Rosyjskie lotnictwo pokazuje się z zaskakująco złej strony. Z nieba raz po razie spadają wysokie szarże

Od początku wojny ograniczona skuteczność rosyjskiego lotnictwa wywołuje zdziwienie i dyskusje wśród ekspertów. Wiele wskazuje na to, że ma istotne braki, zwłaszcza jeśli chodzi o wyszkolenie.

Ograniczona skuteczność rosyjskiego lotnictwa wywołuje duże zdziwienie wśród zachodnich ekspertów od pierwszego dnia wojny. Przed jej wybuchem panowało przekonanie, że dysponując znaczną przewagą ilościową i jakościową, szybko poradzi sobie z ukraińskim przeciwnikiem. Tymczasem mijają już prawie dwa tygodnie, a ukraińskie lotnictwo nadal jest aktywne, choć poniosło poważne straty. Straty ponoszą też Rosjanie, którzy nie mogą sobie skutecznie poradzić zwłaszcza z systemami przeciwlotniczymi ukraińskiej armii.

Zobacz wideo

Nie tego się spodziewano

Wojny i interwencje z udziałem wojsk NATO w ostatnich trzech dekadach przyzwyczaiły, że aktem je otwierającym jest zmasowany atak na cały system obrony przestrzeni powietrznej przeciwnika. Tak, aby go obezwładnić jak najszybciej i zapewnić sobie dominację w powietrzu, która przekłada się na ogromną przewagę w walkach na ziemi. Spodziewano się więc, że Rosjanie będą starali się taką strategię skopiować i przeprowadzić po swojemu.

Tymczasem nic takiego się nie stało. Jakby Rosjanie się z jakiegoś powodu ograniczali i nie chcieli większymi siłami wlatywać nad Ukrainę. Zamiast próbować przygnieść Ukraińców, wydawali się przede wszystkim skupiać na unikaniu większego ryzyka. Co więcej, przynajmniej w pierwszych dniach wojny, nic nie wskazywało na dużą aktywność rosyjskich bombowców taktycznych i samolotów szturmowych, które mogłyby napsuć dużo krwi ukraińskim oddziałom na ziemi. W wielu rejonach Ukrainy nadal ich nie widać.

Zachodni analitycy zaczęli poszukiwać wytłumaczeń niezrozumiałego rosyjskiego zachowania. Jedną z takich analiz przygotował Justin Bronk z brytyjskiego think tank RUSI. Jego zdaniem przyczyn może być kilka, ale jedna najpewniej jest kluczowa.

Myśliwiec MiG-29 w barwach polskich sił powietrznych. AirShow w Radomiu, 27 sierpnia 2011Polskie myśliwce dla Ukrainy? Wielka Brytania: Poprzemy Polskę, ale ostrzegamy

Oszczędzanie się na wojnę z NATO?

Po pierwsze od lat na Zachodzie spekulowano, że Rosjanie mają ograniczone zapasy broni precyzyjnej dla swojego lotnictwa. Zwłaszcza w porównaniu do Amerykanów, którzy od lat 90. praktycznie nie stosują już najzwyklejszych niekierowanych bomb i rakiet. Rosjanie ze względu na mniejsze zasoby finansowe i zdolności produkcyjne nie mogli pozwolić sobie na porównywalne zakupy. Widać to było między innymi w Syrii, gdzie większość codziennych nalotów była przeprowadzanych prostymi rakietami i bombami bez naprowadzania. Teraz na Ukrainie dzieje się to samo. Naloty są przeprowadzane niemal wyłącznie bez naprowadzania. W tym w miastach, w sposób zbrodniczy. W co uzbrojone startują rosyjskie bombowce lecące nad Ukrainę widać nawet na oficjalnym nagraniu rosyjskiego MON, zamieszczonym na początku tekstu.

Szczątki prawdopodobnie bombowca Su-34 zestrzelonego w pobliżu Kijowa

Być może Rosjanie to, co mają najcenniejszego, oszczędzają na ewentualną czarną godzinę, gdyby doszło do jakiegoś konfliktu z NATO. Ukraińskie wojsko uznają za mniej poważnego przeciwnika, więc dla niego mają tylko zwykłe bomby jak za II wojny światowej. Jednak zdaniem Bronka to nie tłumaczy do końca, dlaczego Rosjanie od pierwszych chwil wojny nie prowadzą zmasowanych działań mających na celu wyeliminowanie ukraińskiej obrony. Gdyby chcieli i byli gotowi podjąć większe ryzyko, to nawet zwykłymi bombami przy pomocy nowoczesnych systemów celowniczych można dość precyzyjnie niszczyć bazy lotnicze i stanowiska systemów przeciwlotniczych. Co więcej, to nie tłumaczy ogólnie małej aktywności rosyjskiego lotnictwa, które ewidentnie nie ma przecież skrupułów przed bombardowaniem ludności cywilnej bombami bez żadnego naprowadzania.

Kolejna możliwa przyczyna to zdaniem analityka brak zaufania co do zdolności koordynacji działań z wojskami lądowymi. Brak dobrej komunikacji pomiędzy ziemią i powietrzem ma być od zawsze problemem Rosjan. Zarówno jeśli chodzi o uniknięcie zestrzeleń własnych samolotów przez rozbudowany system przeciwlotniczy wojsk lądowych, jak i o naprowadzanie atakujących samolotów na Ukraińców. Rosjanie nie mają tylu kontrolerów naprowadzania co wojska NATO, a ich wyposażenie jest znacznie mniej zaawansowane. Być może z tego powodu lotnictwo nie jest skłonne działać nad swoimi własnymi wojskami i przeprowadzać naloty w ich bezpośrednim pobliżu.

Wrak bombowca taktycznego Su-34 zestrzelonego nad Charkowem

Brak odpowiednich ćwiczeń

Ostatnia i najważniejsza przyczyna zdaniem Bronka to najwyraźniej poważne braki w wyszkoleniu. Z obserwacji rosyjskich działań wynika, że po prostu Rosjanie nie potrafią planować, koordynować i przeprowadzać złożonych operacji powietrznych. Podobne wnioski przestawia w wywiadzie dla portalu "The Aviationist" Guy Plopsky, izraelski analityk koncentrujący się między innymi na rosyjskim lotnictwie. - Obserwując oficjalne relacje rosyjskiego ministerstwa obrony z różnych ćwiczeń lotnictwa, możemy zauważyć, że nie są one specjalnie skomplikowane, a stosowane w ich trakcie taktyki raczej nie nadają się na prawdziwe pole walki, gdzie istnieje jakieś zagrożenie - mówił.

Wygląda na to, że choć na przestrzeni ostatnich dwóch dekad Rosjanie przyjęli na uzbrojenie kilkaset nowoczesnych myśliwców i bombowców Su-30/34/35 oraz zmodernizowanych starszych maszyn radzieckich, to nie potrafili opracować efektywnych sposobów ich użycia i nauczyć tego pilotów. Jak mówi Plopsky, większość rosyjskich ćwiczeń to proste loty po wyznaczonej trasie, bombardowania bronią bez naprowadzania przy dobrej pogodzie czy symulowane pojedynki na krótkich dystansach w parach. Tak naprawdę to podstawy, które nijak się mają do operowania w skomplikowanej rzeczywistości, jaką jest niebo nad Ukrainą, gdzie jest ryzyko spotkania wrogich myśliwców i natknięcia się na wrogą oraz własną obronę przeciwlotniczą.

Statystycznie rosyjski pilot, bazując na oficjalnych deklaracjach ministerstwa obrony Rosji, w ciągu roku spędza 100-120 godzin w powietrzu. Biorąc pod uwagę, że ci nieliczni działający nad Syrią na pewno istotnie zawyżają statystykę, podobnie jak piloci samolotów transportowych, to przeciętny pilot nieruszający się z bazy gdzieś w Rosji, może mieć na koncie nawet mniej. Tymczasem zachodni piloci są zdania, że bez wylatania ponad 200 godzin rocznie bardzo trudno jest utrzymać wszystkie nawyki i umiejętności niezbędne do wykorzystania w pełni samolotu wielozadaniowego w rodzaju F-16. Co więcej, rosyjscy piloci nie mają dostępu do takich symulatorów, jak piloci zachodni.

Polskie MiG-29 podczas startuPolscy piloci nie polecą nad Ukrainę. Najwyżej oddamy same MiG-29

Nie potrafią wykorzystać samolotów

Ogólnie jest więc jak najbardziej możliwe, że po prostu większość rosyjskiego lotnictwa nie ma odpowiednich umiejętności. Piloci nie potrafią wykonywać skomplikowanych misji w dużych formacjach, których część osłania na wypadek pojawienia się wrogich myśliwców, część szuka wrogich radarów i wyrzutni rakiet, a część czeka w gotowości do ich zaatakowania. Nic nie wskazuje też na to, aby potrafili wykonywać precyzyjne naloty, pozostając w komunikacji ze swoim wojskiem na ziemi. Wobec czego zazwyczaj latają stosunkowo nisko i korzystając z naprawdę nowoczesnych maszyn o dobrych parametrach, stosują metody nieodbiegające istotnie od II wojny światowej.

Potwierdzeniem braku wiary w odpowiednie wyszkolenie jest to, kto pilotuje zestrzelone przez Ukraińców samoloty. Ich załogi często katapultują się i dostają się do niewoli. Notorycznie są to relatywnie wysocy rangą majorowie i podpułkownicy. Dowódcy dywizjonów czy zastępcy dowódców całych pułków.

Domysł jest taki, że to oni mają największe naloty i najczęściej brali udział w wojnie w Syrii, gdzie mogli chociaż trochę zapoznać się z warunkami bojowymi. Wobec tego to oni są kierowani do akcji nad Ukrainę.

Ogólnie nie ma jednak wiarygodnych i przekrojowych informacji na temat działań rosyjskiego lotnictwa. Jest możliwe, że w zwykłych starciach powietrznych są w stanie wygrywać z Ukraińcami, którzy prawdopodobnie stracili już większość swoich myśliwców. Jednak wobec braku umiejętności do kompleksowego poradzenia sobie z systemem ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, Rosjanie nadal nie mogą swobodnie operować nad Ukrainą. W efekcie ukraińskie wojska lądowe mają znacznie więcej swobody i szans w walce z najeźdźcą.

Zobacz wideo
Więcej o: