W rejonie Kijowa to Ukraińcy teraz atakują. Mają też sukcesy na południu [SYTUACJA NA FRONTACH]

Ukraińcy po raz kolejny atakują osłabionych Rosjan w rejonie Kijowa i to z pewnymi sukcesami. Pojawiają się nawet twierdzenia o okrążeniu znacznych sił rosyjskich, ale nie ma na to dowodów. Bardziej prawdopodobne jest to, że zdołali w kilku miejscach odrzucić Rosjan.

Poprzedni nasz opis sytuacji na frontach wojny w Ukrainie jest z poniedziałku. Przez te cztery dni stało się ewidentne, że Ukraińcy próbują przynajmniej w niektórych rejonach wykorzystać wyczerpanie Rosjan nieudanymi ofensywami. Tak, żeby ci nie mogli okrzepnąć i spróbować na nowo zebrać sił. Na razie to jeszcze żadna katastrofa dla Rosjan. Jednak pokazuje, że po miesiącu wojny, którą mieli wygrać w kilka dni, miejscami są w defensywie. Zwłaszcza w pobliżu ich celu strategicznego numer jeden - Kijowa.

Szacowaną pozycję wojsk obu stron można zobaczyć na tych mapach przygotowywanych przez portal "militaryland.net". Ostatnia mapa interaktywna polskiego dziennikarza miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa", Jarosława Wolskiego, prezentuje stan na poniedziałek.

Tu dodatkowo seria wiarygodnych map pokazujących kilka perspektyw miesiąca wojny w Ukrainie.

Ukraińskie kontrataki w rejonie stolicy

W rejonie Kijowa już od środy źródła ukraińskie donoszą o kontruderzeniach na wyczerpane rosyjskie wojska próbujące od miesiąca okrążać miasto. Pojawiły się nawet triumfalne twierdzenia o zamknięciu w okrążeniu dużego zgrupowania Rosjan w rejonie miast Irpien-Bucza-Gostomel i dalej na południe w kierunku drogi szybkiego ruchu wychodzącej z Kijowa na zachód. Musi tam być około 10 tysięcy żołnierzy rosyjskich. Tak naprawdę nie ma jednak wiarygodnych doniesień o stworzeniu takiego kotła. Nawet źródła pro ukraińskie zachowują wstrzemięźliwość w ogłaszaniu takiego triumfu. Jest natomiast prawdopodobne, że Ukraińcy rzeczywiście wypchnęli Rosjan z części zajmowanego przez nich terytorium w trym rejonie. Między innymi mieli zyskać kontrolę nad okolicą ważnego miasta Makarów, oraz zrujnowanego licznymi bitwami Irpienia.

Tak teraz obie strony ponoszą najpoważniejsze straty w tym rejonie. Nagranie z ukraińskiego drona (prawdopodobnie polskiego Flyeye), obserwującego w termowizji rosyjskie pojazdy ukryte w lesie, na który później spada ostrzał artyleryjski.

Do poważnych walk doszło też na wschód od Kijowa. Rosjanie mieli przeprowadzić kolejną próbę uderzenia na miasto Browary, ale zostali odparci. Ukraińcy mieli następnie przejść w tym rejonie do kontrofensywy. Amerykańscy dziennikarze twierdzą, powołując się na informacje przekazane przez Pentagon, że w efekcie Rosjanie zostali odrzuceni o około 20 kilometrów z zajmowanych wcześniej pozycji. Źródła ukraińskie dodatkowo twierdzą, że zlikwidowano całą jedną oś rosyjskiego natarcia dalej na północ, bliżej miasta Niżnyn Od dawna nie było żadnych doniesień z tego regionu, więc jest możliwe, że po prostu Rosjanie porzucili tą oś natarcia i zostawili tam tylko symboliczne siły.

Wszystko to oznacza, że Rosjanie na razie nie mają dość sił do dalszego poważnego ataku na Kijów, pomimo kilku tygodni rzekomej reorganizacji i podciągania rezerw. Wręcz przeciwnie, znajdują się miejscami w defensywie i nieznacznie, ale jednak tracą teren na rzecz Ukraińców.

Nagranie z rosyjskiego drona mające pokazywać skuteczne ostrzelanie pozycji ukraińskiej artylerii w rejonie Czernihowa.

W Donbasie desperackie boje obu stron

Na północy i północnym-wschodzie kraju sytuacja pozostaje bez istotnych zmian. Duże miasta Czernihów, Konotop, Sumy i Charków pozostają okrążone, lub częściowo okrążone. Rosjanie nie mają dość sił, aby je zdobywać, więc zostaje im tylko ostrzeliwać je i bombardować. Nie mają też dość sił, aby faktycznie kontrolować rozległe obszary w tej części kraju, na wielu mapach zaznaczone na czerwono. Nieustannie dochodzi do ograniczonych starć i zasadzek na rosyjskie konwoje. Według ukraińskiego wojska Rosjanie wręcz zaczynają się umacniać na tym obszarze, co wskazuje na brak chęci do dalszych ofensyw, ale do trwania na już zdobytych pozycjach i zadbania o ochronę szlaków transportowych. Rosyjskie wojsko ma między innymi minować rejony w pobliżu ważnych dróg, aby powodować straty wśród lekkiej ukraińskiej piechoty organizującej zasadzki.

Katastrofalna detonacja amunicji rosyjskiego czołgu, najprawdopodobniej trafionego w bok ukraińską rakietą przeciwpancerną. Miejsce nieznane.

Walki na większą skalę toczą się niezmiennie na południe od Charkowa i dalej w Donbasie. Rosjanie przez ostatni tydzień intensywnie atakowali w rejonie miasta Izium, którędy chcą uderzyć na południe i odciąć duże siły ukraińskie na wschodzie kraju. Na zdjęciach satelitarnych widać, że pomimo zaciętego oporu Ukraińców i dokumentnego zrycia okolicy przez artylerię, udało im się zbudować dwie przeprawy pontonowe przez rzekę Doniec na zachód od miasta.

To w tym miejscu prawdopodobnie zginął pułkownik Nikołaj Owczarenko, dowódca jednego z rosyjskich pułków inżynieryjnych, które między innymi mają budować takie przeprawy. Można więc domniemywać, że bój był zacięty. Nie ma na razie sygnałów, aby Rosjanie byli w stanie ruszyć dalej na południe. Być może po trudnych walkach o przedostanie się przez rzekę muszą zebrać siły. Ukraińcy twierdzą, że rosyjskie oddziały bojowe straciły tam do 60 procent stanu.

Na całym pozostałym froncie w Donbasie trwa ciągle metodyczna wojna na wyczerpanie. Obie strony intensywnie ostrzeliwują się artylerią. Dodatkowo Ukraińcy muszą sobie radzić z bardzo aktywnymi w tym rejonie rosyjskimi śmigłowcami oraz samolotami. Separatyści sami przyznają, że Ukraińcy bronią się z zaciętą determinacją i robią to bardzo umiejętnie, ale i tak są spychani. Mowa jednak o zmianach w rodzaju może kilku kilometrów, czy pół większej miejscowości, w ciągu kilku dni. Ostatnio Ukraińcy stracili między innymi część Marinki i Werchniotorecka.

Najpewniej rosyjska bateria haubic, nad którą przelatuje para samolotów szturmowych Su-25. Donbas.

Dalej na południe, na froncie ciągnącym się ogólnie z rejonu Doniecka do Zaporoża, nie było istotnych zmian. Rosjanie mają tam ograniczone siły, które Ukraińcy generalnie skutecznie blokują. Nie widać na razie nic, co by wskazywało na wyraźne uderzenie na północ, aby połączyć się z siłami, próbującymi przedzierać się w rejonie Izium na południe. Ewentualne okrążenie ukraińskiego wojska w Donbasie na razie nie wydaje się realne.

Mariupol trwa, a pod Mikołajewem to Ukraińcy idą naprzód

W okrążonym i równanym z ziemią przez Rosjan Mariupolu ostatnie kilka dni też minęły bez wyraźnych zmian. Terrorystyczny ostrzał miasta przysparza cierpienia głównie cywilom, dla których jest to gehenna. Dla obrońców miasta zamienianie go w morze ruin paradoksalnie bardzo nie szkodzi, wręcz daje im lepszy teren do obrony. Ich desperacki opór nie może jednak zmienić faktu, że w dłuższej perspektywie są raczej skazani na porażkę. Kijów otwarcie przyznał, że nie ma sił do odblokowania miasta. Choć obrońcy Mariupola biją się w okrążeniu już prawie trzy tygodnie, podczas gdy początkowo dawano im dni. Do teraz dysponują sprawnymi czołgami, które wykorzystują w walce, co bardzo dużo mówi o niskiej jakości rosyjskiego rozpoznania i zdolności do przeprowadzania precyzyjnych ataków z powietrza.

Do niecodziennego wydarzenia doszło w porcie Berdiańsk, położonym kilkadziesiąt kilometrów od Mariupola. Rosjanie chwalili się w ostatnich dniach, nawet w telewizji, rozładowywaniem tam broni i zapasów z okrętów desantowych. Miało to być wzmocnienie wojsk walczących w Mariupolu. W czwartek rano w porcie doszło jednak do dużej eksplozji i na pokładzie jednego z okrętów wybuchł silny pożar, który najpewniej oznacza jego całkowitą stratę. Dwie inne jednostki alarmowo uciekły w morze, choć z widocznymi uszkodzeniami. Nie ma pewności, czy to efekt udanego ukraińskiego ataku, dywersji czy po prostu nieostrożności Rosjan przy wyładunku amunicji.

Dalej na zachód, w rejonie Mikołajowa, Chersonia i Krzywego Rogu, rosyjskie uderzenie wyprowadzone na początku tygodnia w kierunku tego ostatniego miasta wyraźnie wytraciło tempo. Zgodnie z przewidywaniami, bliżej niego Ukraińcy stawili mocniejszy opór. Dodatkowo nadal przeprowadzają ograniczone kontrataki w rejonie Mikołajowa i chwalą się tam odbiciem kilku miejscowości. Walki mają się już miejscami toczyć na terenie obwodu chersońskiego, który Rosjanie opanowali tygodnie temu.

Ta mapa dobrze pokazuje maksymalny zasięg rosyjskiej obecności ponad tydzień temu (cieńka czerwona linia) i szacowane obecne pozycje wojsk obu stron w tym rejonie zaznaczone kolorami. Niebieski to Ukraińcy, czerwony Rosjanie. Litery MY to Mikołajów. Krzywy Róg jest za górną krawędzią mapki, nieoznaczony.

Okładanie się pięściami bez wielkiego ruchu

Jak więc widać, po miesiącu wojny Ukraina nie tylko nie padła pod ciosami Rosjan, ale zatrzymała ich ofensywę na wielu kierunkach, a miejscami nawet próbuje kontratakować. Jednak zdecydowanie za wcześnie na wieszczenie generalnego zwrotu i przejścia Ukraińców do ataku. Atak jest zawsze trudniejszy i kosztowniejszy niż obrona. Rosjanie ponieśli tak ciężkie straty w ten miesiąc, ponieważ notorycznie parli naprzód, nie zważając na nic. Ukraińcy na pewno nie będą bezmyślnie rzucać się do kontrataku za wszelką cenę. Ukraińskie dowództwo ewidentnie stara się w miarę możliwości ograniczać swoje straty i prowadzić elastyczną obronę, kąsając Rosjan gdzie się da i wykrwawiając ich na wrogim im terenie. Ukraińcy na pewno nie mają też wielkich rezerw, więc wszystkie ich kontrataki mają raczej ograniczony charakter i jak na razie są bardziej obliczone na zadanie jak największych strat Rosjanom, a nie odbijanie jak największych terenów za wszelką cenę.

Obie strony są po prostu za słabe, aby w zdecydowany sposób zakończyć tę wojnę. Pozostaje im trwać i próbować zadawać przeciwnikowi możliwie duże straty, a nie zajmować wielkie połacie terenu. Na korzyść Ukraińców przemawia to, że walczą na swojej ziemi, najczęściej to oni się bronią i mogą atakować rozciągnięte linie zaopatrzeniowe Rosjan. Mają też znaczną przewagę jeśli chodzi o wyposażenie do walki nocą, oraz bardzo dobrych artylerzystów, skutecznie wykorzystujących drony do korygowania swoich ostrzałów. Rosjanie mają natomiast znaczną przewagę jeśli chodzi o lotnictwo. Choć działają nim jedynie na wybranych obszarach, gdzie ukraińska obrona przeciwlotnicza jest słaba. Do tego regularnie przeprowadzają uderzenia rakietami kierowanymi i balistycznymi, czasem ewidentnie zadając Ukraińcom bolesne ciosy, jak choćby w ostatnich dniach poprzez zniszczenie składu paliwa i zaopatrzenia na lotnisku w Kramatorsku. Mają też ciągle przewagę w masie ciężkiego sprzętu.

Zachodowi pozostaje dozbrajać Ukraińców, jak tylko się da, aby chociaż częściowo byli w stanie uzupełnić swoje straty. Lekkiej broni im raczej nie będzie brakować, problem będzie z czołgami, transporterami opancerzonymi i artylerią. Rosjanie mają ich większe zapasy, choć teraz już głównie wiekowe. Pytanie, czy i w jaki sposób spróbują wzmocnić swoje siły w Ukrainie. Jeśli będą chcieli to zrobić w sposób zdecydowany, nie obejdzie się bez trudnej politycznie mobilizacji. Pentagon na razie powtarza, że nie widzi żadnych sygnałów świadczących o czymś takim i wysyłaniu istotnych posiłków na Ukrainę. Być może Kreml nawet siebie skutecznie okłamuje, iż wszystko idzie zgodnie z planem i zwycięstwo jest pewne.

Zobacz wideo
Więcej o: