Rosjanie staczają się w otchłań i im to nie przeszkadza. "Putin po raz kolejny prawidłowo wyczuł nastroje"

Mamy XXI wiek, Rosja otwarcie napada na sąsiednie państwo, morduje cywili i bombarduje miasta. Rosjanie najpierw są trochę zszokowani, ale po miesiącu generalnie stanęli za Władimirem Putinem. Nie tylko z powodu powszechnej propagandy. Oni tego chcą.

- Nie ulega wątpliwości, że propaganda pada na podatny grunt. To nie jest żadna "wojna Putina". Wszystko wskazuje na to, że Rosjanie autentycznie w znacznej mierze popierają jego politykę - mówi Gazeta.pl Agnieszka Legucka, analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Zobacz wideo

Rosjanie chcą wierzyć w propagandę

Narracja o "wojnie Putina" regularnie pada z ust wielu zachodnich polityków i mediów. Wielokrotnie takim sformułowaniem posługiwał się na przykład kanclerz Niemiec Olaf Scholz, choćby 25 marca w obszernym wywiadzie dla tygodnika "Die Zeit". Sugestia za tymi słowami jest taka, że to rosyjski prezydent, a właściwie już dyktator, doprowadził swoimi zbrodniczymi decyzjami do wojny. On sam, ewentualnie jego ścisłe otoczenie. Zwykli obywatele Rosji mają być w tej sytuacji bezwolni, czy wręcz są w jakimś stopniu ofiarami. Czyli trzeba, jak tylko to możliwe, karać Putina i elity, a do zwykłych Rosjan wyciągać rękę i im nawet współczuć.

Tylko czy to właściwa ocena sytuacji? Czy zwykli Rosjanie po prostu zostali porwani przez nurt katastrofalnych decyzji Putina, zaczadzeni propagandą i odcięci od innych źródeł informacji niż te zatwierdzone przez Kreml? Jak mówi Legucka, to nie do końca jest tak. Wiele wskazuje na to, że zwykli Rosjanie z większym czy mniejszym przekonaniem, ale w większości stanęli za władzą, niezależnie od tego, jaka ona jest. Pod koniec marca centrum Lewada, jedyna uznawana za niezależną instytucja badająca opinię publiczną w Rosji opublikowała sondaż, z którego wynikało, że 83 procent respondentów aprobuje politykę Putina. Wzrost o 24 punkty procentowe od stycznia.

Legucka sugeruje, żeby do takich danych podchodzić z pewnym dystansem. - Nie mamy teraz możliwości wiarygodnego badania nastrojów w rosyjskim społeczeństwie. Publikowane wyniki sondaże są wypaczone przez to, że wiele ludzi nie chce rozmawiać z ankieterami i boi się mówić co naprawdę myśli. Tradycyjnie duża część rosyjskiego społeczeństwa woli być pasywna - uważa analityczka. Zaznacza jednak, że w jej ocenie i na podstawie jej obserwacji oraz znajomości Rosji, obywatele tego kraju faktycznie w większości popierają politykę Putina.

- W regionach przy granicy z Ukrainą ocena rzeczywistości jest bardziej trzeźwa, ale dalej, głębiej w Rosji? Większość obywateli wydaje się powielać linię oficjalnej propagandy. Mam wrażenie, że Putin po raz kolejny prawidłowo wyczuł nastroje społeczne i to wykorzystuje. Jest sprzężenie zwrotne pomiędzy propagandą a poglądami ludzi - uważa analityczka.

Władimir PutinRosja. Będą kary za utożsamianie ZSRR i III Rzeszy. Przyjęto ustawę

Musi być siła

Zdaniem Leguckiej to nie chodzi o to, że Rosjanie jakoś bardzo pragną wojny. Wręcz przeciwnie, od lat w badaniach opinii publicznej wojna światowa jest wymieniana jako jedna z największych obaw w społeczeństwie. Nie bez powodu Kreml systematycznie prowadzi narrację, że Rosja walczy o pokój i broni się, zduszając w zarodku ryzyka dla swojego bezpieczeństwa. Czyli obecnie kontrolowaną przez neo-nazistów Ukrainę, chcącą wstąpić do wrogiego NATO, planującego zniszczyć Rosję.

- Rosjanie owszem deklarują, że nie chcą wojny, mają jednak zapotrzebowanie na zwycięstwo. Na wielkość swojego państwa. Na poczucie sprawczości. Nie na poziomie osobistym, bo to im odebrano. Nie mają realnego wpływu na władzę, ani nie mogą swobodnie się wypowiadać. Kreml rekompensuje im to poczuciem dumy ze sprawczości na poziomie państwa i im to odpowiada. Państwa, z którym świat musi się liczyć. Którego świat ma się bać - opisuje Legucka.

Zdaniem analityczki w Rosji można obecnie zaobserwować podobne mechanizmy do tych, jakie miały miejsce w Niemczech w okresie międzywojennym. Szok i upokorzenie wywołane rozpadem ZSRR i zapaścią lat 90. Poczucie niesprawiedliwości. Do tego pogarszająca się w ostatnich latach sytuacja gospodarcza. Poszukiwanie wrogów zewnętrznych i wewnętrznych. Konsolidacja społeczeństwa wokół władzy. Wojna.

- W mojej ocenie wszystko wskazuje na to, że w Rosji jest autentyczne zapotrzebowanie nie tyle na rządy autorytarne, ale wręcz totalitarne. I Putin buduje właśnie państwo totalitarne - uważa Legucka. Obecnie ewidentnie trwa wewnętrzna transformacja Rosji i systemu władzy. Trwa mobilizacja społeczeństwa wokół osoby przywódcy wobec konfliktu i poczucia zagrożenia zewnętrznego. Wszystko ubrane przez propagandę w narrację tkwiącą korzeniami w obronie przed III Rzeszą. - Ludzie będą go teraz kochać za kontynuowanie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, czyli właśnie uwalniania świata od faszystów - stwierdza Legucka.

Siergiej Ławrow, Władimir Putin, 2019 r.Sowietolog: cały rosyjski system był i jest oparty na kłamstwie [WYWIAD]

Wykuwanie nowej totalitarnej Rosji

Wbrew początkowym nadziejom, że szok wywołany wszczęciem wojny rozchwieje rosyjski system władzy i doprowadzi do upadku Putina, na razie w ocenie Leguckiej jego pozycja się umocniła. - Jednak jego sytuacja pozostaje niepewna. Wojna tak naprawdę nie idzie po jego myśli, a utrzymywanie społeczeństwa w tym stanie nacjonalistycznego uniesienia wymaga dostarczania mu zwycięstw. Potrzebne są nowe bodźce, żeby zaspokoić tę rządzę krwi - stwierdza analityczka.

Po miesiącu wojny Kreml nie jest w stanie pokazać obywatelom właściwie żadnego konkretnego zwycięstwa. Nie zajęto żadnego kluczowego miasta, nie zadano druzgoczących klęsk wojsku ukraińskiemu, nie zajęto nawet Donbasu. Poniesiono za to ciężkie straty, o czym propaganda nie wspomina i trzeba było się wycofać z całej północnej Ukrainy, co jest określane jako "gest dobrej woli" i "przejście do drugiej fazy operacji". Do tego na jaw wychodzi skala rosyjskich zbrodni wojennych, określanych jako "ukraińska/zachodnia prowokacja".

- Skoro Putin już posunął się do tego, do czego się posunął, to będzie ciągnął ten konflikt tak długo, jak to będzie mu potrzebne do stworzenia stabilnego systemu totalitarnego - uważa Legucka. Nie chodzi tu tylko o wojnę w Ukrainie, ale też z innymi państwami. Nie bez powodu padają z ust Putina twierdzenia o konieczności "denazyfikacji" całego świata. - Na czym miałoby to polegać, to tak naprawdę nikt nie wie, ale furtka do ciągłego stanu konfliktu i zagrożenia zewnętrznego jest otwarta. To jest natomiast konieczne do budowania poczucia oblężonej twierdzy i konsolidacji społeczeństwa wokół władzy - stwierdza analityczka.

Zobacz wideo
Więcej o: