Marianna ze słynnego zdjęcia została porwana? Wystąpiła w propagandowej, rosyjskiej stacji

Po ataku rosyjskich wojsk na Mariupol media obiegło zdjęcie ewakuowanej Marianny, ciężarnej pacjentki szpitala położniczego. Kilka dni temu kobieta udzieliła propagandowego wywiadu rosyjskim mediom, w którym przekonuje, że nie doszło do nalotu na szpital. Strona ukraińska podejrzewa, że kobieta mogła zostać porwana.

W środę 9 marca Rosjanie ostrzelali Mariupol w południowo-wschodniej Ukrainie. W bombardowaniu szpitala zginęły trzy osoby, w tym dziecko, a 17 zostało rannych. Media ilustrowały napaść na szpital zdjęciami ciężarnej pacjentki, która przy wsparciu ukraińskich żołnierzy uciekała z budynku.

Ambasada Rosji w Wielkiej Brytanii rozpoznała w niej 26-letnią Mariannę Wyszemirskaję ukraińską blogerkę, która prowadzi popularny urodowy profil na Instargramie. Jej postać stała się symbolem rosyjskiego bestialstwa.

Zobacz wideo Rodzina w Ukrainie, odrzucenie propagandy, walka o prawa człowieka. Oni mieli powód, by uciec z Rosji

W piątek wywiad z kobietą przeprowadziły rosyjskie, propagandowe media. Fragment rozmowy trafił do sieci. Słyszymy na nim, jak kobieta nieprzychylnie wypowiada się o ukraińskich żołnierzach.

Propagandowe nagranie z Marianną. Tłumaczy, że nie było bombardowania

- Przyjęto mnie do tego szpitala 6 marca. Wojsko w żaden sposób nie pomagało. Pewnego dnia przyszli i powiedzieli, że nie jedli od pięciu dni oraz poprosili nas o jedzenie. Usłyszeli, że posiłki są dla kobiet w ciąży, ale i tak zabrali nam je i powiedzieli, że możemy zrobić ich więcej - mówiła w rozmowie z rosyjską telewizją.

W propagandowej rozmowie Marianna stwierdziła, że na szpital "nie było nalotów" rosyjskiej armii, a jedynie dwa wybuchy. Wybite z okien szkło miało tylko lekko zranić ją w nos i wargę.

Po wybuchach kobiety miały być sprowadzone do piwnicy, a po około 10 minutach rozpoczęto ewakuacje z budynku. Wyszemirskaja zasugerowała, że korespondenci Associated Press byli na miejscu jeszcze przed wybuchami i zaznaczyła, że nie zgadzała się na robienie jej zdjęć. Wyjaśniła też, że to nie ona została sfotografowana niesiona na noszach, a inna kobieta, która później zmarła. 

Ta relacja przeczy wszystkim pozostałym doniesieniom, które docierają ze zrównanego z ziemią miasta. Nie jest jasne, czy kobieta z własnej woli udzieliła wywiadu prokremlowskim mediom, czy też została do tego zmuszona. Telewizja Biełsat powołuje się na ukraińskie media i donosi, że Rosjanie porwali kobietę.

"Wcześniej jej zdjęcie obiegło świat, a rosyjska propaganda zaczęła nagonkę na kobietę, twierdząc, że jest aktorką i tylko udawała ciężarną" - przypomina Biełsat.

Zmiana narracji rosyjskiej propagandy ws. ataku na szpital w Mariupolu

Opublikowanie tego materiału pokazuje zmianę w narracji rosyjskiej propagandy. Początkowo rosyjscy dyplomaci przekonywali na Twitterze, że zarówno bombardowanie, jak i ewakuacja były inscenizowane, a Marianna - podstawioną, ucharakteryzowaną modelką. 

Zastępca ambasadora Rosji Dmitrij Poliański mówił na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ, że Jewgienij Małoletka, który jest autorem zdjęcia, rzekomo "słynie ze sprzedaży podrobionych fotografii" - podała rosyjska państwowa agencja TASS. Ani Poliański, ani pozostali rosyjscy dyplomaci nie przedstawili na to żadnych dowodów.

Małoletka współpracuje z agencją informacyjną Associated Press i nie jest jedynym jej fotografem, który udokumentował rosyjskie bombardowanie w Mariupolu. Na miejscu był również Mścisław Czernow, który też zrobił zdjęcie Mariannie.

W piątek 11 marca ukraińska dziennikarka Olga Tokariuk poinformowała na Twitterze, że Marianna urodziła dziewczynkę. "Dostałam wiadomość od krewnego Marianny - ciężarnej dziewczyny ze zbombardowanego szpitala w Mariupolu. Rodzinie udało się krótko porozmawiać z nią przez telefon. Wczoraj wieczorem o 22:00 Marianna urodziła córeczkę! Obie mają się dobrze, ale w Mariupolu jest bardzo zimno, a bombardowania nie ustają" - przekazała.

W Mariupolu mogło zginąć nawet pięć tysięcy cywilów. W mieście zniszczone zostało 80 proc. zabudowy. 

Więcej o: