Putin sam nie wciśnie guzika. Ekspert o atomowych groźbach Kremla

Putin zarządził podniesienie gotowości rosyjskich sił strategicznych. Czyli straszy Zachód atomem. Jednak co tak naprawdę powiedział? Według eksperta, nic co by oznaczało uzbrajanie bombowców i szykowanie rakiet.

Podczas swojego popołudniowego spotkania w niedzielę rosyjski prezydent powiedział dokładnie, że nakazuje: przejście w stan specjalny gotowości bojowej sił odstraszania.

Obecni na sali szef sztabu generalnego Walerij Gierasimow i szef MON Siergiej Sierdiukow przyjęli to z kamiennymi twarzami. Nie padło wyjaśnienie, o co chodzi.

Zobacz wideo

Połączenie obwodów

Według Pawła Podwiga, rosyjskiego eksperta zajmującego się Wojskami Rakietowymi Specjalnego Przeznaczenia, czyli w uproszczeniu częścią wojska kontrolującą arsenał jądrowy, wypowiedź Putina może znaczyć mały, choć co do zasady znamienny krok.

Generalnie rzeczone wojska są zawsze w stanie gotowości. Taka jest idea ich posiadania. Mają być zawsze gotowe do szybkiej reakcji na ewentualny zaskakujący atak przeciwnika. Zawsze jakiś okręt podwodny z rakietami balistycznymi jest na patrolu, zawsze kilkadziesiąt rakiet w silosach lądowych jest do odpalenia, mobilne wyrzutnie do wyjechania do lasów, a część bombowców trzymana w gotowości do szybkiego uzbrojenia w rakiety. Muszą być w stanie zareagować w ciągu mniej niż godziny. Dzięki temu są uznawane za coś, co odstraszy przeciwnika od ewentualnej próby zaskakującego ataku.

Według Podwiga, ów "specjalny stan gotowości" najpewniej oznacza po prostu dosłowne połączenie kabli. W normalnym pokojowym stanie gotowości pewne kluczowe obwody są rozłączone, aby w żadnym wypadku nie było możliwości fizycznego przesłania komendy do odpalenia rakiet. Teraz najpewniej owe obwody zostały zamknięte i cały system jest gotów do szybszej reakcji na rozkazy o minuty. Nie jest to nic pozytywnego, ale w sumie nie zmienia drastycznie sytuacji.

Ekspert przypuszcza, że nie pójdą za tym nawet żadne faktyczne ruchy sił strategicznych, takie jak alarmowe wysłanie większej liczby okrętów z baz, czy ruszenie mobilnych wyrzutni w tajgę i lasy. Jego zdaniem to żadne realne przygotowania do uderzenia jądrowego na Zachód, ale "potrząsanie atomową szabelką". To był minimalny ruch, jak mógł wykonać Putin, aby móc postraszyć świat.

Latający radar i centrum dowodzenia E-3 Sentry nad PolskąNiebo nad Polską zaroiło się od samolotów NATO

Odpalenie rakiet nie jest proste

Co więcej, to nie jest tak, że Putin ma przy łóżku czerwony guzik, który wystarczy nacisnąć i wtedy automatycznie startują rakiety niosące koniec cywilizacji. Rosyjski system kontroli arsenału jądrowego nazywa się Kazbek i został opracowany jeszcze w czasach ZSRR. Jest mocno zautomatyzowany, żeby czas reakcji na zaskakujący atak jądrowy NATO skrócić do minimum, czyli kilkunastu minut. Nie jest jednak całkiem automatyczny.

Na szczycie całego systemu są trzy walizki nazywane Czeget. Jedną ma prezydent, drugą minister obrony, trzecią szef sztabu generalnego. Czyli wszyscy uczestnicy niedzielnego spotkania. Wiedza na temat szczegółów ich działania jest ograniczona. Jest jednak prawie pewne, że nie ma w nich przysłowiowego guzika, powodującego automatycznie start rakiet. To raczej terminale do komunikacji, dzięki którym trzej decydenci mogą zostać poinformowani o sytuacji i wydać rozkazy. Nie wiadomo, czy wystarczy jedna osoba do wydania decyzji, czy wymagana jest zgoda dwóch lub trzech razem. Co jednak kluczowe, ewentualny rozkaz musi zostać odebrany, zweryfikowany i przekazany dalej przez centrum dowodzenia w Sztabie Generalnym. Dopiero stamtąd wysyłane są kody niezbędne do uruchomienia rakiet.

Nie ma więc teoretycznej możliwości, że opętany szaleństwem Putin naciśnie guzik i skończy się świat. Pomiędzy nim a rakietami jest wielu wojskowych, którzy na pewno nie będą mieli ochoty na zbiorowe samobójstwo oraz zniszczenie cywilizacji ludzkiej. Cały szereg incydentów w przeszłości jasno pokazał, że w sytuacji braku niezbitych dowodów na wrogi atak jądrowy, nawet za cenę ryzyka dla kariery, wojskowi zwlekali i unikali podejmowania decyzji mogących prowadzić do trzeciej wojny światowej. W skrajnych przypadkach osoby chcące broni użyć, były siłą od tego odwodzone.

Teraz Putinowi chodziło o przestraszenie świata. To desperacka próba skłonienia Zachodu do nienakładania na Rosję druzgoczących sankcji i niewspierania militarnie Ukrainy, która skutecznie broni się przed rosyjską inwazją. Nie należy tej groźbie ulegać.

Zobacz wideo
Więcej o: