Ukraińcy mogą przesadzać, ale straty Rosjan są potężne. Nie do udźwignięcia

Nawet ostrożne szacunki mówią o tym, że rosyjskie wojsko straciło na Ukrainie 30-40 tysięcy ludzi. To już co najmniej kilkanaście procent zaangażowanych sił. Poważne są też potwierdzone straty w sprzęcie. Czegoś takiego nie doświadczyła żadna europejska armia od czasów II wojny światowej.

Utrata takich sił w ciągu miesiąca walk ewidentnie wpłynęła na zdolność Rosjan do prowadzenia ofensyw. Tak jak piszemy w naszych podsumowaniach sytuacji na froncie, stracili inicjatywę na praktycznie wszystkich kierunkach i w efekcie zdobywają nowy teren jedynie w niektórych miejscach, w wyniku metodycznej walki na wyniszczenie.

Zobacz wideo

Różne liczby, ale wniosek jest jeden

Precyzyjnie skali rosyjskich strat po miesiącu wojny nie sposób określić. Najpewniej nigdy nie będzie to możliwe, biorąc pod uwagę wojenny chaos i fakt, że to temat bardzo niewygodny dla Kremla. Oficjalnie rosyjskie wojsko podało informacje na temat zabitych i rannych tylko raz, 2 marca. Poinformowano wówczas o 498 zabitych i 1579 rannych, Była to wartość niemal na pewno zaniżona, jak na tydzień intensywnych walk. Do dzisiaj nie było kolejnych oficjalnych komunikatów na ten temat.

W poniedziałek, 21 marca, na stronie tabloidu "Komsomolska Prawda" pojawił się jednak artykuł, w którym była podana liczba 9861 zabitych i 16,1 tysiąca rannych. Jako źródło tych danych wskazano rosyjskie ministerstwo obrony. Informacja ta była jednak najpewniej efektem ataku hakerskiego lub jakiegoś wewnętrznego sabotażu, ponieważ artykuł szybko zniknął ze strony. Nie wiadomo jak bardzo wiarygodne były te liczby.

Ze swojej strony o stratach Rosjan bardzo chętnie informują Ukraińcy, jednak ze zrozumiałych powodów ich dane też należy traktować bardzo ostrożnie. To wojna i obie strony uprawiają propagandę. Według Ukraińców Rosjanie stracili podczas inwazji już 15,3 tysiąca zabitych żołnierzy. Do tego około tysiąca miało trafić do niewoli. Straty w sprzęcie mają wynosić między innymi pół tysiąca czołgów, 1,5 tysiąca różnych lżejszych pojazdów opancerzonych, tysiąc ciężarówek czy 99 samolotów oraz 123 śmigłowce. Najpewniej są to wartości zawyżone.

Podobnie jak twierdzenia byłego szefa ukraińskiego MSW, Arsena Awakowa, który 18 marca opublikował dane mające pochodzić z przechwyconej rosyjskiej komunikacji. Według niego, zabitych miało zostać już 12,8 tysięcy żołnierzy rosyjskich i 4,4 tysiąca najemników.

Swoje szacunki rosyjskich strat podaje też Pentagon. Amerykanie aktualnie twierdzą, zastrzegając, że to "bardzo ostrożne" szacunki, iż Rosjan zginęło już ponad siedem tysięcy. Swoje wyliczenia opierają na danych wywiadu, zwiadu i zdjęciach oraz nagraniach walk trafiających do sieci. Nieoficjalnie padają deklaracje, że straty bezpowrotne, czyli zabici, zaginieni i wzięci do niewoli, mogą być bliskie 10 tysięcy.

Ukraińskie czołgi podczas walk w oblężonym Mariupolu

Kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy zabitych i niezdolnych do walki

Statystycznie na klasycznej wojnie na każdego zabitego przypada trzech kolejnych rannych czy chorych, generalnie niezdolnych do dalszej walki. Tak zwane straty sanitarne. Choć Amerykanie w obecnej sytuacji zaznaczają, że to może być bliżej relacji 2 do 1, ponieważ jakość rosyjskiego systemu ewakuacji medycznej ma być bardzo niska. Czyli wielu rannych umiera, choć na przykład w armiach NATO, czy nawet ukraińskiej, mieliby szansę przeżyć. Liczbę rosyjskich rannych można więc szacować na od 20 do 30 tysięcy. Czyli łącznie Rosjanie mogli już stracić w Ukrainie od blisko 30 do nawet 40 tysięcy ludzi.

To bardzo orientacyjne liczby, jednak jest ewidentne, że ten miesiąc był bardzo krwawy dla rosyjskiego wojska. Zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę zaangażowanych sił. To nie II wojna światowa, gdzie w poszczególnych operacjach walczyły miliony i ginęły setki tysięcy. Do tej wojny Rosjanie zaangażowali w najlepszym wypadku 175-190 tysięcy ludzi. Nawet zakładając najbardziej ostrożne szacunki, oznacza to utratę kilkunastu procent zaangażowanych sił w ciągu miesiąca.

Kilkanaście procent może się wydawać niewielką wartością, ale to poważne straty. Podczas jednej z największych bitw na froncie wschodnim, bitwy na łuku Kurskim w 1943 roku, Niemcy w około półtora miesiąca walk stracili 20-25 procent zaangażowanych sił, co przełożyło się na katastrofalną porażkę. Jeśli obecnie straty rosyjskie w Ukrainie będą rosnąć w podobnym tempie, to mogą się zbliżyć do takiego wyniku.

Czołgi i transportery niszczone setkami

Ewidentnie poważne są też straty Rosjan w sprzęcie. Nawet abstrahując od tych podawanych przez ukraińskie ministerstwo obrony. Najlepszym źródłem wiarygodnych informacji na ten temat jest bloger Oryx, który już od wielu lat podlicza straty sprzętowe w różnych konfliktach, bazując jedynie na zdjęciach i nagraniach, które trafią do sieci. Według jego podsumowania Rosjanie stracili w Ukrainie na chwilę pisania tego tekstu, 1680 sztuk różnego sprzętu bojowego. W tym 269 czołgów, 503 różne bojowe wozy piechoty i transportery opancerzone, 116 dział i wyrzutni rakiet czy 546 samochodów oraz ciężarówek.

Lista Oryxa na pewno nie jest pełna, ponieważ nie każdy zniszczony, uszkodzony czy zdobyty sprzęt został obfotografowany czy nagrany. Do tego on sam notorycznie zaznacza, że ma jeszcze bardzo duży zapas dowodów na rosyjskie straty, których nie nadąża weryfikować i dodawać do listy. Faktyczne straty Rosjan muszą więc być znacznie większe.

Oznacza to wytracenie naprawdę poważnych sił. Jeszcze przed wybuchem wojny zgromadzone na granicach Ukrainy rosyjski potencjał szacowano na do 120 batalionowych grup taktycznych, z których każda składa się w dużym uproszczeniu z 10 czołgów, 40 transporterów opancerzonych i wsparcia artylerii. Czyli łącznie powinno to być co najmniej 1,2 tysiąca czołgów i 4,8 tysiąca transporterów. Tak więc przynajmniej jeśli chodzi o czołgi, które zazwyczaj prowadzą natarcie, Rosjanie mogli już stracić co najmniej 20 procent stanu wyjściowego.

Wojna w Ukrainie. Poddanie się rosyjskiego żołnierza.Rosyjski żołnierz oddał czołg Ukraińcom. Nie widział sensu dalszej walki

Straty nie do udźwignięcia

Jest więc ewidentne, że rosyjskie wojsko bardzo mocno krwawi w Ukrainie, choć precyzyjnych danych brak. Jeszcze mniej wiadomo na temat strat Ukraińców. Oni sami nie ujawniają konkretnych informacji na ten temat, choć robią to w innym stylu niż Rosjanie. Władze nie ukrywają bowiem, że straty są dotkliwe. Pentagon w swoich komunikatach też nie podaje konkretnych szacunków, ale stwierdza ogólnikowo, że straty Ukraińców są poważne, choć niższe niż Rosjan. Według najnowszych twierdzeń Amerykanów, dzięki pokaźnym dostawom z zagranicy i uzupełnianiu strat, ukraińskie wojsko ma zachowywać około 90 procent swojego wyjściowego potencjału.

Swoje szacunki na temat ukraińskich strat podaje też rosyjskie ministerstwo obrony, choć trzeba je traktować z jeszcze większym dystansem, niż szacunki Ukraińców na temat strat Rosjan. Według Moskwy, Ukraińcy stracili choćby 1,5 tysiąca czołgów i pojazdów opancerzonych, 650 sztuk artylerii czy 230 dronów. Według listy Oryxa potwierdzone straty Ukraińców są jednak znacznie niższe i wynoszą łącznie 501 systemów uzbrojenia, w tym na przykład 71 czołgów i 139 transporterów opancerzonych.

Po miesiącu walk jest więc ewidentne, że Rosjanie tracą wyraźnie więcej sprzętu i ludzi niż Ukraińcy. I to tracą w dużym tempie, które według szacunków Oryxa nie osłabło znacząco po przejściu do bardziej statycznych walk w ostatnich tygodniach. Taka skala strat będzie trudna do udźwignięcia w perspektywie kilku miesięcy, jednak Rosjanie mogą jeszcze wiele tygodni toczyć z Ukraińcami wojnę na wyniszczenie. Bez znaczącego uzupełnienia strat za sprawą na przykład częściowej mobilizacji, nie mogą jednak raczej liczyć na wznowienie większych ofensyw i zyskanie choćby cienia szansy na totalne zwycięstwo. Obecnie nawet go nie mają.

Zobacz wideo
Więcej o: