To nie jest wojna partyzantów uzbrojonych w rakiety. Bóg wojny jest niezmienny

Śledząc pobieżnie wojnę w Ukrainie, można odnieść wrażenie, że największe sukcesy odnoszą żołnierze z ręcznymi wyrzutniami rakiet, urządzający zasadzki na rosyjskie czołgi. To najczęściej widać na nagraniach. Prawda jest jednak taka, że to wojna klasyczna. Rządzi "zmech" i artyleria.

"Zmech" to potoczny skrót na wojska zmechanizowane, czyli te najcięższe. Czołgi, bojowe wozy piechoty, transportery opancerzone i artyleria samobieżna. Służą w nich w większości żołnierze zawodowi, którzy od początku wojny dobrze się pilnują jeśli chodzi o tak zwany OPSEC. Czyli nie publikują w sieci informacji, zdjęć i nagrań, które mogłyby narazić ich oraz ich oddziały. Dlatego widzimy bardzo mało nagrań walk z perspektywy zmechu. On jednak walczy i to bardzo intensywnie.

- Może nie widać tego dobrze po nagraniach krążących w sieci, ale wojska pancerno-zmechanizowane mają dominujące znaczenie w tym konflikcie - stwierdza w rozmowie z Gazeta.pl Jarosław Wolski, dziennikarz miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa" i autor kanału "Wolski o Wojnie" na Youtubie.

Nagranie wykonane podczas lokalnego kontrataku ukraińskiego zmechu w rejonie na północ od Kijowa w początkowym okresie wojny. Jedno z zaledwie kilku tego rodzaju.

Czołgi w ogóle nie odchodzą w przeszłość

Liczne nagrania zasadzek na rosyjskie kolumny i rakiet trafiających w czołgi czy transportery opancerzone zaburzają obraz wojny w Ukrainie. Tak samo jak zdjęcia rozbitych pojazdów, pośród których przechadzają się spokojnie lekko uzbrojeni żołnierze. Mogłoby się wydawać, że to jest jedna wielka walka Dawida z Goliatem, tylko nie przy użyciu procy, ale nowoczesnych systemów kierowanych. Taka wizja pasuje też do obrazu heroicznej obrony słabszych Ukraińców przed najazdem ciężko uzbrojonych, ale niezdarnych na polu walki Rosjan.

Media zachodnie mają też tendencję do podkreślania wsparcia ze strony swoich państw. Naturalna tendencja, która sprawia, że w prawie każdym materiale pada informacja o dostawach takich systemów jak Javelin czy NLAW. Mówią też o tym zachodni politycy, chcący podkreślić swój wkład w pomoc Ukrainie. Nie ulega przy tym wątpliwości, że te systemy bardzo Ukraińcom pomagają, ale one wojny nie wygrają. Nie bez powodu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski właściwie nieustannie apeluje o jedno: ciężką broń.

Zobacz wideo

Jak powtarza Wolski, ta wojna jest na wskroś klasyczna, choć istotną rolę odgrywają w niej różne nowinki techniczne. Czyli główny ciężar spoczywa na masie ciężkiego sprzętu rodem z ZSRR, ale wspartego istotnie dronami czy systemami naprowadzanymi. Pojawiające się w mediach twierdzenia o jakimś "końcu" czołgów jako bezbronnych wobec rakiet, można spokojnie zapomnieć. Ich zmierzch jest wieszczony regularnie od pół wieku, ale jakoś ciągle nie następuje. -Teraz wszystko wskazuje na to, że czołgi nie okazują się bezużyteczne, ale wręcz potwierdzają swoją istotną rolę na polu walki - stwierdza ekspert.

W Ukrainie potwierdza się też znaczenie "boga wojny", czyli artylerii. Sformułowanie o boskiej mocy artylerii ma długą tradycję, sięgającą wojen napoleońskich. Wraz z rozwojem technologicznym jej skuteczność tylko rośnie. - Przynajmniej 60 procent strat po obu stronach to ogień artylerii. Jest wykorzystywana na dużą skalę. Miejscami wręcz masowo, kiedy do jednego celu bije kilkanaście-kilkadziesiąt dział czy wyrzutni - opisuje Wolski. Na przykład większość zdjęć i nagrań rozbitego rosyjskiego sprzętu z rejonu na zachód i północ od Kijowa ewidentnie przedstawia efekty działania ukraińskiej artylerii.

Ostrzał rosyjskich pozycji przy pomocy rakiet niekierowanych. Nagranie w podczerwieni

Jak atakować, to ciężkim sprzętem

Rola ciężkiego komponentu stanie się jeszcze większa wraz ze skupieniem się obu stron na Donbasie. - Wschód Ukrainy, gdzie obecnie rozgrywają się i będą się rozgrywać najważniejsze wydarzenia tej wojny, to teren wręcz promujący wojska pancerno-zmechanizowane. Płaski i słabo zalesiony - mówi Wolski. Opisywaliśmy to szerzej w oddzielnym tekście. Widać to po pojawiających się teraz licznie nagraniach. Widać na nich najczęściej efekty ukraińskich ostrzałów artyleryjskich i rosyjskie kolumny zmechanizowane. Nagrania zasadzek i ich efektów stały się znacznie rzadsze.

Dodatkowo rola ciężkiego sprzętu wzrośnie dla Ukraińców, kiedy będą chcieli ruszyć do większych kontrataków i spróbować odbijać stracony teren. - W dużym uproszczeniu lekka piechota urządzająca zasadzki jednak bardziej nadaje się do defensywy. Kiedy trzeba ruszyć do ofensywy, to nic nie zastąpi czołgu, transportera opancerzonego i artylerii - mówi Wolski. Po prostu czołgi i inne pojazdy opancerzone to groźna kombinacja siły ognia, pancerza oraz mobilności. W różnych proporcjach w zależności od typu. Chcąc posunąć się naprzód, trudno o coś lepszego niż opancerzony ruchomy bunkier z silnym uzbrojeniem.

- Oczywiście wielkie znaczenie ma to, jak się czołgów używa. Tak jak z każdym rodzajem uzbrojenia. Pobieżna obserwacja tego, co się dzieje na Ukrainie, mogłaby sugerować, że czołgi są łatwym celem i są skutecznie niszczone w zasadzkach. Jednak to nie jest przejaw słabości tych maszyn, tylko nieudolności Rosjan - mówi Wolski. Rosyjskie wojsko ewidentnie ma poważne problemy z systemem dowodzenia i łączności oraz wyszkoleniem. Załogi ich czołgów wydają się często nieświadome sytuacji wokół siebie, próbują wykonywać oderwane od rzeczywistości rozkazy, które wystawiają je na wielkie ryzyko.

Południowe dzielnice i port w Mariupolu, widoczne z satelity. Zdjęcie z 9 kwietnia. Widać dymy z pożarówMariupol jak Warszawa w 1944. Zbliża się koniec

Rosyjska orkiestra haniebnie fałszuje

Co więcej, wspomniane problemy rosyjskiego wojska przekładają się na jego najwyraźniej ograniczoną zdolność do prowadzenia działań połączonych, które są abecadłem nowoczesnych wojsk od II wojny światowej. Chodzi w uproszczeniu o zgranie działania rozpoznania, czołgów, piechoty, artylerii i lotnictwa, aby uzyskać efekt synergii na polu walki. - Wojsko to system, w którym dla najlepszego efektu wszystkie elementy powinny sprawnie współdziałać i się wspierać. Można powiedzieć, że nowoczesne siły zbrojne to powinna być orkiestra, a nie jeden człowiek z bębenkiem. Rosjanom akurat niespecjalnie to wychodzi - opisuje Wolski.

Ponieważ nie wychodzi, to czołgi i inne pojazdy opancerzone regularnie okazują się pozbawione niezwykle dla nich ważnej osłony piechoty i artylerii. W teorii dowódca pododdziału zmechanizowanego powinien zawczasu wiedzieć, gdzie mniej więcej może się spodziewać wrogich żołnierzy z rakietami przeciwpancernymi. Po ich wykryciu i zlokalizowaniu powinien móc wezwać szybko ostrzał artyleryjski czy nalot, który takie zagrożenie dla niego zlikwiduje. Po dostaniu się w zasadzkę powinien być w stanie szybko się usunąć z najbardziej zagrożonego obszaru i kontratakować przy wsparciu piechoty wysadzonej z transporterów opancerzonych. I tak dalej. Śmiertelna gra w papier, kamień i nożyce.

Nikt nie powinien ulegać złudzeniu, że czołg czy z drugiej strony żołnierz z ręczną wyrzutnią rakiet staną się niekwestionowanym królem pola walki, czyniąc inne systemy uzbrojenia zbędnymi. - Prawda jest taka, że nie da się całkowicie wykreślić danego rodzaju uzbrojenia i oznajmić, że oto jest przestarzały. Rakiety przeciwpancerne czy granatniki nie zastąpią czołgów, bo mają inne zadania - mówi Wolski.

Zobacz wideo
Więcej o: