Biały Dom rozpruł worek z niejawnymi informacjami. Tak Biden walczy z Putinem, używając jego broni

Inwazja za kilka dni, Kijów padnie w dwie doby, Rosjanie już prawie całkiem przygotowani - tego rodzaju informacje regularnie płyną z Waszyngtonu. Oficjalnie i nieoficjalnie. Według wielu komentatorów Biały Dom wyraźnie chce ograć Rosję w jej grze.

Ostatnią salwę Amerykanie oddali w piątek wieczorem. Dziennikarz stacji PBS opublikował informację, że według szeregu informatorów z administracji oraz służb, Władimir Putin wydał już rozkaz ataku na Ukrainę i ruszyły ostatnie przygotowania. Biały Dom szybko ten przeciek tonował, mówiąc, że nic nie jest pewne, ale ryzyko jest. Nie zmieniło to faktu, że wywołująca strach informacja obiegła cały świat. Rosjanie określili ją kolejnym przejawem "histerii" Waszyngtonu.

To nie pierwszy taki przypadek. Do amerykańskich mediów już od miesięcy przeciekają informacje na temat rzekomych planów rosyjskiej agresji, ujawnianych przez pracowników służb. Dopiero co w poniedziałek CNN pisał, powołując się na informatorów we władzach, że Rosja planuje "okrążyć Kijów" i przeprowadzić zmasowane naloty oraz ostrzał rakietowy.

Zobacz wideo

Ofensywa informacyjna Białego Domu

Bardzo alarmistyczny ton przekazu płynącego z Waszyngtonu wywołuje duże emocje w państwach Zachodnich. Kryzys na Ukrainie to jeden z głównych tematów mediów zachodnich już od miesięcy. O to właśnie chodzi Białemu Domowi. Dziennikarze "New York Times" piszą wprost, że to, co się dzieje ostatnio, to niespotykana seria przecieków i oficjalnego ujawniania informacji wywiadowczych. Niemal tak szybko, jak zostają one zgromadzone i przeanalizowane. - To zjawisko niespotykane od czasów kryzysu Kubańskiego w 1962 roku - mają w rozmowach z "NYT" twierdzić obecni i byli pracownicy służb.

Taka strategia ma być próbą administracji Bidena wygrania w wojnie, w której to Rosjanie od lat byli górą. W wojnie na emocje i informacje. Biały Dom ma starać się stwarzać przekonanie o nieuchronnym i bliskim zagrożeniu, żeby właśnie mu zapobiec i je odsunąć. - Nadzieja jest taka, że ujawnianie planów Putina je zaburzy, być może odsuwając inwazję w czasie, co da więcej przestrzeni na działania dyplomatyczne, albo Rosjanom na przemyślenie kosztów potencjalnej agresji - pisze "NYT".

Bardziej konkretnym celem jest wytrącenie Rosjanom z rąk elementu zaskoczenia, uniemożliwienie im zorganizowania wiarygodnej prowokacji, podkopanie wizerunku Putina na arenie międzynarodowej i wzmocnienie poparcia wśród państw zachodnich dla zdecydowanej odpowiedzi na rosyjskie działania. W imię tych celów Biały Dom ma popychać służby wywiadowcze do odtajniania najnowszych danych wywiadowczych, przedstawiania ich kongresmanom, dzielenia się nimi z dziennikarzami oraz przekazywania ich rzecznikom prasowym do wykorzystania. Pomimo tradycyjnych obaw o to, że Rosjanie, wiedząc co wiedzą Amerykanie, mogą im utrudnić w przyszłości gromadzenie informacji. Najwyraźniej w obecnej sytuacji uznano jednak, że warto podjąć takie ryzyko.

Antony BlinkenUSA oferuje Ukrainie pożyczkę w wysokości do miliarda dolarów

Nauka udzielona przez samych Rosjan

Amerykańscy oficjele wprost stwierdzają, że to nauczka wyciągnięta z błędów popełnionych w 2014 roku. Kiedy Rosja po raz pierwszy szykowała się do ataku na Ukrainę i zagarnięcia Krymu, służby wywiadowcze miały przekonać Biały Dom do tradycyjnego trzymania kart przy orderach i nieujawniania danych wywiadowczych. W efekcie USA wydały się zaskoczone rozwojem sytuacji. - Pamiętam kilkanaście sytuacji z tego okresu, kiedy sobie pomyślałem, jak bardzo pomogłoby naszym interesom pokazanie światu tych informacji, które wtedy mieliśmy - stwierdził w rozmowie z "NYT" Michael McFaul, który w 2014 roku był ambasadorem USA na Ukrainie.

Dodatkową nauczką był rok 2016 i rosyjska kampania dezinformacyjna wymierzona w przebieg amerykańskich wyborów prezydenckich. Z perspektywy czasu opinia w służbach ma być taka, że wówczas były zdecydowanie zbyt pasywne i pozwoliły ograć się Rosjanom. - Dużo się nauczyliśmy o tym, jak Rosja wykorzystuje informację jako narzędzie. Zwłaszcza po 2014 roku. Nauczyliśmy się też bardzo dużo o tym, w jaki sposób im to narzędzie przynajmniej częściowo wytrącić z rąk - stwierdziła wymownie Emily Horne, rzeczniczka Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Ogromną pomocą dla amerykańskiej strategii są zdjęcia satelitarne wykonywane przez firmy komercyjne, na których widać rosyjskie obozowiska w pobliżu ukraińskiej granicy. Ich publikowanie w mediach bardzo pomaga uwiarygodniać przekaz Białego Domu. Podobną funkcję pełni wręcz potop nagrań ruchów rosyjskiego wojska, które wykonują sami Rosjanie i wrzucają do sieci. Zachodni analitycy bez trudu je wynajdują i publikują tak, aby dotarły do dużego grona odbiorców. Tymi obrazami Zachód jest w stanie bardzo skutecznie poprzeć swoją narrację. Nie sposób bowiem zaprzeczyć, że rosyjskie wojsko robi coś niecodziennego i na dużą skalę.

Jeśli Rosjanie teraz przeprowadzą przepowiadaną inwazję, to USA będą mogły przez lata mówić: "Tak jak ostrzegaliśmy". Jeśli nie przeprowadzą, to Amerykanie zapewne powiedzą: "Odstraszyliśmy Putina". Rosjanie już od miesięcy stoją na stanowisku, że to, co robią USA i ogólnie Zachód to "akt histerii". Jeśli więc inwazji nie będzie, to przyjmą narrację: "Patrzcie jacy oni są niewiarygodni, histeryczni i rusofobiczni". Jeśli inwazja jednak będzie, to narracja najpewniej będzie się koncentrować na tym, że Rosja została w jakiś sposób "sprowokowana" i "musiała". Choć w obliczu tego, co robią teraz Amerykanie, trudno będzie komukolwiek w to autentycznie uwierzyć.

Zobacz wideo
Więcej o: