Rosja to pokojowy kraj otoczony zawieszeniami broni. Donbas następny w kolejce

Rosja jest na ostatniej prostej do wzbogacenia się o kolejne kompletnie zależne od siebie parapaństewka. Donieck i Ługańsk mogą stać się kolejną pozycją na liście sztucznych separatystycznych tworów, którymi Kreml od lat 90. stara się wpływać na sąsiadów.

Ponieważ jest to rozwiązanie stosowane już wielokrotnie, to w internecie dorobiło się nawet ironicznego powiedzenia na swój temat. Brzmi ono:

Rosja to pokojowy kraj otoczony zawieszeniami broni

Oddaje ono istotę sprawy. Tak się jakoś bowiem składa, że pomimo ciągłych zapewnień rosyjskich władz o pokojowych zamiarach i nieużywaniu siły zbrojnej (w przeciwieństwie do NATO i USA, którym są zawsze przypominane wojny w Afganistanie, Iraku, Libii czy Serbii), na granicach Rosji wyrósł cały szereg zależnych od niej separatystycznych enklaw. Takich, które nie mają w sposób jednoznaczny uregulowanego statusu, a ich granice wyznaczają jedynie zawieszenia broni wymuszone groźbą rosyjskiej siły.

Tereny innych państw kontrolowane przez Rosję, lub od niej zależneTereny innych państw kontrolowane przez Rosję, lub od niej zależne Fot. Gazeta.pl

Rosja szczodra dla separatystów

Trzy takie separatystyczne twory powstały jeszcze na początku lat 90. w trakcie konwulsji towarzyszących rozpadowi ZSRR. W 1990 roku powstała republika Naddniestrza, która ogłosiła oderwanie się od Mołdawii i pozostanie w składzie ZSRR. Podstawą jej istnienia stała się 14. Armia Armii Radzieckiej, która stacjonowała na jej terytorium i sprawowała pieczę nad ogromnymi arsenałami przygotowanymi na wypadek III wojny światowej. Pozwoliły one na szybkie wyekwipowanie separatystycznych bojówek, które stawiły opór armii mołdawskiej, próbującej przywrócić kontrolę nad regionem. Kiedy było blisko zwycięstwa Mołdawii, do walk wprost włączała się 14. Armia, gwarantując Naddniestrzu przetrwanie. Od 1992 roku separatystyczna republika trwa w zawieszeniu, nieuznawana na arenie międzynarodowej, zależna od rosyjskiego wsparcia. Dzisiaj 14. Armii już nie ma, ale w Naddniestrzu nadal stacjonuje kontyngent liczący kilka tysięcy rosyjskich żołnierzy, zmuszający Ukrainę do zabezpieczania tego odcinka granicy.

Separatystyczną republikę na terytorium Mołdawii formalnie uznają tylko trzy inne podobne twory w mniejszym lub większym stopniu zależne od Rosji. Po pierwsze Abchazja i Osetia Południowa, czyli separatystyczne republiki uznawane przez społeczność międzynarodową za część Gruzji. Powstały na początku lat 90. Jeszcze w czasie istnienia Gruzińskiej SRR na obu tych obszarach był silne ruchy separatystyczne, które wybuchły ze zdwojoną siłą po rozpadzie imperium. Nowe władze w Tbilisi chciały państwa unitarnego, bez niezależnych regionów. Doprowadziło to do krwawych wojen domowych, które zostały rozstrzygnięte na niekorzyść Gruzji głównie za sprawą wsparcia rosyjskich sił zbrojnych. Obie separatystyczne republiki funkcjonują do dzisiaj dzięki rosyjskiej pomocy i nie są uznawane przez społeczność międzynarodową. W 2008 roku wybuchła druga wojna o Osetię Południową. Gruzini twierdzą, że zostali sprowokowani, Rosjanie twierdzą, że ruszyli na pomoc napadniętej Osetii. Wojna skończyła się porażką Gruzji.

Ukraiński żołnierz testuje wyrzutnię przeciwpancernąAmbasador Rosji przy UE: "Nie zaatakujemy Ukrainy". Ale mówi o kontrataku

Naddniestrze uznaje jeszcze Arcach, czyli republika Górskiego Karabachu. Nieuznawane przez społeczność międzynarodową państewko separatystyczne położone na pograniczu Armenii i Azerbejdżanu. Położone formalnie na terytorium tego drugiego, ale zamieszkałe w większości przez ludność etnicznie związaną z tym pierwszym. Powstało w latach 90. po krwawej wojnie. W 2020 roku znacznie okrojone terytorialnie w wyniku zwycięskiej dla Azerbejdżanu wojny z Armenią. Dzisiaj Arcach jest zależny głównie od rosyjskich sił rozjemczych, które gwarantują jego istnienie oraz wąskie połączenie lądowe z terytorium Armenii.

Teraz do tej listy najpewniej dołączą formalnie republiki Doniecka i Ługańska. Faktycznie od 2015 roku są już zależnymi od Rosji tworami separatystycznymi na terytorium Ukrainy. Teraz mogą zyskać formalnie taki sam status jak inne republiki separatystyczne na rosyjskich granicach. Duma zaapelowała do Władimira Putina o uznanie ich niepodległości. Jeśli to uczyni, to najpewniej nie zrobi tego żadne inne poważne państwo. Tym samym Rosja wzbogaci się o kolejne nieuznawanie przez nikogo parapaństewka istniejące tylko i wyłącznie dzięki zawieszeniu broni wywalczonemu przez rosyjską armię.

Tego rodzaju byty są dla Kremla narzędziami do wpływania na politykę wewnętrzną sąsiednich państw, które chcą prowadzić ją zupełnie niezależnie. Często stosowane określenie na to rozwiązanie to "zamrożone konflikty". W zależności od potrzeb Rosja może zawsze je trochę podgrzać, aby wpłynąć na polityków sąsiedniego państwa czy to kijem w postaci groźby kolejnej wojny, czy to marchewką w postaci możliwości rozwiązania konfliktu i zjednoczenia. Tak naprawdę przez dekady nie są jednak podejmowane żadne realne kroki na rzecz rozwiązania konfliktu. Generuje to konkretne koszty dla Rosjan, którzy muszą wspierać zależne od siebie separatystyczne republiki. Będzie to zwłaszcza istotne w przypadku Doniecka i Ługańska, która są o rząd wielkości większe od innych parapaństw. Mają przy tym zrujnowaną gospodarkę i są przeżarte przez korupcję.

Kontrola bezpośrednia

Poza tego rodzaju wygodnymi tworami separatystycznymi Rosja kontroluje też dwa inne sporne obszary. Pierwszym jest oczywiście Krym, zagarnięty nielegalnie w 2014 roku. Formalnie to terytorium Ukrainy, choć faktycznie już Rosji i nic nie zapowiada, aby taki stan rzeczy miał się w najbliższym czasie zmienić. Krym jest zamieszkany w znacznej mierze przez ludność rosyjskojęzyczną, autentycznie popierających włączenie do Rosji. Co najważniejsze, ma wielkie znaczenie strategiczne dla rosyjskich sił zbrojnych ze względu na swoje położenie w basenie Morza Czarnego i wielką bazę w Sewastopolu.

Drugi sporny obszar jest znacznie mniej znany. To Kuryle. Łańcuch skalistych i słabo zaludnionych wysepek na północ od Wysp Japońskich. Do końca II wojny światowej kontrolowany przez Japonię, później przejęty przez ZSRR. Oba państwa nie podpisały nigdy traktatu pokojowego. Status wysp nie został więc definitywnie rozstrzygnięty. Japończycy zgłaszają do dzisiaj roszczenia do części z nich. Od lat trwają rozmowy nad traktatem pokojowym, ale finału nie widać. Są za to napięcia, które nie zwiastują szybkiego rozwiązania.

Zobacz wideo
Więcej o: