Rosyjskie wojsko albo stoi, albo brnie. Ciężkie straty obu stron i ryzyko białoruskiego uderzenia [SYTUACJA NA FRONTACH]

Tempo wojny na Ukrainie znacząco zwolniło. Na przestrzeni ubiegłego tygodnia Rosjanie jedynie w kilku miejscach posunęli się naprzód, ale bez wielkich przełamań. Trwa walka na wyniszczenie. Sytuację może istotnie skomplikować spodziewane włączenie się do wojny Białorusinów.

Ostatni raz sytuację na frontach wojny w Ukrainie opisywaliśmy ponad tydzień temu. Od tego czasu orientacyjne położenie wojsk obu stron nie zmieniło się istotnie. Rosjanie nie mają sił na szeroko zakrojone ofensywy, a Ukraińcy na szeroko zakrojone kontrofensywy. Obie strony miały jednak pewne sukcesy.

Szacowane położenie wojsk obu stron można zobaczyć między innymi na interaktywnej mapie aktualizowanej przez Jarosława Wolskiego, dziennikarza miesięcznika "Nowa Technika Zbrojna". Stan na dzisiejsze, poniedziałkowe popołudnie. Alternatywnie mapę interkatywną można zobaczyć na stronie militaryland.net. Jest prostsza, ale uboższa w szczegóły.

Rejon Kijowa i zachodnia Ukraina

Ukraińska stolica od początku jest przynajmniej teoretycznie kluczowym celem strategicznym Rosjan. Pomimo tego, niemal miesiąc od początku wojny, są tak samo dalecy choćby jej okrążenia, jak kilka tygodni temu. O szturmie nie ma mowy i nie będzie mogło być mowy bez rozległej mobilizacji rosyjskich rezerw. Na zachód i na wschód od miasta rosyjskie pozycje znajdują się kilkadziesiąt kilometrów od centrum. Stan posiadania Rosjan nie zmienił się istotnie na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni. Próbowali kilku poważnych uderzeń (na wschodzie na miasto Browary, na zachodzie próbowali po raz kolejny uderzać na południe w kierunku na Fastiw), ale wszystkie napotkały na twardy opór Ukraińców, a nawet lokalne kontrataki. Trwa wojna na wyniszczenie, w której pierwsze skrzypce gra artyleria obu stron. Rosjan hamują nie tylko mocno przetrzebione miesiącem walk oddziały, ale ciągle niedomagające zaopatrzenie.

Sytuacja w rejonie Kijowa. Stan na 21 marcaSytuacja w rejonie Kijowa. Stan na 21 marca Fot. Jarosław Wolski/map.army

Sytuację na zachodzie Ukrainy w najbliższych dniach może istotnie skomplikować Białoruś. Ukraiński wywiad wojskowy twierdzi, że Aleksandr Łukaszenka w końcu ugiął się pod presją Moskwy i zdecydował bezpośrednio przyłączyć do wojny. Ten prawie miesiąc zwłoki najpewniej został wykorzystany, żeby doprowadzić do jako takiego stanu część białoruskiego wojska, aby było w stanie realnie stawić czoła Ukraińcom. Nie ma żadnych sygnałów o mobilizacji, więc do ataku nie będzie w stanie pójść wszystko, co ma na papierze Białoruś. Zdaniem Wolskiego mowa raczej o czterech brygadach zmechanizowanych i brygadzie powietrznodesantowej plus oddziały wsparcia. Razem realnie góra kilkanaście tysięcy ludzi i około 240 czołgów + pół tysiąca bojowych wozów piechoty. Wyposażenie w większości gorsze jakościowo niż rosyjskie, a do tego morale najpewniej jeszcze niższe.

Kolumna transportująca białoruskie czołgi w rejonie granicy z Ukrainą. Widoczne naniesione na pojazdy czerwone kwadraty służące najpewniej do szybkiej identyfikacji. Tak jak rosyjskie "Z", "O" czy V".

Otwarta białoruska agresja, jeśli faktycznie nastąpi, nie zmieni radykalnie toku wojny. Ukraińcy od początku zakładali, że z tego kierunku mogą wyjść jakieś uderzenia na rejon miast Łuck-Równe i dalej Lwów. Z tego powodu na zachodzie swojego kraju ciągle trzymają nietknięte oddziały, które od miesiąca się przygotowują i są wzmacniane bronią dostarczaną przez zachodnią granicę. Do tego teren mocno nie sprzyja atakującym. Granica białorusko-ukraińska to tak zwane Polesie, obszar poprzecinany licznymi rzekami, terenami podmokłymi i w znacznej mierze zalesiony. Czyli taki, z jakim muszą sobie od miesiąca radzić na północny-zachód od Kijowa Rosjanie. Jest wątpliwe, aby Białorusini osiągnęli jakieś wielkie sukcesy, ale zwiążą walką kolejne ukraińskie siły i rozpoczną wyniszczanie ich potencjału (zapewne za cenę poważnych strat własnych) na kolejnym odcinku.

Na wschodzie walec się toczy

Dalej na wschód, w całej północno-wschodniej Ukrainie, sytuacja od tygodni nie ulega istotnym zmianom. Miasta Czernihów, Kontop, Sumy i Charków nadal nie zostały wzięte. Rosjanie nawet tego już nie próbują, ograniczając się do terrorystycznego ostrzału artyleryjskiego i ograniczonych lokalnych ataków. Próby uderzeń w kierunku Połtawy zostały powstrzymane. Po prostu w tym rejonie Rosjanom brakuje sił na coś innego niż ogólne utrzymywanie pozycji, ochronę kluczowych dróg zaopatrzeniowych i w miarę możliwości wykrwawianie sił ukraińskich. Te nie pozostają im jednak dłużne i regularnie pojawiają się zdjęcia oraz nagrania efektów zasadzek na konwoje oraz ograniczonych kontrataków.

Nagranie zasadzki na rosyjską ciężarówkę gdzieś w obwodzie charkowskim przez żołnierzy z formacji Azow

Główny wysiłek Rosjan wydaje się obecnie skupiać dalej na południe i wschód. W Donbasie trwa wojna na wyniszczenie na dużą skalę i Ukraińcy ją przegrywają, ponieważ są bardzo powoli, ale jednak systematycznie spychani. Ponoszą przy tym istotne straty. To stamtąd przychodzą doniesienia o ofiarach wśród wyższych rangą ukraińskich oficerów, czy wręcz o faktycznym rozbiciu jednej z brygad. Na przestrzeni ostatniego tygodnia Rosjanie próbowali sforsować rzekę Doniec osłaniającą ukraińskie siły od północy. Udało im się zająć część kluczowego miasta Izum położonego nad nią i pomimo wysiłków Ukraińców najpewniej przekroczyli rzekę w jej okolicy. Nie jest jednak jeszcze pewne, czy to trwały sukces. Ukraińcy pochwalili się nagraniem całkowicie zniszczonej rosyjskiej kolumny zmechanizowanej, która najwyraźniej próbowała atakować dalej na południe od Izum.

Sytuacja na wschodzie Ukrainy. Stan na 21 marcaSytuacja na wschodzie Ukrainy. Stan na 21 marca Fot. Jarosław Wolski/map.army

Rosjanie i separatyści są też w rejonie miasta Siewierodonieck, położonego na wschodnim skraju terenu kontrolowanego przez Ukraińców. Ci muszą albo się wycofac, albo być gotowymi na kolejną walkę w okrążeniu. Na większości dawnej linii zawieszenia ognia w rejonie Doniecka Rosjanie i separatyści nie próbują większych ataków, choć przeprowadzają próby lokalnych ofensyw. Powiększają natomiast stan posiadania w rejonie miejscowości Wołnowacha, którą wzięli w drugim tygodniu walk. Uderzają stamtąd w kierunku na Zaporoże i odnotowują postępy. Są one jednak ograniczone. Większość linii frontu w tym rejonie nie przesunęła się znacząco od tygodni.

Położony na samym południowym krańcu tego rejonu walk Mariupol ciągle się broni. Miasto już ponad dwa tygodnie jest oblężone i jest sceną największej zbrodni na ludności cywilnej w tej wojnie. Nie wiadomo, ile osób zginęło, ale według Ukraińców może to być już w okolicach 20 tysięcy. Pomimo tego obrońcy miasta nie ustępują i postępy Rosjan oraz separatystów są powolne. Nie ma jednak szans na odblokowanie miasta. Jego upadek jest kwestią czasu. Na razie Ukraińcy odrzucają propozycje poddania się.

Nagranie widoku systemów uzbrojenia transportera BTR-4, walczącego w Mariupolu. Przy pomocy działka 30 mm atakuje dwa rosyjskie wozy. Najpierw BTR-82A, a drugi to najpewniej wcześniej uszkodzony lub porzucony czołg rodziny T-72, który zostaje podpalony dzięki celnym strzałom w słabiej opancerzony bok kadłuba.

Zobacz wideo

Nieudane ofensywy z Chersonia

Do dość istotnych zmian doszło natomiast na odcinku południowo-zachodnim, czyli w obwodzie chersońskim i mikołajewskim. Próby rosyjskich ataków na Mikołajów spełzły na niczym, wręcz Ukraińcom udało się wyprowadzić kontratak i odrzucić Rosjan częściowo od miasta.

Sytuacja na południu Ukrainy. Stan na 21 marcaSytuacja na południu Ukrainy. Stan na 21 marca Fot. Jarosław Wolski/map.army

Rosyjska kontrola nad tym obszarem jest na tyle słaba, że ukraińskie pododdziały były nawet w stanie zbliżyć się do zajętego na początku wojny Chersonia i w minionym tygodniu przeprowadzić ostrzał artyleryjski tamtejszego lotniska, gdzie Rosjanie zgromadzili kilkadziesiąt śmigłowców. Podobny atak przeprowadzili już wcześniej. Zniszczonych lub uszkodzonych zostało co najmniej kilkanaście, a do tego duża liczba ciężarówek i innych pojazdów.

Nie udała się też rosyjska próba obejścia Mikołajowa od północy, przez miejscowość Wozneseńsk. Rosjanie zostali pobici i odrzuceni. Nie wydaje się, aby próbowali ponowić uderzenie w tym kierunku. Prawdopodobnie większość rezerwowych sił rzucili w drugą stronę, na północ i wschód w kierunku Krzywego Rogu oraz Zaporoża. Miejscami przesunęli się o prawie sto kilometrów, ale przy braku istotnego ukraińskiego przeciwdziałania. Najpewniej Ukraińcy czekają dalej i będą stawiać twardszy opór bliżej Krzywego Rogu. Niezależnie od tego, Rosjanie na pewno tracą w tym rejonie sprzęt. Ukraińcy wykonali na przykład te zdjęcia zniszczonego pododdziału w rejonie miejscowości Basztanka.

Dzięki skutecznej obronie Mikołajewa i Wozneseńska, Odessa pozostaje bezpieczna. Rosjanie w dającym się przewidzieć okresie nie przeprowadzą w rejonie tego strategicznego miasta operacji desantowej, bo piechota morska nie mogłaby liczyć na szybkie wsparcie oddziałów idących lądem.

To może trwać jeszcze długo

Generalnie sytuacja w Ukrainie jest na razie dość stabilna. Ewidentnie rosyjska próba szybkiej wojny skończyła się porażką wobec ukraińskiego oporu. Obecnie trwa walka na wyniszczenie i metodyczna, powolna ofensywa w rejonie Donbasu, nie licząc prób bardziej przebojowych działań w rejonie Mikołajewa. Tam Rosjanie mają jednak najpewniej zbyt ograniczone siły, aby dokonać jakichś większych wyłomów. Dopiero potencjalna białoruska ofensywa może wywołać większe zmiany sytuacji. Pytanie na jak długo Białorusinom starczy sił i woli do posuwania się naprzód.

Nie oznacza to jednak, że Ukraina wygrywa. Na pewno radzi sobie o niebo lepiej niż spodziewali się właściwie wszyscy, ale to jeszcze nie oznacza wygranej wojny. Problem w tym, że my na Zachodzie widzimy głównie przekaz proukraiński. Ukraińskie zdjęcia i nagrania rosyjskich strat są powszechne. O takie same obrazy przedstawiające straty Ukraińców już znacznie trudniej. Ukraińskie wojsko ze zrozumiałych powodów ich nie upublicznia, podobnie ukraińscy cywile. Nie znaczy to jednak, że Ukraińcy strat nie ponoszą. Owszem, są one najpewniej mniejsze niż rosyjskie, ale i tak muszą być dotkliwe. Jednocześnie Ukraińcy mają znacznie mniejsze możliwości uzupełniania strat w ciężkim sprzęcie.

Tak wygląda częściowo radzenie sobie Rosjan z problemami logistycznymi. Okradanie zamkniętej stacji benzynowej.

Sytuacja niezmiennie wskazuje na przedłużającą się krwawą wojnę na wyniszczenie z bardzo ograniczonymi zmianami kontrolowanego terytorium. Rosjanie wytracili impet i poważną część sił. Pomimo kilku prób w ciągu dwóch ostatnich tygodni, zwłaszcza w rejonie Kijowa, nie zdołali odzyskać inicjatywy na większą skalę. Jest ewidentne, że bez drastycznego wzmocnienia sytuacja nie zmieni się istotnie. Wymagałoby to jednak przynajmniej ograniczonej mobilizacji, czyli powołania pod broń rezerwistów i młodych mężczyzn, wyposażenia ich w starszy sprzęt wyciągnięty ze składów, a następnie rzucenia masą na front w celu przełamania obrony wyczerpanych Ukraińców. Problem w tym, że taki ruch byłby trudny ze względów politycznych. Kreml przecież deklaruje, że "operacja specjalna" idzie dobrze, planowo. Skąd tu nagle mobilizacja, która sama w sobie byłaby ogromnie niepopularna?

Pozostaje więc powolne wyniszczanie się obu stron nawzajem. Pytanie kto pierwszy straci wolę i siłę do walki. To może jednak trwać jeszcze wiele miesięcy.

Zobacz wideo
Więcej o: