Brniemy coraz głębiej i światła nie widać. Podsumowanie tygodnia kryzysu

Z obu stron nadciąga więcej żołnierzy. Ukraina dostaje więcej broni. Rozmowy nie wydają się do czegoś prowadzić, a moment ewentualnego wybuchu konfliktu nadchodzi wielkimi krokami. Pojawiają się nawet potencjalne scenariusze jego początku.

Nie widać końca kryzysu w trójkącie NATO-Ukraina-Rosja. Obie strony gromadzą siły, przesyłają sobie listy, prowadzą rozmowy i wygłaszają oświadczenia. Mijający tydzień obfitował w szereg istotnych wydarzeń. To ich podsumowanie.

Zobacz wideo

Wojska przybywa

Z obu stron w rejon kryzysu są kierowani dodatkowi żołnierze. Rosjanie niezmiennie kontynuują rozbudowę swoich sił w pobliżu ukraińskich granic, zwłaszcza na Białorusi, gdzie w nadchodzącym tygodniu ma się rozpocząć aktywna faza wielkich ćwiczeń "Sojusznicze zdecydowanie". Zapowiedziano je w grudniu, a już w połowie stycznia na białoruskie terytorium zaczęły przybywać pociągi rosyjskiego wojska. Głównie z Dalekiego Wschodu. Obecnie rosyjskich żołnierzy na Białorusi, według NATO, jest około 30 tysięcy. To największa tego rodzaju koncentracja w tym kraju od zimnej wojny, znacznie przewyższająca wszystkie wcześniejsze ćwiczenia.

Jednocześnie we wtorek 2 lutego w Waszyngtonie zapadła decyzja, aby przysłać dodatkowe siły wojska USA do Europy. Ruch jest o rząd wielkości mniejszy niż w przypadku Rosjan, ale ma istotny wymiar symboliczny. Większość, bo około 1900, ma trafić do Polski. Będą to żołnierze z 82. Dywizji Powietrznodesantowej. Do tego 300 ma trafić do Niemiec i stworzyć tam centrum dowodzenia na potrzeby kolegów stacjonujących na wschodzie. Około tysiąca żołnierzy z brygady zmotoryzowanej stacjonującej na co dzień w Niemczech ma natomiast przenieść się do Rumunii.

Przybywa też broni

Nieustannie trwają dostawy broni na Ukrainę. Z USA wahadłowo lata cywilny samolot transportowy B747, wożący między innymi rakiety przeciwpancerne Javelin, granatniki i różnego rodzaju amunicję oraz wyposażenie. Wszystko w ramach zaaprobowanej jeszcze pod koniec 2021 roku pomocy wojskowej wycenianej na około 200 milionów dolarów.

W mijającym tygodniu na oficjalne ogłoszenie wsparcia Ukrainy zdecydował się też polski rząd. Planowane i uzgadniane od kilku tygodni porozumienie obejmuje dostawy odpalanych z ramienia rakiet przeciwlotniczych bardzo krótkiego zasięgu Piorun (początkowo informowano o starczych systemach Grom, ale potem MON zmienił zdanie), moździerzy, dronów rozpoznawczych i kilkudziesięciu tysięcy sztuk amunicji. Polska dołączyła tym samym do nadal wąskiego grona państw (USA, Wielka Brytania, Czechy i państwa bałtyckie), które zdecydowały się wesprzeć Ukrainę bronią.

Ukraiński żołnierz (zdjęcie ilustracyjne)Ukraina nadal czeka na hełmy od Niemiec. "Na razie brak poświadczenia"

Dyplomatyczne dyskusje

1 lutego odbyła się rozmowa telefoniczna pomiędzy szefami dyplomacji Rosji i USA, Siergiejem Ławrowem i Anthonym Blinkenem. Panowie po raz kolejny zgodzili się, że się nie zgadzają w fundamentalnych sprawach dotyczących kryzysu. Rozmowa formalnie miała na celu przedyskutowanie sytuacji po tym, jak Amerykanie pod koniec stycznia przesłali Rosjanom formalną odpowiedź na ich wcześniejsze formalne żądania. Moskwa nieustannie oczekuje od USA gwarancji bezpieczeństwa, nierozszerzania NATO i ograniczenia obecności NATO w Europie Środkowo-Wschodniej.

Niezależnie od tych najważniejszych rozmów odbył się też szereg spotkań niższego szczebla. Z wizytą w Kijowie był między innymi premier Mateusz Morawiecki i premier Wielkiej Brytanii Borys Johnson. Obaj przywódcy zapewniali Ukraińców o wsparciu ze strony swoich państw i NATO. Dalej na wschód poleciał natomiast premier Węgier, Wiktor Orban. Spotkał się w Moskwie z Władimirem Putinem i w przyjaznej atmosferze rozmawiał z rosyjskim prezydentem o współpracy, oraz między innymi krytykował pomysł nakładania przez Zachód sankcji na Rosję.

To wejdą, czy nie wejdą?

Nieustannie trwają też spekulacje wśród ekspertów na temat tego czy, kiedy i jak mogą zaatakować Rosjanie. Na to pierwsze pytanie nikt nie jest w stanie dać jednoznacznej odpowiedzi. Większość ekspertów zgadza się co do tego, że wojna na pełną skalę wydaje się mało prawdopodobna i nielogiczna z punktu widzenia interesów Kremla. Nie ulega jednak wątpliwości, że rosyjskie wojsko szykuje się do prowadzenia działań ofensywnych. Według jednego z bardziej uznanych ekspertów od rosyjskich sił zbrojnych, Amerykanina Roberta Lee, będą one w pełni przygotowane do przeprowadzenia agresji około dziewiątego lutego. Wówczas może więc zacząć się szczyt napięcia oraz presji. Lub wojna.

Sami Ukraińcy niezmiennie pozostają bardziej sceptyczni co do perspektywy rosyjskiej inwazji. Politycy w Kijowie niezmiennie wzywają do umiaru w ocenach i unikania siania paniki. Na wschodzie Ukrainy, blisko linii frontu w Donbasie, życie toczy się niezmiennym rytmem.

Zobacz wideo
Więcej o: