Wojna w Ukrainie. "Torturowano go, a obok Rosjanie robili grilla". Relacje mieszkańców Borodzianki

Masowe groby, zniszczone, opustoszałe ulice i spalone samochody - tak teraz wygląda Borodzianka. Miasto w obwodzie kijowskim kilka dni temu zostało odbite z rąk rosyjskiego wojska. Relacje mieszkańców Borodzianki są przerażające. - Rosjanie przyszli tu w trzech falach. Najpierw zostali odepchnięci przez armię ukraińską. Potem wrócili i dopuszczali się różnych okrucieństw. Pojawili się mściciele. Chcieli wprowadzić najgorszy terror - opowiada dziennikowi "Le Figaro", jeden z mieszkańców miejscowości.

Borodzianka zamieniła się w miasto widmo. Zniszczone domy, opustoszałe ulice, zwęglone czołgi i samochody. Pod gruzami budynków wciąż leżą ciała, których jeszcze nikt nie odnalazł. Rosjanie mieli w gruzach ukryć pułapki, które rozbroić mogą tylko saperzy.  

- W budynkach ludzie ukrywali się przed bombami w piwnicy - opowiada relacjonuje dziennikowi "Le Figaro" Oleksandr, członek Obrony Terytorialnej, który patroluje plac w centrum miasta.

Więcej aktualnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl

- Rosjanie przyszli tu w trzech falach. Najpierw zostali odepchnięci przez armię ukraińską. Potem wrócili i dopuszczali się różnych okrucieństw. Potem pojawili się mściciele. Chcieli wprowadzić najgorszy terror - dodaje. 

- Porywali przypadkowych mężczyzn. Pewnego dnia przyszedł do mnie jeden z nich, którego puścili wolno. Szukał schronienia i czegoś do jedzenia. To był młody człowiek, może 30-letni, miał na imię Andrij. Powiedział mi, że w pokoju obok jego sali tortur Rosjanie przygotowywali mięso z grilla i śmiali się - wspomina starszy mężczyzna, który siedział obok Oleksandra. 

Zobacz wideo "Jeśli Bucza nie zmotywuje Zachodu do działania, to nie wiem co innego by mogło" - Ben Hodges, były dowódca amerykańskich sił lądowych w Europie

"Przykleili mi na kolanach paski z gazy medycznej jako swego rodzaju tarczę"

W jednym z kolejnych domów mieszka Witalij, wraz ze swoją żoną oraz matką. Ich mieszkanie jest pełne dziur po kulach. Mieszkaniec Borodzianki opowiada, jak rosyjskie wojska potraktowały go tuż po przybyciu do miasta. 

- Założyli mi na głowę plastikowy worek, związali ręce plastikowymi opaskami zaciskowymi i wrzucili do samochodu. Zabrali mnie do domu, założyli metalowe kajdanki zamiast plastikowych. Były tak ciasne, że nawet teraz na nadgarstkach widać rozcięcia - opowiada Witalij. - Przykleili mi na kolanach paski z gazy medycznej jako swego rodzaju tarczę, a potem co najmniej sześć razy strzelili i chybili, żeby mnie przestraszyć. Uderzali mnie kolbami karabinów w nogi i razili prądem - kontynuuje.

Witalij opowiada, że te tortury miała jeden cel. Uzyskanie informacji, kto współpracuje z siłami ukraińskimi. 

Spod gruzów miasta wydobywane są kolejne ciała ofiar

- W Borodziance ciała ofiar znajdowane są pod gruzami domów, a centrum miasta jest zniszczone - powiedział Arsen Milewski. W środę pod gruzami znaleziono 120 ciał. Jak podkreślał, gruzowisk w całym mieście jest jeszcze co najmniej osiem, więc liczba ofiar śmiertelnych może być większa.

Milewski dodał podczas rozmowy w Polskim Radiu, że w mieście nie działają sklepy, ani szpitale. Nie ma też zasięgu telefonii komórkowej, a internet działa tylko w niektórych miejscach.

Więcej o: