Maria Zacharowa odpłynęła. Znalazła absurdalne wytłumaczenie wydalania z Polski rosyjskich dyplomatów

Polskie władze poinformowały o wydaleniu 45 rosyjskich dyplomatów. Rosjanie, a konkretnie rzeczniczka ichniejszego MSZ Maria Zacharowa znalazła wytłumaczenie tej sytuacji. Jej zdaniem Polska wyrzuca rosyjskich przedstawicieli, "aby zatrzymać u siebie Ukraińców, próbujących uciec do Rosji".

W środę 23 marca polskie MSZ poinformowało, że z powodu "prowadzenia przez pracowników placówki rosyjskiej działalności niezgodnej z polskim prawem" Polska podjęła decyzję o bardzo znaczącej redukcji personelu dyplomatycznego ambasady Rosji. W związku z tym nasz kraj ma opuścić 45 osób o różnych statusach dyplomatycznych. Rosjanie już znaleźli wytłumaczenie tej decyzji. 

Zobacz wideo Czy Rosji uda się obejść sankcje? Ekspert: Kluczowe jest to, co zrobią Chiny

Maria Zacharowa: Warszawa celowo wydala rosyjskich dyplomatów, aby pozbawić uchodźców z Ukrainy możliwości przedostania się do Rosji

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa na antenie kanału Rossija-24 stwierdziła, że Warszawa wyrzuca rosyjskich dyplomatów, aby... uniemożliwić przedostanie się Ukraińców z Polski do Rosji. - Warszawa robi wszystko, aby ludzie z Ukrainy, którzy są teraz w Polsce i chcą przyjechać na terytorium Federacji Rosyjskiej, a takich osób jest wiele, nie mogli tego zrobić i aby ich cierpienie się zwiększyło. Jest to celowe, jestem tego pewna, działanie, które uderza nie w rosyjską służbę dyplomatyczną - powiedziała Zacharowa cytowana przez TASS. 

Według niej rosyjscy dyplomaci zapewniają pomoc ukraińskim uchodźcom w Polsce w zorganizowaniu potrzebnych dokumentów tak, aby mogli dostać się do Rosji. - Znamy tych ludzi, odbieramy od nich telefony, pomagamy im, wiele rzeczy zostało ostatnio zrobione - podkreśliła. Zacharowa powiedziała też, że liczba pracowników rosyjskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego wydalonych przez Polskę przekracza dotychczasowy skład. - Faktem jest, że wymienia się bezprecedensową liczbę osób. Nadal nie znamy nazwisk, ale szczerze mówiąc, nawet nie rozumiemy, skąd wzięła się taka liczba, biorąc pod uwagę, że jest nieco większa niż wskaźnik ilościowy składu dyplomatycznego - mówiła rzeczniczka rosyjskiego MSZ

Wydalenie 45 dyplomatów to i tak nie tak duża liczba w porównaniu do rekordowego wyniku Wielkiej Brytanii. W 1971 roku tamtejszy rząd po latach nacisków ze strony MI-5 (brytyjskiego kontrwywiadu) podjął decyzję o wyrzuceniu 105 sowieckich dyplomatów oraz oficjeli. Operacja ta otrzymała nazwę "Operacja Stopa", co miało być nawiązaniem do wykopania za drzwi. Jak podaje Onet, w ostatnich latach do rekordowych wydaleń dochodzi w Czechach. Rosyjscy "dyplomaci" zajmowali się tam nie tylko szpiegostwem, ale doprowadzili też do eksplozji składu amunicji, w którym zginął obywatel Czech. Praga w zeszłym roku wydaliła najpierw 18, a następnie 60 rosyjskich dyplomatów oraz pracowników technicznych ambasady. Można przewidywać, że Polska również będzie ograniczać członków rosyjskiej ambasady w Warszawie do minimum. 

51. posiedzenie Sejmu IX Kadencji. Marszałkini Elżbieta WitekSejm przyjął uchwałę przez aklamację. Putin określony zbrodniarzem wojennym

Moskwa zapowiada odwet za wyrzucenie swoich dyplomatów. "Zareagujemy w odpowiedni sposób"

Polskie służby ustaliły, że rosyjscy dyplomaci zajmowali się szpiegostwem. Ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew po wizycie w polskim MSZ, wyszedł przed jego gmach i poinformował media, iż Rosja "ma prawo do własnych decyzji w sprawie kroków odwetowych". - Będzie zasada wzajemności, wyrzucimy polskich dyplomatów - zapowiedział. Andriejew sprecyzował, że uzasadnieniem, jakim posłużyły się władze polskie władze, było "łamanie konwencji wiedeńskiej" oraz "sytuacja w Ukrainie". Dodał, że formalnie nie zostały zerwane relacje dyplomatyczne na linii Rosja-Polska. 

Rosyjski ambasador otrzymał jeszcze kilka pytań od dziennikarzy i podobnie jak rosyjscy politycy nie miał skrupułów, aby wypowiadać propagandowe kłamstwa. Andriejew stwierdził m.in., że "stosujemy broń wysokoprecyzyjną i wyłącznie przeciwko celom militarnym", a w "Mariupolu rządzą fanatyczni naziści, którzy wykorzystują cywilów jako żywe tarcze". Gdy zapytano go, o to czy śledzi jakieś inne media poza rosyjskimi odpowiedział, że zachodnie media to "wielka maszyna dezinformacyjna", a jego zdaniem prawdę o wojnie w Ukrainie mówią np. Chiny. W związku z taką odpowiedzią jeden z dziennikarzy zapytał o to, czy Andriejew ogląda media Korei Północnej? - Nie oglądam mediów Korei Północnej - odparł krótko ambasador Rosji w Polsce, którego decyzja polskiego MSZ nie objęła. 

Ylva JohanssonUE chce "sprawiedliwie podzielić obciążenia" związane z przyjęciem uchodźców

Więcej o: