Włochy. Dwulatek pilnie potrzebuje operacji serca. Rodzice nie chcą transfuzji od zaszczepionych

W Bolonii we Włoszech narodził się nietypowy konflikt lekarzy z rodzicami. Matka i ojciec dwuletniego chłopca, który pilnie potrzebuje operacji serca, nie chcą zgodzić się na transfuzję od osób zaszczepionych przeciwko COVID-19. Lekarze zwrócili się w tej sprawie do sądu.

Jak podaje jedna z najstarszych gazet we Włoszech "Il Resto del Carlino", dwuletni chłopiec od stycznia przebywa w szpitalu Sant'Orsola-Malpighi w Bolonii. Z powodu poważnych problemów kardiologicznych, czeka go operacja. Rodzice dziecka utrudniają jednak lekarzom wykonywanie obowiązków, nie pozwalając na wykonanie transfuzji od osób zaszczepionych przeciwko COVID-19.

Zobacz wideo Jak uchronić dzieci przed koronawirusem? Pytamy prof. Pyrcia

Włochy. Rodzice dwulatka utrudniają przeprowadzenie transfuzji

Włoski dziennik "La Gazzetta di Modena" podaje, że rodzice dziecka od razu po tym, jak dziecko trafiło do szpitala, zaznaczyli, że nie godzą się na to, aby w czasie przyszłych zabiegów z udziałem ich syna używano krwi od dawców, którzy szczepili się przeciwko SARS-CoV-2.

Protesty w AustriiFala protestów w Europie. W Holandii zamieszki na ulicach kilku miast [ZDJĘCIA]

Aby ratować życie dziecka, samodzielnie odszukali grupę ponad 40 niezaszczepionych osób, które zgodziły się na oddanie krwi ich synowi. Lekarze nie przystali jednak na propozycję rodziców i ostatecznie sprawa trafiła do sądu w Modenie.

Prezes Włoskiej Krajowej Izby Lekarskiej: Prosimy o wysłuchanie lekarzy

Według informacji włoskiej gazety "La Repubblica" sprawa trafiła do sądu w Modenie i została rozpoznana w poniedziałek po południu. Lekarze wielokrotnie podkreślali, że stan dziecka jest na tyle poważny, że każdy dzień zwłoki jest dla niego ryzykiem. Rodzice dziecka twierdzili jednak, że obawiają się, że szczepionka może mu zaszkodzić. Odmówili użycia krwi osób zaszczepionych również ze względów religijnych. Należy jednak dodać, że nigdy nie sprzeciwiali się leczeniu syna - poinformował dziennikarzy Ugo Bertaglia, adwokat rodziców chłopca.

Przeczytaj więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl.

Sąd przychylił się do zdania pracowników szpitala i stwierdził, że krew, która miałaby zostać użyta do transfuzji, jest całkowicie bezpieczna.

Sprawa zrobiła się głośna, w związku z czym skomentował ją prezes Włoskiej Krajowej Izby Lekarskiej, który zaapelował do rodziców. "Rozumiemy obawy rodziców: kiedy choruje dziecko, syn czy córka, chcemy dla niego jak najlepiej, dbamy o każdy szczegół. Prosimy jednak o wysłuchanie lekarzy, którzy się nim opiekują i z pewnością będą umieli wybrać najlepszą i najszybszą drogę do wyleczenia pacjenta, do jego powrotu do zdrowia" - pisał cytowany przez lokalne media.

Nowy Jork. Nie będzie już obowiązku noszenia masek w pomieszczeniachNowy Jork. Nie będzie już obowiązku noszenia masek w pomieszczeniach

Jak dodał, "regulaminy, które opisują proces oddawania krwi i nie pozwalają wybrać konkretnego dawcy, zostały stworzone w interesie pacjentów, z myślą o tym, żeby wszystko przebiegało bezpiecznie".

W sprawie dwulatka wypowiedział się również Vincenzo De Angelis, prezes Włoskiego Centrum Krwiodawstwa. Poinformował, że krew nie jest wybierana na podstawie chęci lub niechęci, ale na podstawie zgodności między dawcą a biorcą - Krew osoby zaszczepionej może być identyczna jak krew osoby, która przeszła COVID-19 i wyzdrowiała. Tak samo może posiadać przeciwciała. To, że krew osób zaszczepionych ma inny skład, albo że bardziej krzepnie, to bzdury. Fake newsy - wyjaśnił.

Więcej o: