"Dodaj mocy. Przerwij lądowanie! Dopalacz! Przerw...". Potem huk, pływający F-35 i afera

Pod koniec stycznia Amerykanie zobaczyli pierwszą katastrofą ich nowego F-35C na lotniskowcu. Jak podano oficjalnie, doszło do niej podczas lądowania i samolot stracono, a siedmiu marynarzy zostało rannych. W kolejnych tygodniach zaczęły wyciekać zdjęcia i nagrania zdarzenia.

Wypadek miał miejsce dokładnie 24 stycznia na pokładzie lotniskowca atomowego USS Carl Vinson prowadzącego ćwiczenia na Morzu Południowochińskim. Okręt znajdował się w rejonie, który jest punktem zapalnym z powodu rozległych roszczeń Chin do szeregu atoli i wysepek. Amerykanie regularnie wysyłają tam okręty, żeby pokazać Pekinowi, co o tym sądzą.

W tym wypadku wysyłanie przesłania zostało zaburzone przez wypadek. Oficjalnie poinformowano tylko o tym, że do niego doszło podczas lądowania, że samolot został utracony i zatonął, ale pilot się katapultował i wyszedł bez szwanku. Niestety siedmiu marynarzy na pokładzie zostało rannych, w tym kilku poważnie. Ewakuowano ich do szpitala na lądzie i ich życiu nic nie zagraża.

Już sam komunikat pozwalał ogólnie domyślić się przebiegu zdarzenia. Lądowanie na lotniskowcu to bardzo trudne i ryzykowne zadanie, więc jest nieuniknione, że czasem coś pójdzie nie tak. Jak określają to sami piloci, chodzi o kontrolowane rozbicie się maszyną na niewielkiej i poruszającej się powierzchni.

Seria przecieków

Bezpośrednio po wypadku do sieci wyciekło zdjęcie rozbitego F-35. Musiało zostać wykonane tuż po tym, jak maszyna wpadła do wody. Unosi się jeszcze płasko na powierzchni i nie wygląda na poważnie uszkodzoną. Widać też, że pilota już w niej nie ma. Po kilku dniach Pentagon potwierdził autentyczność fotografii.

F-35C po katastrofie unoszący się na powierzchniF-35C po katastrofie unoszący się na powierzchni Fot. domena publiczna

28 stycznia do sieci trafiło pierwsze nagranie. Wykonano je z rufy lotniskowca i pokazuje podejście F-35 do lądowania. Widać, że pogoda jest niemal idealna. Bezchmurne niebo, dzień i spokojne morze. Z jakiegoś powodu maszyna podchodzi do lądowania zbyt nisko, dopiero w ostatnich sekundach pilot gwałtownie zwiększa moc, ale jest już za późno i uderza ogonem w skraj pokładu lotniczego. Tego co się dzieje dalej nie widać.

Tydzień później wyciekł kolejny filmik, tym razem pokazujący odtwarzane na monitorze zapisu katastrofy z kamer pokładowego systemu PLAT, który rejestruje przebieg operacji lotniczych na lotniskowcu. Słychać też głos oficera zarządzającego lądowaniem, który pozostaje w ciągłym kontakcie z pilotami i daje im na bieżąco instrukcje.

Zobacz wideo

Na nagraniu widać, że do ostatnich sekund pilot F-35 utrzymuje się idealnie na prawidłowej ścieżce lądowania, ale potem nagle zaczyna gwałtownie opadać. Wówczas też oficer naprowadzania zaczyna najpierw mówić "power", czyli dodaj mocy, ale niemal natychmiast przechodzi w desperacki krzyk "wave off" i "burner", co oznacza: przerwij lądowanie i uruchom dopalacz. Wszystko nadaremnie i maszyna uderza w lotniskowiec. Emocje w głosie oficera naprowadzania mogły być tym większe, ponieważ jego stanowisko znajduje się bardzo blisko miejsca, gdzie samoloty dotykają kołami pokładu i gdzie uderzył F-35. Wiedział więc, że rozpędzona maszyna zmierza niebezpiecznie w jego kierunku. W jednym z ujęć słychać też głos wzywający pomocy medycznej na "platformę LSO", czyli właśnie oficera naprowadzania. Być może on sam, albo ktoś z innych osób przebywających w tym miejscu został ranny.

Seria zdjęć przedstawiająca ucieczkę oficera naprowadzania w podobnej sytuacji, ale w 1955 roku. Udało mu się przeżyć. Pilot i trzech innych marynarzy zginęło.

Katastrofa maszyny US Navy F7U Cutlass na pokładzie lotniskowca USS Hancock w 1955 rokuKatastrofa maszyny US Navy F7U Cutlass na pokładzie lotniskowca USS Hancock w 1955 roku Fot. US Navy

Samolot po uderzeniu w pokład prześlizgnął się po całej długości pokładu i wypadł za burtę. Odpadły od niego różne szczątki, które najpewniej były przyczyną obrażeń u marynarzy, których zawsze jest dużo na zatłoczonym pokładzie lotniskowca. Na chwilę pojawiły się płomienie, ale nie doszło do większego pożaru. Widać, że drużyna ratownicza spisała się na medal, bo zaczęła polewać pokład pianą dosłownie sekundy po wypadku.

Afera na pokładzie

Pentagon potwierdził autentyczność obu nagrań. Oficjalnie nie dodano jednak nic więcej do pierwszego opisu wypadku. Śledztwo wyjaśni, czy jego przyczyną był błąd pilota, czy jakiś problem techniczny. Jednocześnie trwa operacja poszukiwania wraku nowoczesnej maszyny i jego wydobycia. F-35 to zbyt cenna rzecz, żeby ją zostawić samą na dnie, zwłaszcza tak blisko Chin.

Szybkie ujawnienie zdjęcia i nagrań wywołało też dyskusję na temat dyscypliny. Formalnie doszło do poważnego naruszenia regulaminów. Autorzy tych materiałów mogą się liczyć z poważnymi konsekwencjami, zwłaszcza że ich namierzenie nie powinno być specjalnie trudne. Wiadomo gdzie i kiedy byli. Wyciek mógł ułatwić fakt, że na USS Carl Vinson testowano ogólnookrętowe otwarte wifi dla wszystkich marynarzy. Pomyślano je jako miły dodatek do monotonnej służby, ale eksperyment może się szybko skończyć.

Zobacz wideo
Więcej o: