Ukraina. Nowe zdjęcia krążownika "Moskwa". "Są zabici, ranni, zaginieni", "syn jest gdzieś w morzu"

W sieci pojawiły się nowe zdjęcia, które mają pokazywać uszkodzony krążownik "Moskwa". "Gdyby pożar wywołał detonację, z okrętu nie byłoby co zbierać" - twierdzi ekspert ds. wojskowości. Tymczasem Rosjanie informują, że wśród załogi krążownika są zabici, ranni i zaginieni. 200 członków załogi ma przebywać w szpitalu.
Zobacz wideo Ukraińscy spadochroniarze niszczący pojazdy wroga w rejonie Doniecka

Ukraińska armia zniszczyła okręt flagowy rosyjskiej Floty Czarnomorskiej - krążownik rakietowy "Moskwa". Dokonała tego za pomocą rakiet przeciwokrętowych "Neptun" - poinformowały 14 kwietnia władze Ukrainy. Na pokładzie jednostki znajdować się mogło ponad 500 osób oraz szesnaście kierowanych pocisków. Na razie nie ma dokładnych informacji, ilu Rosjan udało się uratować, ponieważ podczas ataku na krążownik panował sztorm - poinformował gubernator obwodu odeskiego Maksym Marczenko.

W niedzielę w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia, które miały zostać wykonane po uszkodzeniu krążownika "Moskwa". Opublikował je m.in. kanał wojskowy OSINTtechnical na Twitterze:

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

Atak rakietowy na LwówAtak rakietowy na Lwów, co najmniej pięć eksplozji. "Zostańcie w schronach"

Ekspert: Gdyby pożar wywołał detonację, z okrętu nie byłoby co zbierać

Zdjęcia udostępnił również Dawid Kamizela, ekspert ds. wojskowości "Nowej Techniki Wojskowej". "Są i pierwsze faktyczne zdjęcia krążownika 'Moskwa' wykonane po jego uszkodzeniu i pożarze. Można więc poczynić pierwsze obserwacje. Radar 3R41 służący do kierowania ogniem systemu przeciwlotniczego S-300F jest w pozycji na 'spocznij', nieskierowany w kierunku zagrożenia czy też żadnym innym. Również obydwa burtowe systemy OPL krótkiego zasięgu OSA-M są schowane w swoich studniach. Trudno oczekiwać, żeby balastowanie jednostki wymagało sprowadzenia 3R41 akurat do pozycji neutralnej, więc zwiększa to prawdopodobieństwo scenariusza, w którym załoga nie była do końca świadoma zagrożenia" - napisał.

Jak dodał ekspert, poniższe zdjęcie, jego zdaniem, potwierdza scenariusz mówiący o pociskach przeciwokrętowych Neptun. "Moim zdaniem widzimy ślady dwóch dobrych trafień w śródokręcie i ewentualnie trzeciego trafienia bliżej rufy. Przy czym tego ostatniego nie jestem pewien" - stwierdził.

"Dlaczego taki rozkład trafień uwiarygodnia scenariusz z pociskami przeciwokrętowymi R-360 Neptun? Tutaj należy przyjrzeć się głowicy naprowadzającej tego POKPR. Jest to aktywna głowica radiolokacyjna, która (jeśli nie jest absolutnym dziełem sztuki w stylu zachodnim) jest w stanie wykryć cele, określić ich zgrubną wielkość i naprowadzić pocisk na największą/najmniejszą/skrajną z prawej jednostkę. Następnie naprowadza pocisk na centrum kontrastu celu i tyle. Innymi słowy - pociski z taką GSN po prostu trafiają w środek celu" - wyjaśnił Dawid Kamizela.

Jak dodał, zastanawiające jest przechylenie "Moskwy" na lewą burtę. "Przecież trafienia miały miejsce powyżej linii wodnej. Pożar poszedł w dół i walcząc z nim, zalano lewoburtowe przedziały?" - zapytał. "Kolejna oczywista obserwacja to fakt, że trafienia i pożar szczęśliwie dla załogi ominęły umieszczone bliżej dziobu pojemniki z pociskami przeciwokrętowymi P-500/P-1000, jak też umieszczone bliżej rufy, schowane w kadłubie wyrzutnie pionowe systemu przeciwlotniczego S-300F. [...] Gdyby pożar wywołał detonację w jednym czy drugim przypadku, to z okrętu, moim zdaniem nie byłoby co zbierać" - dodał.

Ukraińska armia: Zestrzeliliśmy rosyjski śmigłowiec warty ok. 15 mln dolarówUkraińska armia: Zestrzeliliśmy rosyjski śmigłowiec wart ok. 15 mln dolarów

"Są zabici, ranni, zaginieni"

Dziennikarze z rosyjskiej, ale niezależnej "Nowej Gaziety. Europa" rozmawiali z matką poborowego marynarza, który był na pokładzie "Moskwy" w chwili uderzenia. - Mój syn powiedział, że krążownik został trafiony z lądu, ze strony ukraińskiej. Są zabici, ranni, zaginieni. Syn zadzwonił do mnie, kiedy dostali telefony. Na pokładzie mieli je wraz z dokumentami. Zadzwonił i płakał, opowiadając to, co widział. Na pewno nie wszyscy przeżyli. Załoga próbowała ugasić pożar na własną rękę po tym, jak krążownik został trafiony trzema rakietami Neptun - przekazała.

Pojawiły się także doniesienia o rodzicach szukających swoich dzieci. Kucharz okrętowy miał zaginąć, jednak nie znalazł się na liście zmarłych. Jak stwierdził jego ojciec, został oszukany ws. śmierci syna, którego miejsce pobytu wciąż jest nieznane. Jak podaje Ukraińska Niezależna Agencja Informacyjna, matka tego marynarza miała przekazać, że w szpitalu przebywa ok. 200 członków załogi "Moskwy".  - Poszliśmy do oddziału, dowódca wyszedł, rozłożył ręce i powiedział: "Nic wam nie powiem". Mówię: "Gdzie jest mój syn?", a on odparł: "Cóż, gdzieś w morzu". "Co to znaczy w morzu? A ty gdzie byłeś?" - zapytałam. "A mnie tam w ogóle nie było" - odparł. Tych dowódców nie było na statku - przekazała kobieta, cytowana przez UNIAN.

Więcej o: