Morze gruzów, brak wody i jedzenia, ataki nie ustają. "Mariupol będzie symbolem straszliwych zbrodni"

- Liczymy na to, że zbrodniarze zostaną w przyszłości właściwie ocenieni - powiedziała zastępczyni RPO o ataku wojsk rosyjskich na Ukrainę. Najtragiczniejsza sytuacja jest w Mariupolu, gdzie ludzie umierają już nie tylko od rosyjskiej broni, ale także z wyziębienia, braku wody pitnej i jedzenia.

- Kiedy w przyszłości dojdzie do oceny tych straszliwych zbrodni, nie będzie żadnych wątpliwości. Jest dokumentacja obrazująca tak straszliwą sytuację, że liczymy na to, że zbrodniarze zostaną właściwie ocenieni - mówiła o inwazji na Ukrainę dr Hanna Machińska, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. 

Dzieci umierają, umierają ludzie z niedożywienia, wyziębienia, z tego, że nie mają dostępu do wody pitnej, pożywienia, umierają w cierpieniach. Mariupol będzie dla nas symbolem straszliwych zbrodni. Obawiam się, że nie będzie to jedyny symbol, bo już widzimy, że ta szalona wojna rozprzestrzenia się na tyle miast

- oceniła dr Machińska w TVN24.

Próba stworzenia korytarza humanitarnego

Wicepremier Ukrainy Iryna Wereszczuk wyraziła nadzieję, że w piątek uda się wreszcie otworzyć korytarz humanitarny dla Mariupola, dzięki czemu cywile będą mogli opuścić to oblężone miasto na południowym wschodzie kraju.

Próby zapewnienia bezpiecznego wyjścia cywilów z Mariupola trwają od blisko tygodnia, dotąd bez efektu. W czwartek wicepremier Wereszczuk alarmowała, że miasto jest całkowicie zablokowane - nie można do niego dostarczyć leków i jedzenia. W Mariupolu nie ma też wody ani prądu.

Rosyjskie ministerstwo obrony zapowiedziało co prawda, że ogłosi dzisiaj zawieszenie broni i otworzy korytarze humanitarne z Mariupola oraz z Kijowa, Sum, Charkowa i Czernihowa, jednak poprzednie tego rodzaju próby nie powiodły się. Obie strony oskarżały się wzajemnie o zrywanie zawieszenia broni.

Ludzie walczą o jedzenie, miejsce w schronach nie dla wszystkich 

Sytuację w Mariupolu relacjonował swoim kolegom przez telefon satelitarny Sasza Wołkow z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Mówił, że w mieście dochodzi do walk o pożywienie. Niszczone są też auta, by wydostać z nich paliwo.

W budynku biurowym, w którym chroni się Wołkow z rodziną, przebywa około 60 osób. Do piwnicy wpuszczane są tylko dzieci i ich matki. Pozostali muszą spać w biurze. Problemem jest też niska temperatura. Wołkow poinformował, że w biurze mają jeszcze trochę paliwa do generatora i elektryczność jest włączana na około 3-4 godzin dziennie.

- Wielu z nas zaczyna chorować, bo jest zimno i wilgotno. Staramy się zachować standardy higieniczne, ale nie zawsze jest to możliwe - stwierdził i dodał, że mieszkańcy Mariupola poszukują leków, m.in. na cukrzyce i choroby onkologiczne, ale nie ma szans na ich zdobycie. Apteki zostały splądrowane już kilka dni temu. 

Zbiorowa mogiła dla ofiar ataków na Mariupol

Ponadto przepełnione są kostnice i nie ma gdzie przetrzymywać zwłok, których liczba rośnie, ponieważ ataki na miasto nie ustają. Brakuje też personelu do organizacji pochówków. Dlatego władze zdecydowały się chować ofiary rosyjskich ataków w zbiorowych mogiłach.

Długi wał wykopano na obrzeżach cmentarza. Do zbiorowej mogiły trafiają ciała ofiar cywilnych i żołnierzy i już po kilku dniach trudno jest oszacować liczbę pochowanych tam osób.

***

Trwa rosyjska wojna przeciwko Ukrainie. Są informacje o zniszczonych domach, rannych i zabitych. Potrzeby rosną z godziny na godzinę. Dlatego Gazeta.pl łączy sił z Fundacją Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), by wesprzeć niesienie pomocy humanitarnej Ukrainkom i Ukraińcom. Każdy może przyłączyć się do zbiórki, wpłacając za pośrednictwem Facebooka lub strony pcpm.org.pl/ukraina. Więcej informacji w artykule:

Specjalne wydanie po ukraińsku z najnowszymi informacjami z Ukrainy. Gazetę możesz pobrać bezpłatnie tutaj.

Więcej o: