Ukraina: Rosjanie zostawiali ładunki wybuchowe. Nawet w pralkach

Minister spraw wewnętrznych Ukrainy Denis Monastyrski poinformował, że rosyjscy żołnierze zostawiali w ukraińskich domach, w których mieszkali "niespodzianki". To ładunki wybuchowe, które umieszczali w najbardziej nieoczekiwanych miejscach - na przykład w pralkach.

Minister spraw wewnętrznych Ukrainy Denis Monastyrski w rozmowie z ukraińską telewizją wezwał ludzi do tego, by zaczekali z powrotem na wyzwolone tereny, ponieważ wciąż znajdowane są tam ładunki wybuchowe. Wiele z nich jest ukrytych w budynkach i mieszkaniach, w których przebywali Rosjanie. 

Zobacz wideo Kramatorsk. Okolice dworca po rosyjskim ataku rakietowym

Wojna w Ukrainie. Rosjanie zostawili po sobie ładunki wybuchowe

Minister spraw wewnętrznych Ukrainy Denis Monastyrski poinformował, że rosyjscy żołnierze pozostawili po sobie w mieszkaniach Ukraińców ładunki wybuchowe. - Zwłaszcza tam, gdzie mieszkali okupanci, gdzie zostawali na noc. Zostawili transparenty przy wejściu do domu. Materiały wybuchowe znaleziono również tam, gdzie mieszkali policjanci, wojskowi i ratownicy. Nazwali to niespodzianką. Zdarzały się przypadki, gdy ładunki wybuchowe umieszczali w pralce: drzwi się otwierają, następuje eksplozja - mówił w sobotę. Rosjanie mieli dowiadywać się o tym, kto mieszka w danym domu podczas jego okradania. 

 

Manewry wojskowe w pobliżu granicy białorusko-ukraińskiejRosja i Białoruś przygotowują się do ćwiczeń. Są zdjęcia satelitarne

Na Telegramie opublikowany nagranie, na którym widoczny jest ładunek wybuchowy umieszczony w pralce. Wideo znajdziesz pod TYM linkiem

Ukraińscy saperzy pracują nad rozminowaniem terenu. "Dziś pracuje 17 grup pirotechników"

Minister spraw wewnętrznych Ukrainy Denis Monastyrski ostrzegł, że w wyzwolonych regionach wciąż jest niebezpiecznie. - Dziś w obwodzie kijowskim pracuje 17 równoległych grup pirotechników. Tylko 8 kwietnia znaleziono 6500 ładunków wybuchowych. Wyobraźcie sobie, ile każdego dnia nasi ratownicy znajdują materiałów wybuchowych - powiedział Denis Monastyrski.

Wskazał również na przypadek mężczyzny, który otworzył bagażnik swojego zaminowanego samochodu i zginął na miejscu.  Dodał, że ukraińscy saperzy nieustannie pracują nad wyeliminowaniem ładunków. Do Ukrainy przyjechali też specjaliści z innych krajów, aby pomóc w rozminowaniu.

Co najmniej dwa tygodnie ma zająć ustalenie dokładnej liczby cywilów zabitych w Buczy pod Kijowem. Jak stwierdził Monastyrski, w pierwszej kolejności należy rozebrać gruzy i ruiny, a dopiero po tym będzie można ustalić dokładną liczbę ofiar.  - Usunięcie blokad zajmuje nam jeszcze co najmniej dwa tygodnie. Wtedy będzie można opowiedzieć o liczbie zabitych - mówił szef ukraińskiego MSW.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Więcej o: