Ciężki sprzęt już trafia do Ukrainy. Zachód się łamie, ale działa skrycie

Kolejne informacje wskazują na to, że bez rozgłosu trwa dostarczanie ciężkiego uzbrojenia z państw NATO do Ukrainy. Mowa o czołgach, bojowych wozach piechoty, artylerii i broni przeciwlotniczej. Szczegóły są trzymane w większości w tajemnicy.

Ukraińcy właściwie od początku wojny apelują o dostarczenie im ciężkiego sprzętu. Zachód otwarcie wysyłał jednak głównie lekki w postaci różnego rodzaju rakiet przeciwpancernych i przeciwlotniczych, granatników czy wyposażenia dla żołnierzy.

Problem w tym, że wbrew mylnemu wrażeniu, jakie można odnieść za sprawą mediów społecznościowych, to nie jest wojna lekkiej piechoty urządzającej zasadzki na rosyjskie czołgi. Ogromną rolę tradycyjnie odgrywają wojska zmechanizowane i artyleria, w których Ukraińcy w sposób nieunikniony ponoszą straty. Teraz, chcąc coraz częściej wykonywać kontrataki i odbijać stracony teren, ciężki sprzęt staje się dla nich jeszcze ważniejszy. Stąd regularnie i coraz mocniej ponawiane apele o jego dostawy.

Ograniczone dowody, szerokie spekulacje

Wiele wskazuje na to, że NATO zaczęło się w tej kwestii łamać, albo wręcz już się złamało. Najbardziej dobitny dowód dostarczyli Czesi. W poniedziałek do sieci trafiły zdjęcia załadunku czołgów T-72 i bojowych wozów piechoty BMP-1 na wagony kolejowe gdzieś w Czechach. Według komentarzy im towarzyszących, pociąg z pięcioma czołgami i pięcioma BWP (w polskiej nomenklaturze BWP - Bojowe Wozy Piechoty, czyli silniej uzbrojone transportery opancerzone) miał pojechać do Ukrainy. Oficjalnie czeskie władze nie potwierdziły tego rodzaju transportów. Jednak czescy dziennikarze podawali dalej zdjęcia z komentarzem, że nieoficjalnie potwierdzili ich fakt w wojsku. Mieli też usłyszeć, że ujawnienie tej informacji nie stanowi już zagrożenia.

We wtorek pojawił się też artykuł na czeskim portalu Respekt, w którym szczegółowo opisano skalę dostaw na Ukrainę. Wymieniono czołgi T-72, transportery BMP-1, wyrzutnie rakiet niekierowanych BM-21 Grad i systemów przeciwlotniczych krótkiego zasięgu Strzała-10. Całkowita wartość pomocy militarnej dla Ukrainy miała wynieść równowartość 660 mln złotych. Czeskie wojsko zareagowało komentarzem, że artykuł zawiera nieścisłości i nieprawdziwe informacje. Jednak ogólnie nie zaprzeczyło mu, podkreślając, że pomaga Ukrainie, ale woli to robić bez rozgłosu.

Z Czechami wiąże się też druga najlepiej potwierdzona informacja o ciężkim sprzęcie dla ukraińskiego wojska. W niedzielę niemiecki resort obrony poinformował, że wyraził zgodę na przekazanie Ukrainie 56 byłych enerdowskich BMP-1. Maszyny w latach 90. zostały zakupione przez Szwecję i poddane ograniczonej modernizacji, po której otrzymały oznaczenie PbV-501. Później od Szwedów odkupiła je prywatna czeska firma, która obecnie ma chcieć je sprzedać, albo już sprzedała Ukrainie. Nie ma żadnych dowodów na ich dostawy.

Czeskie transporty ciężkiego sprzętu potwierdził też w swoich nieoficjalnych źródłach amerykański dziennik "Wall Street Journal". Mają one obejmować czołgi, BMP i artylerię. Finansować ma je wspólnie rząd i prywatni darczyńcy.

Sytuacja na Ukranie, stan na piątego kwietniaIzium padło i Rosjanie próbują iść dalej [SYTUACJA NA FRONCIE]

Informacje o zamiarach dostaw ciężkiego sprzętu do Ukrainy znajdują również potwierdzenie ze strony Brytyjczyków. Pod koniec marca w Londynie odbyła się konferencja "darczyńców", czyli 35 państw zainteresowanych wsparciem militarnym Ukraińców. Według słów ministra obrony Wielkiej Brytanii Bena Wallace'a, uzgodniono dostawy między innymi transporterów opancerzonych i ciężkiej artylerii, ale nie czołgów.

Lżejsze pojazdy opancerzone na pewno będą/są dostarczane z Australii. W poniedziałek tamtejsze media poinformowały, że w wyniku bezpośredniego apelu ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego podczas przemówienia do australijskiego parlamentu, zaczęto pośpiesznie szykować do wysłania do Ukrainy pojazdy Bushmaster. To duże kołowe wozy opancerzone, odporne na wybuchy min i odłamki oraz lekką broń strzelecką. Prezydent poprosił konkretnie o nie. Cztery Bushmastery miały już zostać przygotowane i naniesiono na nich małe ukraińskie flagi, w ramach przygotowań przed wysłania ich samolotami do Europy. Nie ma jasności, ile pojazdów Australijczycy będą chcieli oddać.

Niezależnie od tych potwierdzonych, albo częściowo potwierdzonych informacji, można nieoficjalnie usłyszeć, że dostawy ciężkiego sprzętu już się odbywają na większą skalę. Dotyczy to m.in. systemów artyleryjskich i przeciwlotniczych, zgodnie z tym, co ustalono w Londynie.

Pojawiły się również nieoficjalne doniesienia, że kraje NATO sąsiadujące z Ukrainą mogą zacząć remontować i naprawiać część ukraińskiego sprzętu. Ukraińskie zakłady są przeciążone, a ich możliwości ograniczone z uwagi na rosyjskie bombardowania. Wsparcie w postaci napraw i remontów byłoby więc czymś wymiernym.

Problemy z pomocą

Skala potwierdzonych, albo prawie potwierdzonych dostaw pozostaje jednak niewielka. Na pewno zdecydowanie mniejsza niż potrzeby ukraińskie. Skala realnego wsparcia pozostaje jednak trudna do oszacowania z uwagi na utrzymywanie jej w tajemnicy. Po pierwsze lepiej nie mówić Rosjanom otwarcie, że powinni szukać w zachodniej Ukrainie świeżo dowiezionego sprzętu do zbombardowania, albo spodziewać się niespodzianek w postaci uzbrojenia, którego Ukraińcy dotychczas nie posiadali. Po drugie to drażliwy politycznie temat i właściwie wszystkie państwa wolą zachować milczenie. Zwłaszcza po bardzo szkodliwych wizerunkowo publicznych przepychankach w sprawie dostaw samolotów dla Ukrainy (głównie polskich MiG-29), czy mniej głośnych, ale również publicznych dyskusjach na temat systemów przeciwlotniczych (zwłaszcza S-300 ze Słowacji).

Inna sprawa, że ciężkiej broni nadającej się do szybkiego wykorzystania przez Ukraińców nie jest tak wiele. W teorii szereg państw NATO niegdyś należących do Układu Warszawskiego ma jeszcze spore zapasy sprzętu o radzieckim rodowodzie. Na przykład Polska ma około 300 czołgów T-72, tysiąca BWP-1 czy 450 wyrzutni BM-21 i haubic samobieżnych Goździk. W praktyce te liczby nie oddają rzeczywistości, bo istotna część tego sprzętu nie nadaje się nawet do generalnego remontu i jest od lat wrakiem lub rozmontowanym dawcą części. Dla Ukraińców znaczenie ma natomiast tylko to, co da się użyć właściwie od ręki.

To, co jest w pełni sprawne i gotowe do walki jest natomiast cenne dla samych wojsk państw NATO. Na przykład gdyby Polska chciała oddać swoje T-72 (w praktyce mniej niż 200 maszyn, z czego kilkadziesiąt lekko zmodernizowanych), to musiałaby rozbroić trzy bataliony czołgów. To istotna dziura w potencjale, która zostałaby zasypana dopiero za minimum 4-5 lat, po dostarczeniu właśnie zamówionych M1 Abrams i bardzo pośpiesznym przeszkoleniu załóg i zgraniu oddziałów. To nie to samo, co oddanie zapasu granatników czy rakiet, które można relatywnie szybko uzupełnić. Z takich powodów wiele państw wschodniej flanki NATO nie jest przesadnie chętnych oddawać swoją ciężką broń w tak niepewnych czasach. Zwłaszcza, że ze strony zachodnich członków NATO, a głównie USA, nie słychać jednoznacznych deklaracji o gotowości wsparcia swoim starszym, ale nadal sprawnym uzbrojeniem.

Gdyby państwa NATO skoordynowały swoje działania i pojawiła się poważna polityczna wola do wsparcia ukraińskim sprzętem, przeciwności na pewno udałoby się pokonać. W rozmowie z "WSJ" premier Słowenii Janez Jansa stwierdził, że dotychczas wszystkie ustalenia i procedury przebiegały powoli, jednak miały "zauważalnie przyśpieszyć" po ujawnieniu skali zbrodni rosyjskich między innymi w Buczy.

Zobacz wideo
Więcej o: