalizacja nieznana, ale podobno Donbas minionej nocy.

Rosjanie od wojny z III Rzeszą kładą ogromny nacisk na użycie artylerii podczas ataku na umocnionego przeciwnika. Zwłaszcza takiego zdeterminowanego. Zmasowany ostrzał ma nie tylko zabijać, ranić i niszczyć, ale też wywoływać szok i obniżać determinację obrońców. Ukraińcy mają jednak duże doświadczenie w życiu pod rosyjskim ostrzałem. W ramach tej odsłony wojny, walki w Donbasie toczą się właściwie od samego początku i artyleria odgrywa w nich pierwszoplanową rolę. Pojawiły się więc doniesienia ze strony ukraińskiej, że ostatnia doba to koszmar, ale nie ma też doniesień o żadnych załamaniach się ukraińskich oddziałów.

Wszystko wskazuje na to, że gdzie Rosjanie zaatakowali, tam napotkali opór. Pomimo zmasowanych ostrzałów i na pewno strat po stronie ukraińskiej. Rosyjskie uderzenia są bardzo przewidywalne. Pokrywają się z tym, o czym pisali właściwie wszyscy cywilni eksperci przyglądający się wojnie. Można więc spokojnie zakładać, że Ukraińcy wspierani wydatnie przez wywiady NATO, dokładnie wiedzieli czego się spodziewać. Elementu zaskoczenia rosyjskie wojsko na pewno nie ma.

Ogólna sytuacja w Donbasie i w rejonie Charkowa. Czerwonymi strzałkami zaznaczone rosyjskie uderzeniaOgólna sytuacja w Donbasie i w rejonie Charkowa. Czerwonymi strzałkami zaznaczone rosyjskie uderzenia Fot. Militaryland.net

Link do mapki w większej roździelczości.

Kleszcze w Donbasie

Prawdopodobnie najsilniejsze uderzenie Rosjan wychodzi/wyjdzie z rejonu miasta Izium na północnym zachodzie Donbasu. Rosyjskie wojsko dotarło tam jeszcze w połowie marca i w długich oraz krwawych walkach zdołało przedostać się na południowy brzeg przebiegającej przez miasto rzeki Doniec. Do początku kwietnia wywalczyli sobie przyczółek, który aż do teraz intensywnie wzmacniali i stopniowo poszerzali. Teraz po nocnej nawale ogniowej dalszy atak na południa z miał ruszyć w kilku kierunkach, ale strona ukraińska twierdzi, że został odparty. Przynajmniej na razie.

Uderzenie z rejonu Izium jest skierowane ku położonym 35-40 kilometrów na południe miastom Kramatorsk i Sławiańsk. To centrum ukraińskiego oporu w Donbasie. Rosjanie mogą próbować ruszyć na nie wprost, albo okrążyć od zachodu, aby odciąć od reszty Ukrainy wraz z resztą ukraińskiego zgrupowania walczącego w Donbasie. 

Według prorosyjskich źródeł to nagranie ewakuacji śmigłowcem rannych rosyjskich żołnierzy z rejonu Izium. Pierwsze takie od prawie dwóch miesięcy wojny. Choć według cześci opisów to po prostu wysadzenie desantu. Transportowy Mi-17 w osłonie bojowego Ka-52.

Atak z rejonu Izium najpewniej stanowi jedno ramię dużych kleszcz, które miałyby tego dokonać. Drugie ramię musi sięgnąć z południa, z terenów republik separatystycznych. W nocy miał ruszyć tam ciężki atak w rejonie miasta Awdijiwka położonego opodal Doniecka. Dokładniej tuż obok niesłynnego donieckiego lotniska, o które toczyły się zawzięte starcia w 2014 roku. Od początku tej wojny też toczą się tam ciężkie walki, ale Ukraińcy nie cofnęli się o krok. Teraz Rosjanie i separatyści mają próbować jeszcze większymi siłami.

Uderzenia rosyjskiego wojska mają też miejsce dalej na wschód. Najpewniej w celu dodatkowego pocięcia ukraińskiego ugrupowania w Donbasie i zamknięcia w oddzielnym okrążeniu wspomnianych Kramatorska oraz Słowiańska na zachodzie, i Siewierodoniecka na wschodzie. To ostatnie miasto jest obecnie najdalej na wschód wysuniętym punktem oporu Ukraińców w całym kraju. Walki o nie, oraz o szereg miejscowości w okolicy (zwłaszcza Rubiżne), toczą się od miesiąca. Napastnicy stopniowo, choć powoli zdobywają teren. Teraz ataki zostały ponowione, ale nie ma szans na to, aby Rosjanie szybko wzięli Siewierodonieck we frontalnym ataku. Najpewniej dlatego najpierw chcą wziąć miasto w okrążenie i urządzić kolejny Mariupol.

Nagranie ukraińskiego czołgu trafiającego rosyjski bojowy wóz piechoty podczas walk w Rubiżnym. Wyjątkowy strzał przez zrujnowany budynek. Widać przy okazji jak wygląda miasto po miesiącu walk.

W tym celu na południe od Siewierodoniecka Rosjanie i separatyści uparcie atakują w rejonie miejscowości Popasna, co robią właściwie od początku wojny. Przełamanie frontu w tym miejscu mogłoby sformować południowe ramię okrążenia i umożliwić dodatkowo uderzenie na zachód. Do tej pory sukcesy mieli jednak bardzo ograniczone i posunęli się o kilka kilometrów. Teraz według wstępnych informacji również posunęli się nieco naprzód, ale nadal mowa o powolnych postępach w ramach tej samej miejscowości. Nie ma doniesień o jakimś zdecydowanym przełamaniu ukraińskich pozycji. Ukraińcy twierdzą wręcz, że zadają agresorowi poważne straty w rejonie Popasnej i Rubiżnego, nie ustępując mu pola.

Jednocześnie Rosjanie uderzyli jednak zdecydowanie od północy, w rejonie miejscowości Kreminna i Jampoliwka. Nie ma jednoznacznych informacji, ponieważ sami Ukraińcy podają sprzeczne. Według jednych źródeł ukraińskie wojsko cofnęło się pod naporem, według innych ciągle walczy i nie oddało całkowicie miejscowości. Najnowsze doniesienia skłaniają jednak do stwierdzenia, że przynajmniej Kreminna została stracona. Uderzenie w tym rejonie może być północnym ramieniem okrążenia Siewierodoniecka. W tym miejscu teren sprzyja jednak Ukraińcom, ponieważ niedaleko na południe od Kreminnej i Jampoliwki zaczyna się zalesiony i częściowo podmokły teren doliny Dońca. Generalnie ta rzeka stanowi istotną przeszkodę terenową, która wzmacnia linie obrony Ukraińców od północy. Nie jest jednak nie do pokonania, co Rosjanie zaprezentowali w rejonie Izium, choć za cenę istotnych strat.

Nowe uderzenie na południu

Na innych odcinkach frontu sytuacja jest spokojniejsza, choć też w ostatnich dobach walki przybrały na intensywności. Zwłaszcza w dwóch miejscach. Rosjanie przeprowadzili istotne uderzenie w nowym miejscu, w kierunku miejscowości Hulajpołe na froncie pomiędzy Zaporożem a Donieckiem. Właściwie od miesiąca sytuacja była tam stabilna. Obie strony nie miały dość sił na nic innego jak blokowanie się. Teraz Rosjanie najwyraźniej albo przerzucili jakieś dodatkowe oddziały, albo skoncentrowali, co mieli dostępnego w okolicy. Nie jest jeszcze jasne, czy to poważne uderzenie mające wspomóc okrążenie Donbasu od zachodu, czy raczej pomocnicze mające związać walką Ukraińców i zmusić ich do trzymania istotnych sił w tym rejonie. Tak, aby w razie czego nie mogli ich rzucić na pomoc do Donbasu. Ukraińcy twierdzą jednak, że ostrzał artyleryjski poprzedzający uderzenie był zmasowany.

Donbas i front zaporoskiDonbas i front zaporoski Fot. Militaryland.net

Link do mapki w lepszej roździelczości

Z drugiej strony ukraińskie wojsko w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin przeprowadziło najpewniej na razie ograniczony kontratak na wschód od Charkowa. Zwłaszcza z rejonu miasta Czuhujiw. Udało im się zająć kilka miejscowości na wschód od niego, w kierunku kluczowych dla Rosjan linii zaopatrzeniowych dla zgrupowania w rejonie Izium. Nic nie wskazuje jednak na jakieś większe przełamanie i zagrożenie odcięcia rosyjskich wojsk na tym kluczowym kierunku. Ukraińcy zatrzymali się na linii rzeki Doniec. Do strategicznej miejscowości i węzła kolejowego w Kupiańsku, kluczowych dla ofensywy Rosjan z północy, zostało 40 kilometrów, czyli w realiach tej wojny bardzo dużo. Być może Ukraińcy będą próbować uderzać dalej, co byłoby z ich perspektywy logiczne i w przypadku sukcesów mogło się przerodzić w niezwykle ważny kontratak. Wiadomo, że w ostatnich tygodniach w rejon Charkowa przerzucili istotne siły rezerwowe. Rosjanie na pewno o tym wiedzieli i byłoby dziwne, gdyby się na taką próbę kontrataku nie przygotowali.

Ukraińscy żołnierze po starciu, które miało się zakończyć zniszczeniem rosyjskiego czołgu.

Poboczne starcia, z punktu widzenia znaczenia walk w Donbasie, toczą się w rejonie Chersonia na zachodzie. Od końca marca pozycje obu stron się istotnie nie zmieniły. Ukraińcy zatrzymali rosyjskie uderzenie na Mikołajów i Krzywy Róg, oraz częściowo odrzucili ich o nawet kilkadziesiąt kilometrów. Potem rosyjska obrona jednak okrzepła i obie strony właściwie zamarły na swoich pozycjach, najpewniej nie mając rezerw na istotne uderzenia, ponieważ wszelkie dostępne siły wysłano dalej na wschód. Teraz Rosjanie mieli przeprowadzić jakieś ograniczony atak na jedną z odbitych przez Ukraińców miejscowości na wschód od Chersonia, ale bez powodzenia. Niezależnie od tego obie strony nieustannie ostrzeliwują się artylerią i w ten sposób zadają sobie straty.

Sytuacja na zachodnim teatrze działańSytuacja na zachodnim teatrze działań Fot. Militaryland.net

Link do mapki w lepszej roździelczości

Niezmiennie trwa też heroiczny, ale skazany na porażkę, opór Ukraińców w Mariupolu. Ich kontrola w tym mieście została zredukowana do dużej huty Azowstal na wybrzeżu Morza Azowskiego. Pisaliśmy szerzej o obronie Mariupola w oddzielnym tekście. Zakłady Azowstal na pewno będą koszmarem dla atakujących Rosjan, jednak nie ma co liczyć na szczęśliwe zakończenie tej historii.

Związani rosyjską ofensywą w Donbasie Ukraińcy nie będą w stanie przeprowadzić zmasowanej kontrofensywy, pokonać sto kilometrów i odblokować miasto. Przynajmniej nie w najbliższych tygodniach. Natomiast gdyby obrońcy Azowstalu wytrzymali dłużej niż tydzień, to i tak byłoby wielkim osiągnięciem po półtora miesiąca walk w okrążeniu.

Wojna na wyczerpanie

Najbliższe dni pokażą natomiast z jakim powodzeniem zakończą się pierwsze rosyjskie ataki w ramach nowej ofensywy na Donbas. To co miało miejsce w ostatnich 24 godzinach było tylko otwarciem. Główne uderzenia wojsk zmechanizowanych na wielu kierunkach dopiero mogą nadejść, po wstępnych atakach obliczonych głównie na rozpoznanie siły oporu obrońców.

Po klęsce, jaką skończyła się inwazja na północy Ukrainy, Rosjanie teraz trochę poprawili swoje szanse. Nie ma już mowy o kompletnym lekceważeniu Ukraińców i jakichś rajdach w głąb kraju w oczekiwaniu na miasta witające ich chlebem i solą. Jest klasyczna rosyjska szkoła prowadzenia wojny. Zmasowany ostrzał artyleryjski i systematyczne uderzenia pancerno-zmechanizowane. Nie ma też skrajnie rozciągniętych oraz bardzo narażonych na ukraińskie ataki linii zaopatrzeniowych. Do tego operacja jest prowadzona na znacznie mniejszym obszarze, co ogranicza kolejny rosyjski problem, czyli zbyt małe siły jak na zamiary. Główny rejon walk znajduje się też poza zasięgiem większości samolotów rozpoznawczych NATO, co ogranicza pomoc wywiadowczą, jaką mogą otrzymać obrońcy.

Ukraińcy nie czekali jednak z założonymi rękoma. Rosyjskie zamiary były oczywiste. Ukraińcy też przerzucali dodatkowe siły na wschód kraju, umacniali swoje pozycje i robili co mogli, aby przy pomocy artylerii oraz sił specjalnych jak najbardziej nadszarpnąć rosyjskie siły jeszcze zanim te rozpoczną ofensywę. Wszystko co można było zobaczyć od początku tej wojny wskazuje, że ukraiński opór będzie zażarty i umiejętny. Choć niechybnie związany z większymi stratami niż na północy kraju, bo Rosjanie niestety wyciągneli jakieś wnioski ze swoich dotychczasowych porażek. Pytanie, czy po nich zostało im dość sił, aby przełamać zdeterminowany ukraiński opór.

Strategia rozpoczynania ofensyw zmasowanym ostrzałem artyleryjskim, tak ulubiona przez między innymi słynnego radzieckiego drugowojennego marszałka Gieorgija Żukowa i tak za każdym razem była połączona z ciężkimi stratami nacierających oddziałów Armii Czerwonej. W tamtych czasach ZSRR mogło sobie na nie pozwolić. Dzisiejsza Rosja nie dysponuje takimi zasobami. Uderzanie tam, gdzie Ukraińcy są najsilniejsi, może się skończyć dla Rosjan dotkliwymi stratami, nawet jeśli zdobędą jakiś teren.

Zobacz wideo
Więcej o: