Białorusi taniec z rosyjskim niedźwiedziem. "Możliwości lawirowania dla Łukaszenki są coraz mniejsze, aktualnie wręcz śladowe"

Łukasz Rogojsz
- Nie wykluczam, że Łukaszenka dociśnięty przez Putina może w jakimś zakresie włączyć się do wojny, ale taka decyzja wciąż nie zapadła. Wydaje mi się, że nie jest to scenariusz, który Łukaszenka preferuje. Będzie się przed nim bronić tak długo, jak będzie mógł - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Tadeusz Iwański, kierownik zespołu ds. Ukrainy, Białorusi i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW).

GAZETA.PL, ŁUKASZ ROGOJSZ: Ukraiński wywiad i sztab generalny są przekonane, że lada chwila białoruska armia wkroczy na terytorium Ukrainy już oficjalnie stając się stroną toczącej się wojny. To przesądzone?

TADEUSZ IWAŃSKI*: Rzeczywiście władze ukraińskie komunikują taką ewentualność, a nawet coś więcej niż ewentualność, natomiast nie uważam, żeby to było przesądzone. Widzę duży opór po stronie białoruskiej i ryzyka dla Mińska z tym związane. To nie jest wojna Białorusi, to wojna Rosji przeciwko Ukrainie.

Opór społeczeństwa czy samego reżimu?

Zarówno społeczeństwa, jak i reżimu. Mamy jedynie wyrywkowe dane socjologiczne, lecz społeczeństwo białoruskie jest przeciwne i samej wojnie, i udziałowi w niej białoruskich wojsk. Białorusini są niechętni agresji na naród ukraiński, a ponadto boją się wszelkich konsekwencji zaangażowania w wojnę. Białoruskie społeczeństwo ma też swoją pacyfistyczną specyfikę, o której warto w tym kontekście wspomnieć.

Zobacz wideo Morale białoruskiej armii nie jest dobre, żołnierze nie chcą walczyć z Ukraińcami

Co z Łukaszenką?

Pamiętajmy, że Łukaszenka ma już niewielki wpływ na podejmowanie decyzji, w zasadzie musi robić to, co każe mu Putin. Ale zarówno on, jak i zapewne większa część białoruskiej nomenklatury nie są chętni do tego, żeby wojska białoruskie wzięły bezpośredni udział w działaniach wojennych.

Dlaczego?

Po pierwsze, przekreśliłoby to całą dotychczasową retorykę Łukaszenki, który zapewniał i zapewnia dalej, że Mińsk może stać się pośrednikiem w rozwiązaniu konfliktu. Choć jest w tym całkowicie niewiarygodny dla Ukrainy i Zachodu, jest to jego sposób na wyjście z tej wojny w miarę suchą nogą. Tak więc wysłanie własnych wojsk byłoby zaprzeczeniem linii obranej przez Łukaszenkę na początku tego konfliktu.

Linii? Przecież są jedną ze stron konfliktu.

Od początku wojny Mińsk popiera rosyjskie działania, pretensje i żądania Rosji wobec Ukrainy, zgodnie z kremlowską narracją uznaje absolutną winę władz ukraińskich za sprowokowanie tej wojny. W sferze retorycznej jest więc pełne poparcie dla prowadzonych przez Rosję działań w Ukrainie, natomiast brakuje chęci do wysłania tam białoruskich żołnierzy.

Skąd ta niechęć?

Fiasko rosyjskiego Blitzkriegu na Ukrainie na pewno nie pomaga w podjęciu takiej decyzji. Ale tak naprawdę Łukaszenka nie ma innego wyjścia. Stara się skakać między kroplami. Musi wykazywać lojalność wobec Rosji, dlatego że nie ma innej możliwości utrzymania białoruskiej gospodarki i stabilności społecznej. Droga na Zachód została zamknięta po brutalnym zduszeniu protestów po wyborach w 2020 roku i wywołaniu kryzysu granicznego w ubiegłym roku. Od tego czasu na Białoruś nakładane są kolejne, bolesne sankcje, których efekt może zmiękczyć jedynie pomoc z Rosji. Tak więc to Rosja jest jego najważniejszym partnerem gospodarczym i politycznym i musi płacić tego cenę. Niemniej retoryka to jedno, a działania to drugie. Okazywanie lojalności silniejszemu partnerowi to nadal coś innego niż bezpośrednie włączenie się w wojnę. To drugie oznaczałoby znacznie większe konsekwencje dla Białorusi, jeśli chodzi chociażby o zachodnie sankcje, większe konsekwencje społeczne, ale także osobistą odpowiedzialność samego Łukaszenki za zbrodnie wojenne. Co więcej, byłoby to równoznaczne z pełnym, 100-procentowym uzależnieniem Białorusi od Rosji. Wbrew pozorom, Łukaszenka, mimo niesprzyjających okoliczności, stara się zachować resztki autonomii wobec Kremla. To jest instynkt samozachowawczy.

Więcej o wojnie w Ukrainie i możliwości przyłączenia się Białorusi do inwazji przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Putin zmuszając Białoruś do aktywnego zaangażowania się w wojnę chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - wzmocnić walczące na froncie siły rosyjskie i ostatecznie przypieczętować los samej Białorusi?

Możliwości lawirowania dla Łukaszenki są coraz mniejsze, można powiedzieć, że aktualnie są wręcz śladowe. Brak bezpośredniego udziału Białorusi w wojnie zapewne wynika nie tyle z oporu Łukaszenki, co braku podjęcia przez Putina takiej decyzji. Nie przeceniałbym też wzmocnienia walczących na froncie sił rosyjskich odwodami z Białorusi. Musimy pamiętać, jakiego typu armię ma Białoruś. Jest to armia o niskiej wartości bojowej, a do tego bardzo słabo zmotywowana, żeby walczyć w Ukrainie. Wynika to zarówno z kwestii mentalności społeczeństwa białoruskiego, z niechęci do udziału w jednak cudzej wojnie, ale także samej jakości uzbrojenia czy potencjału militarnego tej armii. Tak naprawdę dwie jednostki mają realną wartość bojową: z Witebska i Brześcia. Są najbardziej zrusyfikowane i najbardziej wpięte w armię rosyjską.

Z Białorusi płyną informacje, że poborowi nie chcą walczyć w Ukrainie, więc Łukaszenka może liczyć jedynie na opłacanych przez reżim zawodowych żołnierzy. Ile w tym prawdy?

Trudno ocenić wiarygodność tych informacji, tak naprawdę nie ma wielu potwierdzonych dowodów na taki stan rzeczy. Nie wiemy jakie są realne nastroje, możemy tylko bazować na znajomości białoruskiego społeczeństwa i robić analizę zysków i strat. Wiele z tego to wojna informacyjna, wrzutki mające służyć tak obniżeniu morale, jak i ryzyka udziału białoruskiej armii. Ukraińskie komunikaty o ataku białoruskiej armii mają zmuszać Łukaszenkę do publicznego skomentowania takiej ewentualności i uspokojenia nastrojów.

Jen PsakiUSA nie wezmą udziału w zaproponowanej przez Polskę misji pokojowej w Ukrainie

Jaką realnie wartość może wnieść do działań wojennych Łukaszenka i białoruska armia?

Główna wartość miałaby charakter taktyczny - otwarcie kolejnego frontu, a przynajmniej znaczące poszerzenie jednego z już otwartych. Pamiętajmy, że jednostki rosyjskie z terytorium białoruskiego operują od pierwszego dnia wojny. Uderzenie na Kijów z zachodu było przeprowadzone z terenu Białorusi. Otwarta jest kwestia, gdzie jednostki białoruskie byłyby skierowane - czy w kierunku Kijowa, by pomóc w otaczaniu stolicy, czy do zachodniej części kraju, by zablokować szlaki logistyczne. Tak czy inaczej, zaangażowanie wojsk białoruskich w wojnę w Ukrainie na pewno sprawiłoby stronie ukraińskiej dodatkowe problemy. Musieliby chronić kolejny odcinek frontu, zabezpieczyć kolejny kierunek natarcia, a tym samym odciągnąć siły zaangażowane w walkę z Rosjanami w innych miejscach kraju. Niemniej musimy pamiętać o morale jednostek białoruskich, szczególnie w porównaniu z wysoko zmotywowanymi do obrony własnego państwa. Ukraińcami. Chęć do zaangażowania w wojnę jest bardzo niska. Działania informacyjne strony ukraińskiej, mówiące o tym, że Białoruś szykuje się do wojny to swego rodzaju uderzenie wyprzedzające, mające tak naprawdę zminimalizować efekt zaskoczenia.

To przyniesie skutek?

Na razie tego nie wiemy. Nie wykluczam, że Łukaszenka dociśnięty przez Putina może w jakimś zakresie włączyć się do wojny, ale taka decyzja wciąż nie zapadła. Wydaje mi się, że nie jest to scenariusz, który Łukaszenka preferuje. Będzie się przed nim bronić tak długo, jak będzie mógł. Białoruski reżim wykonuje działania, które mają zdezorientować Ukraińców. Z jednej strony, była decyzja o wycofaniu pracowników ambasady, mająca uprawdopodobnić wejście wojsk białoruskich, a po kilku dniach informacja o wycofaniu jednostek białoruskich z granicy do miejsc stałej dyslokacji w obwodzie brzeskim.

Mówi pan, że Łukaszence nie uśmiecha się scenariusz uczestnictwa w tej wojnie. jednak, mówiąc klasykiem, może otrzymać od Putina propozycję nie do odrzucenia.

Oczywiście, że tak, natomiast jak na razie chyba jej nie otrzymał albo znajduje argumenty by się jej oprzeć. Być może sam argumentuje Putinowi, że morale białoruskich wojsk jest niskie. Musimy też pamiętać, że wysłanie wojska do Ukrainy jest dla Łukaszenki ryzykiem. Po spacyfikowaniu demonstracji powyborczych uznał, że sprawy wewnętrzne ma załatwione. Tymczasem włączenie się do wojny oznaczałoby - poza reperkusjami międzynarodowymi, sankcjami, totalną izolacją - zwiększenie ryzyka ponownego fermentu społecznego i otwartych wystąpień ludności.

Białoruskie społeczeństwo ma jeszcze na to siłę i ochotę?

Nie dowiemy się tego, dopóki się to nie stanie. Ale byłby to na pewno bardzo mocny bodziec dla Białorusinów, żeby znów wystąpić i przełamać strach przed represjami. Łukaszenko woli się prezentować jako ten, który uchronił kraj przed wojną z Rosją, twierdząc, że gdyby po wyborach zwyciężyła "ulica", to Rosjanie musieliby interweniować. Jak na Ukrainie, gdzie w 2014 roku "nacjonaliści" przeprowadzili "zamach stanu" i Putin musiał chronić zwykłych Ukraińców.

Co militarne zaangażowanie Białorusi w Ukrainie zmieni w geopolitycznym układzie sił naszego regionu?

Możemy założyć, że wszystkie sankcje, które są stosowane wobec Rosji zostałyby zastosowane również wobec Białorusi. Ale Mińsk w odróżnieniu od Rosji nie ma żadnej karty przetargowej w relacjach gospodarczych z Zachodem. Nie ma takich rezerw finansowych, ani potencjału gospodarczego, żeby zachodnie sankcje przetrzymać. Białorusi grozi spadek PKB na poziomie 10-15 proc. w tym roku i w razie objęcia dodatkowymi zachodnimi sankcjami w takim wymiarze, w jakim objęta jest nimi Rosja, sytuacja gospodarcza Białorusi szybko by się załamała. To oznaczałoby, że Rosja, w imię swoich politycznych i strategicznych interesów, musiałaby ratować Białoruś finansowo - zresztą już jest zmuszona to robić - chociaż sama ma wystarczająco wiele problemów z zachodnimi sankcjami i swoją sytuacją gospodarczą.

Coś za coś. Nikt im nie każe wysyłać Białorusinów na front.

Z punktu widzenia Rosji jest jeszcze jedno ryzyko. Rachunek za ratowanie Białorusi byłby wysoki, a wcale nie jest przesądzone, że wybrane jednostki białoruskie - mówimy raptem o kilku tysiącach żołnierzy - wykonałyby wszystkie zadania, które zostałyby przed nimi postawione. Białorusini nie chcą walczyć na tej wojnie, na poziomie indywidualnym i społecznym są mocno związani różnego rodzaju więziami z Ukrainą i Ukraińcami. Wizerunek Ukrainy na Białorusi jest inny w oczach społeczeństwa białoruskiego niż w Rosji w oczach społeczeństwa rosyjskiego.

SA-8 OsaStany Zjednoczone zaskoczą Rosję? Mają dla Ukrainy broń, którą nabyły na Białorusi

Paweł Łatuszka, były ambasador Białorusi w Polsce, powiedział mi niedawno, że jeśli chodzi o sferę informacyjną, to Białorusini w temacie wojny w Ukrainie są poddawani takiej samej propagandzie jak Rosjanie.

Ale nie można porównywać społeczeństwa białoruskiego i rosyjskiego, to dwa różne światy. Po wyborach prezydenckich w 2020 roku na ulice wychodziło nawet ćwierć miliona Białorusinów, podczas gdy aktywność Rosjan jest znacznie niższa. Choć reżimy w Mińsku i w Moskwie są do siebie podobne i coraz bardziej przypominają totalitarne dyktatury, poziom "obróbki" propagandowej jest inny. Białorusinom nie wpajano przez ostatnią prawie dekadę, że Ukraińcy to pomocnicy faszystowskiej junty, która dokonała zamachu stanu w Kijowie, a Ukraina jest państwem sezonowym, zimnowojenną pomyłką historii. Mińsk prowadził mniej konfrontacyjną politykę, wręcz koncyliacyjną zgodnie z idée fixe Łukaszenki, by stać się pośrednikiem między Rosją a Ukrainą i wygrać w ten sposób ocieplenie z Zachodem. To się nawet częściowo udawało, ale przestało być aktualne po wyborach prezydenckich.,

A może wciągając Białoruś do wojny i ściągając na nią gniew Zachodu Putin skorzystałby z okazji i doprowadził do upragnionego połączenia Rosji i Białorusi?

Białoruś de facto już jest w pełni kontrolowana przez Rosję. Tylko od decyzji Kremla zależy, jak bardzo zechce uwikłać Łukaszenkę w tę wojnę. Nie jest to wcale tak oczywista decyzja, jak mogłoby się wydawać, bowiem z tego uwikłania wynikają poważne ryzyka dla obu państw, o których już powiedzieliśmy.

Co wejście Białorusi do tego konfliktu zmieniłoby z punktu widzenia Polski. Jakby nie patrzeć, drugi z naszych sąsiadów przyłączyłby się już oficjalnie do inwazji na innego naszego sąsiada.

W tej chwili nikt nie postrzega Białorusi jako kraju neutralnego ani samodzielnego. Jest pełne zrozumienie tego, że Białoruś bierze udział w tej wojnie, wykonując ważną rolę zabezpieczania zaplecza dla armii rosyjskiej, z terytorium Białorusi odpalane są rakiety, stamtąd inwazję na Ukrainę rozpoczęły wcześniej tam przekierowane wojska rosyjskie. Zresztą wojska rosyjskie w dalszym ciągu częściowo tam są, sprowadzane m.in. z Dalekiego Wschodu, strona białoruska je wspomaga, daje paliwo, zapewnia aprowizację. Dlatego oficjalne wejście Białorusi do wojny nie zmieniłoby sposobu jej postrzegania w kontekście tego konfliktu.

* Tadeusz Iwański - kierownik zespołu ds. Ukrainy, Białorusi i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW); absolwent Filologii Ukraińskiej oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego; studiował również na Uniwersytecie im. Iwana Franki we Lwowie, w Szkole Nauk Społecznych Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk (PAN) oraz w Instytucie Historii PAN; analityk ds. ukraińskich w OSW od 2011 roku

Więcej o: